W Gorgany i Czarnohorę!

        Są to góry wchodzące w skład Karpat, leżące po stronie ukraińskiej, w odległości około 100 km od polskiej granicy. Bardziej dzikich gór bliżej nie znajdziemy. Bujna, naturalna roślinność i dużo zwierząt. Poza tym obszary te należały do Polski i z tego okresu pozostało wiele pamiątek, które warto zobaczyć. Niewątpliwie są to piękne góry. Niezwykle fotogeniczne (dużo widocznych planów dla fotografów), teren pokryty dywanem lasu, zagubione jeziorka, kosodrzewina, pozostałości klauz – tam spiętrzających wodę . Czasami trafia się odcisk niedźwiedziej stopy na ścieżce.

W Gorganach znajduje się przełęcz legionów. Dla upamiętnienia bitew prowadzonych wokół Rafajłowej wzniesiono krzyż z napisem:

Młodzieży polska, patrz na ten krzyż
Legiony polskie dźwignęły go wzwyż
Przechodząc góry, doliny… nie pamiętam
i dalej… do ciebie Polsko i dla twej chwały

Zaś w samej Rafajłowej, obok starego kościoła znajduje się pomnik poległych legionistów. Co w tym nadzwyczajnego jest? A jest! Otóż byliśmy tam za czasów naszego peerelu, a na Ukrainie – wiadomo, co było w tym czasie…  Można więc sobie wyobrazić, jakie było nasze zdziwienie, że nie zniszczono krzyża i nie zamazano wiersza. Mało tego. Widać było, że jakaś niewidzialna ręka otacza to miejsce opieką. Ogromnie wzruszyliśmy się.
Młodzi to pewnie nie wiedzą, co znaczył wyjazd w owych czasach w tamte strony i w dodatku w tak dzikie tereny. Ciężkie plecaki z żywnością, kuchenka na denaturat, lekarstwa, lemoniady w proszku, menażki, zapałki, koce…
Objuczeni, jak wielbłądy stanęliśmy w polu i nikt nie miał już siły dźwigać ekwipunku dalej, a miejsce niedobre do rozbicia namiotu – zbyt odkryte.
Patrzymy… Nieopodal jedynego w polu drzewa pasą się konie haculskie. Pomyśleliśmy, że wynajmiemy u gospodarzy takiego konia, aby zapewnić sobie transport bagażu podczas wędrówki. A gdzie szukać gospodarzy? Nigdzie żadnego domu, gospodarstwa, żywego ducha.
Decyzja krótka: pożyczamy sobie konie.
Do reklamówki z peweksu (z takimi reklamówkami paradowało się kiedyś po deptaku w mieście) wkładamy gumę balonówkę, trochę lemoniady w proszku, szyneczkę „krakus”, papierosy oraz kartkę z informacją, że pożyczamy sobie koniki i zostawiamy za to „padarki”. Reklamówkę przywiązujemy starannie do drzewa – tak, aby wiatr jej nie porwał i ewentualny deszcz nie rozpuścił lemoniady.
Wracamy w to samo miejsce, reklamówki z zawartością nie ma, a na drzewie kartka z zaproszeniem (na odwrocie naszej kartki) do chutoru i narysowana mapka, jak trafić. Pod mapką dopisek: „konie nie nasze, no padarki wziali, bolszoje spasiba”. Udaliśmy się tam. W ciągu trzech-czterech godzin z odległych – innych chutorów zeszło się tyle gości, ile na wielkim weselu nie widziałam. Ogniska, pieczenie ptaków (ze względów politycznych nie podaję rodzaju drobiu) nad ogniem, ciepłe drożdżowe pampuchy ze skwarkami i czosnkiem, barszcz, pierogi, kawior czerwony w wielkich słojach, muzyka, tańce, śpiewy i smaczny podpiwek, także morze napoju o swojskim zapachu. Matko kochana, co się tam działo. Ileż radości, otwartych gorących serc, wspólnych pieśni, kawałów, żartów  i czego tam jeszcze…  Fantastycznie!
A na pożegnanie znowu to samo, potem spanie i powitanie, znowu pożegnanie na pożegnanie i powitanie po pożegnaniu. Wreszcie już na pożegnalne – ostatnie pożegnanie – obtańcowywanie w niedźwiedzim uścisku. Ufff, padłam od samego wspominania. „Filipinka” z kampanii wyborczej 2007 – to pikuś.
Ta przygoda była dla nas i ucztą wzrokową – cudne pejzaże, i wędrówką w przeszłość – lekcja historii. Także ucztą smakową i zabawą w chutorze na miarę sienkiewiczowskich powieści. Ale nade wszystko  wielką ucztą duchową, lekcją prostych, szczerych zachowań, z głębi serca, ponad podziałami, ponad polityką, ponad wszelkimi różnicami.

