Pamięć

Pamięć o zmarłych odradza żywych  /Henryk Sienkiewicz/.

       Pod koniec października zaczynam myśleć o zmarłych bardziej intensywnie, niż w innych miesiącach roku. Odbywam  spacery po cmentarzach, by uporządkować mogiły bliskich. Grabię liście, wyrywam perz ze szczelin płytek i myślę o tych, których już nie ma. Zastanawiam się, jaka dla nich byłam, kiedy żyli. Wspominam chwile, dni, lata wspólnie spędzone. Przychodzi także zaduma nad  przemijaniem, starzeniem się, śmiercią.

A pierwszego  listopada nie ma chyba dla nikogo spraw ważniejszych od  pamięci o zmarłych, od uzewnętrznienia tej pamięci. Kupujemy kwiaty, znicze i jedziemy na cmentarz. W żadnym innym dniu w roku nie ma takiego ruchu na drogach, nigdy nie są tak przepełnione autobusy i pociągi. Zatrzymujemy się nad mogiłą, zapalamy świeczki i myślimy. O czym? Może o tym, kto kiedyś przyjdzie na nasz grób? Czy będzie nas wspominał? Wreszcie, jak będzie nas wspominał? Może takie myślenie uczyni nas lepszymi?

       Wspominam Babcię Jadzię i  Babcię Ciapcię. To były babcie nad babciami! Babcie, matki i teściowe. Jednocześnie przyjaciółki, młodzieżowym językiem można by dziś określić: kumpele.A pochowajcie nas po sąsiedzku, będzie nam weselej i mówiły zawsze.I tak się stało. Spoczywają obok siebie kochane Babcie – Koleżanki.

      Wspominam Rodziców. Najcudowniejszych! Najukochańszych! Zawsze żyjących dla innych. Dla dzieci, wnuków i sąsiadów. Dla przyjaciół i współpracowników. Nie pamiętam, by kiedykolwiek Mama albo Tata cokolwiek dla siebie zrobili. Tak zwyczajnie, na zasadzie: „dziś jest dzień wyłącznie dla mnie”.

       Wspominam wujka Mietka. Wesoły był, dzieciaki mu na głowę wchodziły. Znajomych miał tylu, że kondukt pogrzebowy  jeszcze przesuwał się przez miasto, gdy ksiądz już  mszę żałobną zaczynał w katedrze. Wujek czuł, kiedy umrze.Zwołać mi na jutro na dziesiątą całą rodzinę – powiedział w szpitalu do pielęgniarki.Nazajutrz po dziesiątej pożegnał się i robiąc ręką „pa pa”… odszedł.

       Wspominam stryja Kazia. Wojskowy, więc pogrzeb z wojskowym ceremoniałem. Mowom pożegnalnym nie było końca. Wymieniono wszelkie zasługi, nie wspominając o tym, że w owych czasach stryj był jednym z nielicznych, a może nawet  jedynym oficerem w MON – prawdziwym Polakiem. Jego brat nie wytrzymał – jako  mówca /poza protokołem/ wystąpił na zakończenie przemówień z tymi oto słowami: w osobie ukochanego Kazia żegnamy także jednego z najzacniejszych i prawdziwych Polaków.

       Wspominam Kazię z Wilcza. Prababcię mojej wnuczki. Organizatorkę rodzinnych biesiad i rozgrywek na skraju Puszczy Kampinoskiej. Takiej siatkówki, jak z Kazią już chyba nie będzie. Ale rosół na Wilczu ciągle taki sam, prawdziwy – z wiejskiej kury. Kazia z nieba dogląda, żeby był dobry.

       Myślę o malutkiej siostrze, której nigdy nie poznałam, bo zmarła zanim ja na świat przyszłam.

Wspominam koleżanki. Umierająca Ala mówiła: a przyjdź do mnie na fajeczkę. Tylko dobre papieroski weź ze sobą. Kazałam mężowi ławeczkę postawić na cmentarzu, żeby było gdzie popalić. No to pójdę.

Wspominam kuzynów i kolegów. I tak sobie myślę, że to już pokolenie „z mojej półki”.

   
Chełm. Cmentarz prawosławny na „Górce”
/foto: Karolina/

20 uwag do wpisu “Pamięć

  1. to dzień prawdziwej zadumy. Zawsze się zastanawiałam czy nie jestem odmieńcem. Po każdej wizycie na cemntarzu parę dni „choruję”. Stojąc przy mamy grobie półgłosem opowiadam Jej o swoich kłopotach, zmartwieniach ale i radościach. Wypalę papieroska żeby i do niej dym dotarł, niedaleko zaś pochowany jest szwagier i równie blisko Jego rodzice. Odwiedzam wszystkich i z każdym „rozmawiam”. Cmentarz mnie rozstrajają, staję się drażliwa, płaczliwa – tam jest świadomość przemijania. Póki zyjemy dajmy coś z siebie dla innych, podzielmy się radością.

