Wspomnienie Wielkanocne czyli siatkówka na Wilczu

       Prababcia Kazia zorganizowała zawody na skraju Kampinoskiego Parku Narodowego. W piłkę siatkową mieli grać seniorzy przeciwko dzieciom i młodzieży. Do drużyny seniorów Kazia wyznaczyła dziadka Andrzeja, babcie: Elę  i Grażynkę, wujka Wieśka oraz ciocie Olę i Ninę. W drużynie młodzieży znalazła się mama Ewa, tata Jarek, córeczki cioci Oli oraz syn cioci Niny. Kazia – jako najstarsza i jej prawnuczka Asia – jako najmłodsza, zasiadły w loży sędziowskiej na sianie.

       Niezwyczajny to był mecz. Odbywał się zaraz po śniadaniu wielkanocnym. Dziadek Andrzej grał w garniturze i krawacie. Babcie w wąskich spódnicach i świątecznych bluzkach. Dobrze, że chociaż żakiety pozdejmowały. Ciocia Ola wspaniale prezentowała się w wizytowej sukience, zaś Nina w beżowym kostiumie. Bardziej stosownie do okoliczności ubrana była drużyna młodzików. Młodzi, jak to młodzi. Na wszystkie okazje wkładają dyżurne jeansy i zawsze jest im wygodnie.
Atutem drużyny młodzików były także adidasy. O ileż wygodniej jest grać w piłkę w sportowych butach. Czółenka babci Grażynki, czy eleganckie pantofle dziadka stały się prawdziwą udręką w grze.

        Po krótkiej naradzie komisja sędziowska przerwała mecz i zezwoliła na zdjęcie wyjściowego obuwia, czyli grę na bosaka, a drużyny nazwano inaczej: „Adidasy” kontra „Bosaki”, co zostało z aplauzem przyjęte i przypieczętowane przez prababcię kieliszkiem czystej /zabezpieczonej w stodole na specjalne okazje/, bo taka wódeczka według opinii i doświadczenia Kazi – krzepi i wzmacnia argumenty, o!

       Do przerwy było czterdzieści kilka do kilkunastu dla Bosaków.
Po przerwie i zamianie boisk szala przechyliła się nieznacznie na korzyść Adidasów. A to za sprawą osy, która użądliła dziadka Andrzeja w piętę. Kulał trochę biedaczek i nie podskakiwał już tak wysoko do ścięcia piłki, o ile w ogóle można wysoko podskakiwać przy wadze około setki. Potem babci Eli pękła spódnica, a Ola rozdarła świąteczną sukienkę na „siatce”, którą imitowała sękata tyczka wsparta wbitymi w trawę sosnowymi balami. Beżowy kostium cioci Niny zmienił kolor na zielony od upadków na trawę.

       Wielka determinacja bosaków zaowocowała wynikiem sto kilkadziesiąt do stu kilku dla Adidasów.

        Z boiska do domu, chociaż wygrani, seniorzy wracali, jak żołnierze tułacze z poniewierki wojennej, a prababcia Kazia cieszyła się, że mecz był udany i że miała przednie widowisko, ukradkiem zakrapiane tajemnym płynem ze stodoły. Oczywiście obie drużyny zaprosiła na obiad. Na deser podała słodkie kruche mazurki i drożdżowe baby wielkanocne, które upiekła w starym piecu na drewno.

PIC03196

2 uwagi do wpisu “Wspomnienie Wielkanocne czyli siatkówka na Wilczu

  1. Przeniesione komentarze:ewagreg 04 marzec 2008 Czytam, szukam i nie widzę malutkiej Elli w tym turnieju…….. co Ty wtedy marzycielko robiłaś…..pozdrawiam, śliczne te Twoje opowiastki ….EWA alElla 11 marzec 2008 Jak to co? A kto świąteczną spódnicę rozerwał?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s