 

EwaGreg. Pięknie, alElla, Ty od wspominek, a ja od wzruszeń.
Uczcie się młodzi, że to, co było wtedy… ech, dzisiaj wsiadasz w furkę, mkniesz autostradą gdzieś na Lazurowe, czy inny ,,zachodni,, kurort. I NIC NIE WIDZISZ! Chyba tylko gospodę przydrożną i wc na stacji paliw. Piechotą do lata …….., albo ścieżkami wśród Borów i Lasów,  przez Polskę, piękną i tajemniczą.
Gdzieś tylko dym z komina… znaczył wypoczynek na sianie… kubek mleka.
Ludzie serdeczni, ufni i radośni. To właśnie była nasza młodość! Nam się chciało być!
Dzisiaj każdy chce mieć.
Te dzisiejsze czasy, pośpiech, egoizm. Warto się zatrzymać i pomyśleć, rozejrzeć się…
Dziękuję alElla. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

MagdaEmu. Ja protestuję! Ewa, to dotyczy tylko pseudoturystów, a nie prawdziwych. Masa młodych ludzi z niedużymi pieniędzmi jedzie stopem do Afryki, albo łapią najtańszy samolot i później objeżdżają Azję, śpią na karimacie, jedzą za grosze itp. Znam strony, gdzie kwitnie wymiana informacji, jak dojechać w każdy zakątek świata. Znam ludzi, którzy dosłownie za grosze wyjeżdżali tysiące kilometrów stąd. Właśnie po to, żeby zobaczyć coś, a nie moczyć się w basenie. I nadal jest sporo takich co wolą być, a nie mieć. Protestuję w ich imieniu. Nie wrzucaj całego młodego pokolenia do wora wygodnickich, bo na to nie zasługują.

EwaGreg. Tak Magdo, tak masz rację. Tylko, że uogólnianie nam Polakom wchodzi w krew, niezależnie od naszej woli. Święte oburzenie, brawo!
Bo przecież nie wszystkie babcie to takie, którym dowody trzeba zabierać, aby wpływu na losy kraju nie miały.
I nie wszyscy młodzi, wiem to , widzę ich z namiotami i plecakami tu – nad morzem, widzę rowerzystów przemierzających kraj i cieszą mnie takie obrazki.
Ale też widzę takich, o których i do których moje słowa. Powinnam napisać ,,dziś większość chce mieć”. Tak by było prawdziwie. Przepraszam tych, których ,,pomówiłam”  niesłusznie.

Bet. Piękna historia alElla,  teraz się nie dziwię, że nasz Kwaśniewski na Ukrainie nie wytrzymał gościnności gospodarzy.

Nawet nie przypuszczałam, że taka interesująca dyskusja wywiąże się po mojej historyjce. Uwielbiam rozmowy o podróżowaniu, dobrych dniach i sympatycznych ludziach. Poprawiają nastrój, uskrzydlają wręcz. Życie jest piękne! Każdy ma swoje dróżki, którymi wędruje. I proste i kręte. Raz z góry, raz pod górę. Najważniejsze, by płynąc po oceanie życia, nie dać się skołować przez jakieś  śpiewne  syreny, które zwabiają żeglarzy na skały. „Do lata… Do lata… Piechotą będę szła”…

50 uwag do wpisu “W Gorgany i Czarnohorę!

