Świętuję 11 Listopada na swój sposób

       W chwili zadumy z okazji Święta Niepodległości przypomina mi się podróż w  ukraińskie góry Gorgony i Czarnohora. Wprawdzie jest to tekst w konwencji humorystycznej, ale tę właśnie podróż zapamiętałam jako patriotyczną podróż w czasie i lekcję historii. Podczas pobytu na Ukrainie wzruszyła mnie szczególnie troska o miejsca i ślady związane z Legionami Polskimi i to w czasach, kiedy nawet w Polsce cisza zupełna panowała w tym temacie, a obchody Święta Niepodległości były zakazane.

W Gorgony i Czarnohorę

       Gorgony i Czarnohora są to góry wchodzące w skład Karpat, leżące po stronie ukraińskiej, w odległości około 100 km od polskiej granicy. Bardziej dzikich gór bliżej nie znajdziemy. Bujna, naturalna roślinność i dużo zwierząt. Poza tym obszary te należały do Polski i z tego okresu pozostało wiele pamiątek, które warto zobaczyć.
Niewątpliwie są to piękne góry. Niezwykle fotogeniczne (dużo widocznych planów dla fotografów), teren pokryty dywanem lasu, zagubione jeziorka, kosodrzewina, pozostałości klauz – tam spiętrzających wodę. Czasami trafia się odcisk niedźwiedziej stopy na ścieżce.

W Gorganach znajduje się przełęcz legionów. Dla upamiętnienia bitew prowadzonych wokół Rafajłowej wzniesiono krzyż z napisem:

„Młodzieży polska, patrz na ten krzyż
Legiony polskie dźwignęły go wzwyż
Przechodząc góry, doliny”… Nie pamiętam
i dalej... „Do ciebie Polsko i dla twej chwały”.

Zaś w samej Rafajłowej, obok starego kościoła znajduje się pomnik poległych legionistów. Co w tym nadzwyczajnego? A jest! Otóż byliśmy tam za czasów naszego peerelu, a na Ukrainie… To wiadomo, co było w tym czasie. Można więc sobie wyobrazić, jakie było nasze zdziwienie, że nie zniszczono krzyża i nie zamazano wiersza. Mało tego. Widać było, że jakaś niewidzialna ręka otacza to miejsce opieką. Mieszkają niedaleko Polacy?  Żyją jeszcze jacyś Legioniści? Może ich dzieci albo wnuki pamiętają? Ogromnie wzruszyliśmy się.

Młodzi to pewnie nie wiedzą, co znaczył wyjazd w owych czasach w tamte strony i w dodatku w tak dzikie tereny. Ciężkie plecaki z żywnością, kuchenka na denaturat, lekarstwa, lemoniady w proszku, menażki, zapałki, koce…  Objuczeni, jak wielbłądy stanęliśmy w polu i nikt nie miał już siły dźwigać ekwipunku dalej, a miejsce niedobre do rozbicia namiotu – zbyt odkryte. Patrzymy… Nieopodal jedynego w polu drzewa pasą się konie huculskie. Pomyśleliśmy, że wynajmiemy u gospodarzy takiego konia, aby zapewnić sobie transport bagażu podczas wędrówki.  A gdzie szukać gospodarzy? Nigdzie żadnego domu, gospodarstwa, żywego ducha. Decyzja krótka: pożyczamy sobie konie. Do reklamówki z Peweksu (z takimi reklamówkami paradowało się kiedyś po deptaku w mieście) wkładamy gumę balonówę, trochę lemoniady w proszku, szyneczkę „krakus”, papierosy oraz kartkę z informacją, że pożyczamy sobie koniki i zostawiamy za to „padarki”. Reklamówkę przywiązujemy starannie do drzewa – tak, aby wiatr jej nie porwał i ewentualny deszcz nie rozpuścił lemoniady.

       Wracamy w to samo miejsce, reklamówki z zawartością nie ma, a na drzewie kartka z zaproszeniem (na odwrocie naszej kartki) do chutoru i narysowana mapka, jak trafić. Pod mapką dopisek: „konie nie nasze, no padarki wziali, bolszoje spasiba”. Udaliśmy się tam. W ciągu trzech-czterech godzin z odległych – innych chutorów zeszło się tyle gości, ile na wielkim weselu nie widziałam. Ogniska, pieczenie ptaków (ze względów politycznych nie podaję rodzaju drobiu) nad ogniem, ciepłe drożdżowe pampuchy ze skwarkami i czosnkiem, barszcz, pierogi, kawior czerwony w wielkich słojach, muzyka, tańce, śpiewy i smaczny podpiwek, także morze napoju o swojskim zapachu.   Matko kochana, co się tam działo. Ileż radości, otwartych gorących serc, wspólnych pieśni, kawałów, żartów  i czego tam jeszcze… nikt nie spamiętał . Fantastycznie!

