Perełka kresów wschodnich afrykańskim słońcem „okraszona” ?

Perełką kresów wschodnich nazywana jest przez odwiedzających miejscowość Horyniec Zdrój. Perełka – bo malowniczo położona. Kresy wschodnie – bo  przygraniczne położenie. Horyniec – bardziej znany przed II wojną światową, niż teraz. Wtedy to właśnie doceniono wyjątkowe właściwości horynieckich wód i lecznicze moce horynieckiej borowiny. Zjeżdżali tu licznie kuracjusze z Warszawy i Lwowa. Po latach wrócił do swej przedwojennej świetności. Znowu zaczęto doceniać znakomite borowiny, wody siarczkowo – siarkowodorowe, czyste powietrze (nigdy nie było tu żadnego przemysłu) i specyficzny mikroklimat. Baza hotelowa unowocześniła się, więc są warunki do wypoczynku i leczenia. Horyniec i okolice odwiedzają także artyści, organizując tu plenery malarskie i fotograficzne, warsztaty teatralne i taneczne.

Zobaczyć można:

  • Kościół Zdrojowy wybudowany w 1818 r. Jest to dawna cerkiew grekokatolicka, która w roku 1947 została przejęta przez kościół rzymskokatolicki i w 1984 r. rozbudowana. Ciekawa jest dzwonnica – brama wzniesiona również w 1818 r.
  • Teatr dworski, wybudowany przez Piotra Ponińskiego w latach 1843 – 1848.  W wyniku działań wojennych został dwukrotnie zniszczony. Teatr odbudowano w latach 1965 – 73. Obecnie jest siedzibą Gminnego Ośrodka Kultury. Jest tu  przystanek ścieżki przyrodniczo – kulturowej.  Spacer ścieżką jest bardzo przyjemny i nie da się zabłądzić, bo okolica świetnie oznakowana.
  • Zespół pałacowo – parkowy Ponińskich. Wybudowany w latach 1905 – 1915 według projektu architekta Teodora Talowskiego. Po spaleniu w 1946 r. przez UPA, pałac odbudowano i przekazano dyrekcji PGR. Od 1968 r. znajduje się w nim sanatorium.  W parku pałacowym jest ścieżka zdrowia dla kuracjuszy.
  • Zalew na rzeczce Radrużka. Fajnie zatrzymać się i poobserwować, jak na powierzchni wody zwinnymi ruchami ślizgają się nartniki, a w powietrzu ważki urządzają tańce.
  • W lasach otaczających zalew odnajdujemy ślady stacjonowania   wojsk sowieckich – pozostałości po ziemiankach.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Tyle w ramach przybliżenia miejscowości. Chciałam dziś napisać o fascynującym dniu tunezyjskim, właśnie w Horyńcu zorganizowanym. Zastanawiałam się, czy napisać o tym na blogu „Afryka moja”, czy tutaj. Co ma Horyniec do Afryki? Pewnie tyle samo, co ma piernik do wiatraka. Każdy pretekst do wyjazdu i poznania nowego zakątka naszej pięknej ziemi jest dobry. Tak więc przy okazji  organizowania dnia tunezyjskiego, poznałam nasz polski Horyniec Zdrój. A było to tak.

       Zaczęło się w Tunezji. Jeden Tunezyjczyk mi powiedział, że my – Polacy zalewamy kuskus wrzącą wodą i kiedy już pod przykryciem „dojdzie” dopiero polewamy sosem. Tak jest mniej smacznie – stwierdził autorytatywnie. Jego zdaniem kuskus należy zalać od razu sosem i po 10 minutach można już jeść z różnymi mięsami, warzywami lub bez. Wypróbowałam. Nie doszło!