  1. Witaj Elu !!!Nowy wpis , nowy komentarz :-)))Otóż kochana ja jezdziłam na Ukrainę pod koniec lat 80tych , co tydzień a jeśli dalej to z dłuższą przerwą .Byłam wielokrotnie w Drohobyczu ( miasto Brunona Schulza), Truskawcu , Samborcu ,Lwowie .zawsze lubiłam patrzeć w okno i ogladać mijajace plenery , nie byly to wycieczki krajozanawcze ale zawsze – to coś.Kilka razy byłam na Mołdawi , zwiedziłam również Stanisławów ,Kiszyniów .Piszesz o mniej dostępnych terenach ale okolice Drohobycza i Truskawca to bardzo piękne tereny i gościnni ludziska.Są tam znane kurorty i uzdrowiska .

  2. Widzę, że jednak chodziłaś z plecakiem po górach i masz trochę pięknych wspomnień z tym związanych! Ja zawsze „z łezką w oku” wspominam swoje obozy wędrowne z okresu studenckiego! Zdobyłem nawet odznakę GOT i „OD ZAWSZE” KOCHAM GÓRY!!!

    • Owszem, chodziłam z plecakiem i nie tylko z plecakiem. Także z synem na plecach i nocniczkiem w reklamówce. Nie były to jednak typowe obozy wędrowne.

  3. Nigdy nie byłam na Ukrainie, ale moja starsza siostra, której rodzinę męża po wojnie przedzieliła granica, razem z mężem jechała samochodem do tejże ukraińskiej rodziny. Opowiadała o setkach hektarów pszenicznych pól i rzadko rozmieszczonych wioskach, o dziurawych jezdniach, które ciągnęły się bez końca, o mieszkańcach miast, którzy prawie rozebrali ją ze spodni firmy „Odra” (były to lata siedemdziesiąte). O litrach wypitego alkoholu, bo każdy chciał ugościć rodzinę z Polski.Siostry już nie ma, Związek Radziecki się rozpadł, ale gościnność Ukraińców pozostała.Serdecznie pozdrawiam.

    • Anna, tak, to bardzo gościnni ludzie. Ale na drogach to trzeba było uważać, szczególnie , jak auto wypełnione było towarem. Opowiadał mi kolega, który przez Związek Radziecki jeździł maluchem na handel do Turcji.

      • Mojej rodzinie nie w głowie był handel, mieli tylko prezenty dla rodziny, ale każdy milicjant dał się przekupić balonową gumą do żucia, taką z kaczorem Donaldem;) Specjalnie zatrzymywano samochody Polaków, aby od nich coś wyłudzić.Serdecznie pozdrawiam.

  4. Wygrzebałaś z zakamarków i zza komina tą dawną rozmowę….ale to miłe..Informuję przy okazji,że dziś miałam równie udany i optymistyczny dzień! Życzę Wam podobnych dni i samopoczucia może już ….jutro ???????

  5. Jakby się rozejrzeć to wokoło nas jest dużo miejsc do zwiedzania, dużo szlaków do przemierzenia. Elu dzięki za wskazanie pieknyych miejsc

  6. Eluniu, ładnie to opisałaś. Ja tylko po naszych Bieszczadach sie „rozbijałam” i wyobrażam sobie, jak tam musi być dziko, skoro po naszej stronie jest średnio-cywilizowanie. Niestety, z pewnościa ja tam nie pojadę, mało tego i po Bieszczadach nie potuptam. No, chyba,że złapie kogoś, kto ma terenówkę.Klikściski, 🙂

    • Anabell, a mnie się marzą Bieszczady jesienią. Tyle się naoglądałam, nasłuchałam i naczytałam, jak piękne są o tej porze roku. Ale na „plecakowe” wędrowanie zrobiłam się zbyt wygodna. To co? Szukamy terenówki? Może być z kierowcą, a co ! ;):)))

  7. Witaj alEllo, tak jak i Anabell masz dar bardzo barwnego opisu odbytych podróży. Przeczytałam z prawdziwa przyjemnością. Jest to o wiele jakieś takie żywsze niż czasem opisy w gazecie.Nic się nie przejmuj moim musztrowaniem trolli na blogu. Te moje groźne miny nie dotyczą przecież moich stałych komentatorów.Ostatnio musiała wykasować ponad 100 komentarzy zupełnie bezsensownych, a jeszcze obraźliwych. Dla pewności chciałam je sobie skopiować no więc trwalo to trochę.Zawszemi jest miło jak zajrzysz. Trollom zawsze o to chodzi, żeby siać zamęt.Pozdrawiam

