Tu zaszła zmiana! Obywatelski donos czyli sygnalista informuje – tam gdzie było „buszowisko” teraz będzie…

Droga – https://koszyk-bet.blogspot.com/  – Wędrowna Mrówko!  

        Uprzejmie donoszę, że tam, gdzie deptałaś pracowite ścieżki wśród gąszczu krzewów i traw, gdzie narażałaś swoje nóżki na rany od Barszczu Sosnowskiego – jednej z najbardziej niebezpiecznych roślin, gdzie wypatrzyłaś mrówkowe miejsce na kopiec, teraz jest tak:

Oj, oj! Kopca nie ma, będzie Medyk!
Krzewy zostały wycięte, a w miejscu mrówczego kopca jest wielka kredowo – biała dziura.

Drzewo po lewej stronie pozostało.

„Biała dziura”  jest za plecami Wędrownej Mrówki na prawo od widocznych drzew.

Nie ma już miejsca dla mrówek na tym polu. Tu będzie krzewić się i mnożyć naukowe doświadczenie. O! Tak będzie wyglądał Instytut Nauk Medycznych, powstający w Chełmie na dzikim polu, które z „kijaszkiem pielgrzyma” przemierzałaś w 2011 roku.

Zdjęcie ze strony Chełm.naszemiasto.pl. Wizualizacja Instytutu Nauk Medycznych w Chełmie. Budynek ten jest jednym z elementów zagospodarowania Dzikiego Pola, które ma się zamienić w medyczne miasteczko. 

Zdjęcia historyczne z tego miejsca.

Lata czterdzieste i pięćdziesiąte XX wieku.

Komentarze na blogu głównym

Jak wojna to wojna! Rozpoznanie, strategia i działanie – wykonać!

Czyli, jak się bezpiecznie zaszczepić przeciwko covid wśród „bezmózgowców”.

       Wyznaczony dla mnie punkt szczepień znajduje się w budynku głównym szpitala zespolonego. Wejście do szpitalnego holu bezdotykowe. Tuż za drzwiami siedzi żołnierz kierujący ruchem i mierzący temperaturę.

Przez hol przechodzi się do wąskiego korytarza, przy którym jest gabinet szczepień.  Jest duszno tak, że można siekierę powiesić, a ludzi dziki tłum. Siedzą krzesło w krzesło i stoją łeb w łeb. Część osób z nosami na wierzchu prowadzi głośne konwersacje.

Po szybkim rozpoznaniu zawracam na świeże powietrze, gdzie obmyślam, co robić.  Przebywając z dala od gabinetu nie usłyszę jednak wezwania na szczepienie, a kłębić się z „bezmózgowcami” nie mam zamiaru. Zrezygnować ze szczepienia szkoda. Przecież tyle trudu i nerwów kosztowało mnie zapisanie się.

Trach! Ciach! Bęc! Jest! Strategia opracowana, dwukrotnie przemyślana, więc przystępuję do natarcia.

Marszowym krokiem przechodzę przez zatłoczony korytarz, głośno upominając oczekujących na szczepienie za sterczące nad maseczkami nosy i brak dystansu.

Pewnie i na nic nie zważając,  wparowuję do gabinetu szczepień.

– Proszę poczekać na korytarzu – słyszę.

– Nie! Nie wrócę tam, aby zakazić się tuż przed szczepieniem i to w dodatku w szpitalu. Nie panujecie nad sytuacją i nie egzekwujecie podstawowych zasad epidemiologicznych tuż za waszymi drzwiami. Nie wyjdę stąd i nie udam się na zatracenie w tym korytarzu.

Jakiś młody medyk nie omieszkał mi dogryźć, natomiast miła pani dopełniła wszystkie formalności, po czym zostałam zaszczepiona.

Poszczepienne piętnaście minut odsiedziałam w przestronnym holu głównym, choć polecono mi nie oddalać się zbytnio od gabinetu. Pomyślałam, że w razie czego żołnierz mnie uratuje.

Dłużyło mi się bardzo, więc dla rozrywki przepędziłam zbliżającą się do mnie medyczkę rozmawiającą przez telefon, która także prezentowała urok swojego nosa.

I tak oto, dzięki odpowiedniej do sytuacji strategii oraz bojowemu nastawieniu, osiągnęłam swój cel.

Człowiek człowiekowi… zabójcą?

       W związku z jutrzejszym szczepieniem postanowiłam dzisiaj zrobić większe zakupy, aby po przyjęciu szczepionki nie nadwyrężać się zbytnio bieganiem po sklepach. Niech organizm relaksowo, bez dodatkowych obciążeń buduje sobie przeciw-covidową odporność – pomyślałam.

       Udałam się do Biedronki, ponieważ do tego marketu mam najbliżej i nie muszę korzystać z publicznej komunikacji. Słoneczko świeciło, bezwietrznie, wiosennie, więc spacer był nie tylko pożyteczny, ale i przyjemny. 

A w Biedronce? Przyjemności skończyły się! Z wyjątkiem mnie, ani jedna osoba – w tym personel sklepu – nie miała maseczki na nosie i ustach. Pani układająca towar – z maseczką pod brodą – wręcz na mnie właziła nie zachowując żadnego dystansu. Po zwróceniu uwagi ofuknęła mnie wzgardliwie. Klienci jeszcze gorsi.

Podobnie jest w małym sklepiku na moim osiedlu. Tyle tylko, że panie ekspedientki bez maseczek są bardzo miłe. Grzecznie i z uśmiechem obsługują także bezmaseczkowców.  Wielokrotnie opuszczałam ten sklep w połowie zakupów lub podczas płacenia, aby dać miejsce panoszącym się „bezmógowcom”, którzy ani na krok nie odejdą dalej. Szczególnymi względami cieszą się antymaseczkowi piwosze, którzy nad moim ramieniem podają kasjerce butelki i „smarkają” na produkty, które wykładam na ladę.

       W głowie mi się nie mieści, jak ludzie mogą tak postępować?! Czy za nic mają zdrowie i życie drugiego człowieka?!

Napiszę dosadnie. To są po prostu potencjalni mordercy, i o!

(cyt.)

Rekord zakażeń koronawirusem w Polsce. Dr Karauda: To jest czarny dzień w historii pandemii w naszym kraju

– To jest czarny dzień w historii pandemii w naszym kraju, żarty się skończyły. I mówię to do wszystkich, którzy uważają, że masek nie trzeba nosić, bo pandemia jest fikcją. Uważam, że osoby, które nie noszą masek, należy przyrównać do osób, które pod wpływem alkoholu wchodzą do samochodu. Ktoś, kto robi to świadomie, powinien ponosić odpowiedzialność za tę sytuację, bo będzie umierać jeszcze więcej ludzi. Już mamy liczby zgonów przekraczające pół tysiąca. Jestem tym wstrząśnięty – mówi dr Tomasz Karauda, lekarz z oddziału chorób płuc.

       Po powrocie do domu, także wstrząśnięta, zewnętrzne ubranie wrzuciłam prosto do pralki. Zakichane i zasmarkane zakupy wyładowałam w progu i zastanawiam się, jak je „zdezukichać”.