W Tunezji bardzo smakowała mi baranina, której nigdy przedtem nie mogłam przełknąć. Może dlatego, że tam podają jagnięcinę, a baranki nie są hodowane na wełnę (tak jak u nas). Po mojej babci, której kuchnię bardzo lubiłam pozostało trochę przepisów, w tym książka „Kucharz Wielkopolski” z 1892 roku. Dowiaduję się z tych przepisów, że (cyt.) „Aby mięso baranie było kruche i nie capiło, trzeba je owinąć w serwetę, umaczaną w occie i zakopać na parę dni w piasku w piwnicy”. Trochę ten przepis zbyt piwniczny i na tym etapie przygotowywania mięsa przydałby się przepis bardziej nowoczesny. Marynaty, bejce? Jakie najlepsze? No i czym ten kuskus w końcu zalewać? Sosem? Czy wodą? Zaczęłam drążyć temat na forach internetowych. Ktoś dał przepis na bejce, ktoś podpowiedział „poduszkową” metodę dochodzenia kuskus. Od słowa do słowa i zrodził się pomysł zorganizowania dnia tunezyjskiego w Polsce. Opowiadania, slajdy, zdjęcia, wrażenia z podróży przy kuskus w jednym kotle, kawałkami mięsa z  liśćmi kapusty i marchewką, pływającymi  w  pikantnym sosie z papryczkami chili w drugim. Mięso ma być oczywiście kruche, rozpływające się w ustach i nie capić wełną, a kapusta wyśmienita – przesiąknięta miłym dla podniebienia smakiem.

Zawiozłam do Horyńca baraninkę przygotowaną według przepisu zaczerpniętego z forum turystycznego, a nie z „Kucharza Wielkopolskiego” babci. Na miejscu przygotowałam kuskus metodą poduszkową. Trochę było problemów z podaniem jedzenia na gorąco, ponieważ szefowa kuchni nie chciała podgrzać mięsa w obawie przed salmonellą, czerwonką, gronkowcem, ptasią grypą i sama już nie wiedziała przed czym i co jeszcze wymyślić. Na szczęście interwencja przemiłego pana doktora – dyrektora zaprzyjaźnionego ośrodka  zdziałała cuda i szefowa wydała nawet uzdrowiskowe talerze oraz  łyżki i widelce. Dzień był bardzo udany, a baranina z kuskus wszystkim smakowała.

Afrykańskim opowieściom nie było końca. Najpiękniejszą namalował niepełnosprawny chłopak, który przebywał w Horyńcu na rehabilitacji już parę tygodni. Wcześniej nie umawialiśmy się z nim. Sam przybył na wózku, gdy dowiedział się, o czym będziemy rozmawiać przy baraninie. Ależ on pięknie, potoczyście, interesująco i barwnie opowiadał o swoich przeżyciach z podróży (na wózku inwalidzkim) po Afryce. Pan doktor pokazał nam  Horyniec i okolice, a także poradził (w odpowiedzi na nasze pytania), co najlepsze na obolałe stawy oraz kręgosłup (oczywiście jego sanatorium) i tak tunezyjski dzień dał radość, relaks i pożytek wszystkim uczestnikom biesiady, a małe uzdrowisko z kresów wschodnich ogrzało się wspomnieniami spod afrykańskiego nieba.

5 uwag do wpisu “Perełka kresów wschodnich afrykańskim słońcem „okraszona” ?

  1. Elu, jak zawsze z wielką przyjemnością przeczytałam Twoją opowieść o Horyńcu Zdroju.Mam nadzieje, że kiedyś mnie tam zbierzesz, piękna i nie skażona przyroda.Pozdr.B.

  2. Moje wierne czytelniczki są, jak zawsze. Cieszę się z tego.A co do Horyńca, to bardzo chętnie bym tam zamieszkała. To idealne mejsce na emeryturę i jeszcze w miarę tanie. Mam na myśli ceny nieruchomości. Bo inne ceny to windują ze wzgledu na kuracjuszy.

  3. Elu, czy pamiętasz jak snułyśmy plany zakupu rezydencji w Tunezji i urządzeniu jej. Miałysmy to traktować jak dom letniskowy, w salonie arabski dywan, fotele, wszystko w stylu arabskim, Tyle, że po naszych marzeniach zostało skoro żadna z nas nie wygrała w Lotka buuuuuuuuuuuuuuuuuu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s