Kuracja w blasku fajerwerków

Krynica Zdrój

Barwny korowód kuracjuszy przebiega hol, salonik, świetlicę i korytarze sanatorium „Soplicowo”. Muzyka wypełnia przestrzeń, wiruje, faluje, załamuje się i wznosi. Szybko- wolno – szybko – szybko…

Suknie połyskują, garnitury pachną, panie przeglądają się w oczach panów, jak w lustrach. Tu nie ma par. Tu nikt jednak nie jest samotny i opuszczony. Tej nocy nikt nie jest tym, kim się wydawał na początku turnusu. W noc sylwestrową człowiek i muzyka, rytm, wino i śpiew stają się jednym.

Korowód zatacza elipsy, okręgi, ósemki w saloniku przy choince, wokół stolików i między krzesłami; po chwili rozsypuje się w kilkuosobowe grupy, by znów utworzyć wirujące koło. Zatrzymuje się; to chwila na rozmowę, łyk wina, biesiadę, po której spiesznie – grupami i pojedynczo kuracjusze udają się na plac przed muszlą koncertową. Mróz chrzęści pod podeszwami pantofli. Fajerwerki już wzbijają się w niebo nad Nowym i Starym Domem Zdrojowym, Pijalnią Wód Mineralnych, Górą Parkową, Jaworzyną i całą okolicą, tworząc różnobarwne pióropusze i rozpryskujące się we wszystkie strony świata fontanny świetlistych iskier. Gwar rozmów, śpiewów, muzyki, śmiech, szampańskie wystrzały korków i dzwonienie kieliszków roztapia się w tej jasnej od świateł nocy.

W tłumie można odnaleźć ucznia studenta, matkę z dzieckiem na saneczkach, turystę – narciarza i mieszkańca zdroju, kuracjusza i wczasowicza, wdowca i mężatkę, a także inwalidę na wózku. Tu nie chodzi o to, kto kim jest, tylko o to, aby być ze sobą w jednej wielkiej rodzinie. Orkiestra zaczyna grać coraz głośniej, laserowa wskazówka zegara coraz bliżej ma do dwunastki na zegarze.

        Na plac przybywają nieprzerwanie grupy ludzi, a nad nimi jeszcze więcej i jeszcze piękniejszych kolorowych fajerwerków wzbija się w niebo. Niebo płonie, robi się coraz jaśniejsze; zgromadzeni zapalają zimne ognie i unosząc do góry ręce zataczają nimi elipsy nad głowami. Po chwili już nie słychać rozmów, śpiewów ani śmiechu, tylko miarowe odliczanie sekund kończącego się roku. Świat zatrzymuje się w tańcu. Milknie także muzyka. Oto wskazówka zegara niebawem wskaże północ. Oto na zdrojowym placu stoją ludzie, którzy niedawno się spotkali. Ich oczy się śmieją, ich twarze są szczęśliwe, dobre i pełne życia.

– Trzy, dwa, jeden!

– Do Siego Roku!

Zebrani opróżniają kieliszki, butelki, plastikowe kubeczki, składają szczere życzenia, obejmują się, całują, ściskają. Tłum zaczyna poruszać się znowu, przemieszczać z miejsca na miejsce w poszukiwaniu tych, którym jeszcze nie złożono noworocznych życzeń. Wreszcie zaczyna falować, tańczyć i znowu śpiewać. Na ubitym, śliskim śniegu tańczący nie dotykają prawie podłoża. Śpiewający nie czują w gardłach zimna. Inwalidzi nie wiedzą, że są na wózkach. Chorzy nie pamiętają o chorobach i bólu. Zdaje się, że przyjechali tu na bal, nie zaś leczniczą kurację. Cały skwer, plac, park i dochodzące do niego uliczki- wszystko jest w ruchu. Drzewa, krzewy, ławki i ludzie otaczają się wzajemnie okazując radość, miłość, beztroskę. Wirują gwiazdy, chmury i petardy. Muzyka, taniec i śpiew wciąż przybierają na sile.

Pan Jan na wózku inwalidzkim, znajdujący się dotąd z boku roztańczonego tłumu, nagle staje na środku klombu, zawieziony tam przez Marysię, Elę, Emilkę i Damiana. Wszyscy ich okrążają, częstują szampanem, składają życzenia, ściskają ręce, a uszczęśliwiony pan Jan poddaje się czarowi upojnej nocy. Tylko Marysia chowa głowę pod jego wózkiem bojąc się głośnych wystrzałów. Jeszcze grają dzwonki, jeszcze w wydłużone światłem latarni aleje wpadają zwoje dźwięków. Jeszcze wybuchają race podsycane podmuchami mroźnego wiatru, oświetlając radość purpurową wstęgą.  Jeszcze spadają z nieba różnokolorowe iskry. Emilka, Marysia, Ela i Damian powracają do Soplicowa pchając pod górę po grząskim śniegu pana Jana na wózku. Jeszcze po drodze życzenia, jeszcze okrzyki przechodzących obok ludzi:

– Tak trzymać! Do Siego Roku!

Jeszcze śpiewy, by za chwilę zmienić pantofle, ubranie i znowu rozpocząć biesiadę z tańcami w świetlicy sanatorium.

Barwny korowód kuracjuszy znowu przebiega hol, salonik, korytarze Soplicowa. Znowu panie w swych błyszczących kreacjach przeglądają się w oczach panów.

Szybko – wolno – szybko – szybko…

Pora na walca. Pan Jan powstaje z wózka i tańczy z Emilią. Pierwszy raz od kilkunastu lat…

8 uwag do wpisu “Kuracja w blasku fajerwerków

  1. w taki czas nikt nie powinien być sam. Zacierają się wszelkie różnice: biedni i bogaci, zdrowi i chorzy, smutni i weseli. Szukamy schronienia dla swoich smutków. Czas na radość

  2. Widzisz Jagoda, a jednak na Sylwestra nie ma miejsca dla pojedynczych. Nawet w sanatoriach, gdzie przecież nie jedzie się we dwoje, na plakatach sylwestrowych są informacje: wstęp od pary xxx zł. Dlatego w buncie przeciwko temu obowiązkowemu bycia w parze na Sylwestra, zorganizowałam opisaną w notce zabawę dla wszystkich. Matko kochana, jacy ludzie byli szczęśliwi… to jest nie do opisania słowami… Nie mam kontaktu z tymi osobami, żeby zapytać, czy mogę opublikować zdjęcia. Zobaczyłabyś, jak się bawią, także ci na wózkach i z laskami, jaki mają blask w oczach…

    • to wspaniałe, co zrobiłaś…gratuluję.Szkoda,że niewielu naśladowców takich akcji ???A może są lecz o nich cichutko ???Nic nie wiemy ????Masz rację :” pojedynczy” nie mają towarzysko żadnych szans…szkoda.

      • Myślę, że bywają. W swoim mieście słyszałam o takim balu w jednym klubie. Wstęp 10 zł na orkiestrę i prąd na kawę, herbatę. Koszyczek własny, szatnia i ochrona w drzwiach – społecznie. Po Nowym Roku krótkie „poprawiny” zakończone sprzątaniem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s