       A na pożegnanie znowu to samo, potem spanie i powitanie, znowu pożegnanie na pożegnanie i powitanie po pożegnaniu. Wreszcie już na pożegnalne – ostatnie pożegnanie – obtańcowywanie w niedźwiedzim uścisku. Ufff, padłam od samego wspominania. „Filipinka” z kampanii wyborczej 2007 to „pikuś”. A kiedy większość już spała, w małej grupie – także chwile powagi, historyczne opowieści /po polsku!/ i cichutko nucone patriotyczne pieśni.

       Ta przygoda była dla nas i ucztą wzrokową (pejzaże), i wędrówką w przeszłość – lekcją historii, a także ucztą smakową i zabawą w chutorze na miarę sienkiewiczowskich opowieści. Ale nade wszystko  wielką ucztą duchową, lekcją prostych – szczerych zachowań, z głębi serca, ponad podziałami, ponad polityką, ponad wszelkimi różnicami. I wprawdzie na wesoło, to także patriotyczną lekcją historii i pamięci.

        Bardzo bym chciała, aby wszelkie święta  nie były upolityczniane i nie stawały się okazją do niezdrowych politycznych wojenek. Już widzę w telewizji, że znowu Święto Niepodległości wzbudza niezdrowe emocje.

 – A co będzie, jak galę u Prezydenta część zaproszonych osób zbojkotuje, bo Lech Wałęsa nie jest zaproszony? – spekuluje telewizja.

 – A jak pan sądzi  panie pośle /pyta jeden z redaktorów telewizyjnych/, czy słusznie pan prezydent zaprosił pana na uroczystości? Czy skoro,  nie jest pan w szeregach PIS to panu się należy świętowanie? (w domyśle). Wyłączę więc telewizję i udam się na wystawę „Droga do niepodległości w przedwojennych zbiorach biblioteki” w wystawa w „małej galerii” Chełmskiej Biblioteki Publicznej. Spotkam tam przyjaciół i potem po prostu pójdziemy na piwo.  Przy kufelku pośpiewamy pieśni patriotyczne.

13 uwag do wpisu “Świętuję 11 Listopada na swój sposób

  1. Elu, zazdroszczę ci wiedzy, na każdy temat i na każdą okazję coś pięknego piszesz. A na piwku i śpiewaniu pieśni patrotycznych uważaj na gardziołko bo na dworze trochę chłodno. Buziaczki

  2. W ten oto ładny i mądry sposób można połączyć historyczną zadumę i powagę Święta z radością z Niepodległości. I o to chodzi…..Tak trzymać!Z ułańskim pozdrowieniem,

  3. Witam 🙂 dziekuje za komentarza na moim blogu. Przepraszam, że tak późno odpisuje. bardzo podoba mi sie Twój blog, jest bardzo ciekawy i nietypowy. jesli znajdziesz czas to zapraszam na nowa notke na my-story-for-you.blog.onet.pl. Serdecznie pozdrawiam :*

  4. Na polityce sie nie znam,nie wypowiem bo sie zblaznie ale na takie grzane wino (piwka nie pijam) chetnie w ten dzien wybralabym sie z Wami. Caluski Ellutka

    • Grzane wino też może być, szczególnie jesienią i zimą. Zawsze zabieram ze sobą śpiewniki, bo przeważnie każdy potrafi zaśpiewać tylko 1-2 zwrotki pieśni. Chociaż znam osoby, którym śpiewnik jest zupełnie niepotrzebny.

  5. Kazdy jakos swiętuje na swój sposób w wielkopolsce to świeto kojarzy sie z uroczystościami Sw.Marcina w Poznaniu, gdzie zajada sie pysznymi rogalami marcińskimi , a ulicą św. Marcina zawsze odbywa sie parada ze Św Marcinem na siwym koniu. Pozdrowionka

  6. Wybacz, że użyję wielkich słów ale dla mnie JESTEŚ PRAWDZIWĄ PATRIOTKĄ !!!Pozdrawiam i przesyłam wyrazy szacunku i poważania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s