  2. Najgorzej gdy umierają równo latkowie, z naszego kręgu szkolnego lub podwórkowego. To jest zupełnie odmienne uczucie żalu niż po staracie kogoś starszego od nas z rodziny. To jest tak jakby się samemu trochę umarło. To godzi w wyobrażenie o własnej nieśmiertelności.

  3. – Jagoda, każdy wspomina i przeżywa na swój sposób, bo każdy jest inny i to w ludziach jest najpiękniejsze.- Agata, myślę, że jest wielka prawda, w tym co mówisz.

    • A ja zawsze myślę o drogich zmarłych tak jakby wciąż uczestniczyli w moim życiu. Myślę,że patrzą sobie z góry na nasze życie i w jakiś inny sposób w nim uczestniczą. A czasem….gdy dzieje się coś niedobrego mówię:”dobrze,że tego nie dożył..” jest w tym niekonsekwencja, wiem, ale zawsze na korzyść tych co odeszli…Bardzo ważne i prawdziwe są słowa „spieszmy się kochać ludzi,tak szybko odchodzą..”

      • coś w tej opiece nad nami tych co odeszli jest. Wstyd przyznać ale cmentarz na którym pochowana jest moja mama „rozrasta” się w szybkim tempie. Kiedyś krążyłam i wstyd przyznać nie mogłam znaleźć mamy. Stanęła i powiedziałam na głos „gdyby mnie ktoś zapytał kogo szukam wstyd powiedzieć mamy”. Odwróciłam się a za plecami miałam już nagrobek mamy. Wiedziałam że tylko mama mogła to zrobić.

  4. Mój dziadek (którego nie pamiętam, ale wydaje mi się, że dobrze „znam” z pierwszolistopadowych wspomnień właśnie) był bardzo wesołym człowiekiem – jeszcze weselszym, niż ja! I chciał (prosił) abyśmy go zawsze wspominali tylko z uśmiechem. Również moja kochana Babcia (która umarła całkiem niedawno, przeżywszy 89 lat) prosiła, abyśmy po niej nie płakali. Tak więc, kiedy się całą rodziną spotykamy przy Ich grobie (a rodzinę mamy liczną!), wzbudzamy pewne zdziwienie, gdy nad mogiłą opowiadamy sobie półgłosem pogodne historie z Ich życia. 🙂 A moja Mama zawsze powtarza, że człowiek żyje dopóty, dopóki ktoś o nim pamięta…www.cienistadolina.blog.onet.pl

  5. …a o czym ja mam myśleć w taki dzień? Myślę o wszystkich z rodziny, o dziadkach, o babci, o koledze z klasy który zginął w wypadku, o cioci która zmarła zbyt młodo, o braciszku który nie dożył swoich narodzin… Wspominam ich z żalem że już ich tu nie ma, że tęskni się za nimi, że brakuje ich w naszym codziennym życiu… Ale o czym ja mam myśleć jeśli chodzi o moją matkę, która zmarła ponad rok temu??? O czym? O tym, że zostawiła mnie i tatę dla jakiegoś pijaczka cygana (przepraszam jeśli uraziłam jakiegoś roma, ale po takich przeżyciach mam uraz). O tym że okłamywała nas że na noc chodzi do pracy, a owe nocki spędzała w łóżku tego tam (…). O tym, że rozpijała się z nim na umór i imprezowała każdą noc? Tego jej w naszym rodzinnym życiu brakowało? Wolała pić i balować??? Aż przyszła po 9 latach prowadzenia się z takim wyrzutkiem społeczeństwa została przez niego zabita bo się znudziła – szczegółów nie opiszę bo to drastyczne! Ale co ja mam myśleć i jak iść na ten grób? Byłaby z nami to by żyła i mogłaby się cieszyć prawdziwą rodziną, mogłaby patrzeć jak budujemy dom, jak wnuki dorastają, poznałaby zięcia i byłaby z nas dumna – ale ona tego nie chciała! Dlaczego ja mam iść na jej grób? Po co? Żeby jej wyrzuty robić nad grobem! Żeby przeklinać to co zrobiła nam najgorszego! Żeby powiedzieć jej „a widzisz, my prosiliśmy Cię słowami ZOSTAŃ Z NAMI I NIE IDŹ JUŻ DO TAMTEGO BO I PO CO”! I stało się to, przed czym ją przestrzegł tata… 😦

  6. Piękny i refleksyjny jest Twój wpis oraz wiersz Ks.Jana Twardowskiego!Dobrze czuję i wiem o czym piszesz. Właśnie niedawno 13 stycznia zmarła moja ukochana MATKA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s