  8. Zawsze przy Twoich niezwykłych opowieściach przenoszę się na chwilę w inny świat:) Dziękuję:) Też mi się wydaje, że wielu ludzi zwiedzi pół świata, a nie ma o własnym kraju pojęcia. A Polska jest taka piękna! Chętnie bym kiedyś swoją drogą odwiedziła te miejsca, te góry, o których piszesz:) Pozdrawiam wiosennie:)

    • Roztrzepaniec, życie przed Tobą i świat w całej krasie stoi otworem. Także piękna nasza Polska cała…Nie sposób zobaczyć wszystkich miejsc, ale biorąc pod uwagę Twoje ciekawskie oko, zobaczysz wiele. I tego Ci życzę.

  9. W latach 1988 89 bywałam na Ukrainie wielokrotnie. Inna rzecz ,że były to miasta takie jak Kijów, Donieck , ale potwierdzam , ludzie są tam bardzo gościnni i serdeczni. Pozdrawiam gorąco ..

    • BabciaBarbie, jakoś nie miałam okazji być w samym Kijowie, a jedynie na jego peryferiach. Też spotkałam się tam z wielką gościnnością, a nawet troską, bo akurat zaziębiłam się i zupełnie obcy ludzie leczyli mnie domowymi sposobami – bardzo skutecznymi.

  10. Czołem Grycello! Nareszcie doczłapałam się do Ciebie. Zawrze marzyłam by wybrać się na wyprawę w Karpaty Południowe, właśnie na Huculszczyznę. Marzenie pozostało tylko marzeniem, ale Twoja opowieść tylko potwierdza, że jest tam wyjątkowo pięknie, urokliwie i nawet egzotycznie. Ech…… Chciałaby dusza do raju.Pozdrawiam!

      • Myślę sobie, droga Grycello, że jest to taki zakątek Europy, że cywilizacja tam z trudem dociera i bardzo dobrze. Natknęłam się jakiś czas temu na blog opisujący tamte strony w ówczesnej rzeczywistości. O filar dbam, bo nie mam innego wyjścia. Jutro piąty zabieg mnie czeka. Już odczuwam poprawę po czterech.Pozdrawiam i dziękuję, że wpadłaś z odwiedzinami.

  11. Dziękuję. Ja sam ryby oprawiam i często smażę. Ale w galarecie i w innej postaci to robi żona. Poza tym mam jeszcze mamę i siostrę to mas kto jeśc. Od maja zaczynają się szczupaki a od czerwca sandacze:) A ja poznałem bardzo dobrze i schodziłem bułgarskie Rodopy. Rok 1974….Przepiękne wakacje jak byłem piękny dwudziestoletni…Pozdrawiam w słoneczny dzień o jakim się marzy zimąVojtekwww.warsawman.bloog.pl

  12. Witaj Elu pięknie opisałaś swoje wspomnienia::)Przypomniałaś mi jak ja w młodości jechałam do Turcji .Boże ileż granic i przekupstwa celników::)) a W Karpatach miałam możliwość być ale tylko jadąc przez Rumunię .Boże ileż strachu najadłam się to były inne czasy .Bieda u nich aż piszczało góry wielkie ,gdzie nie gdzie chałupa z drewna i dzieciaki w majtkach z brudnymi i skołtunionymi włosami .Kiedy zrobiliśmy odpoczynek w tych górach ,a przyznam że byliśmy w samym środku .Bo żeby przejechać dalej trzeba przeciąć pasmo gór.I tak sobie podziwiamy i co niektórzy poszli wyżej na spacer.Ale ja z małą grupką usiedliśmy na skałach i podziwialiśmy piękno tych surowych skał jakie wisiały nad naszymi głowami. Było cieplutko. Aż nagle nie wiadomo z której strony wyszło kilka matek z dziećmi i wręcz z krzykiem coś do nas mówiły .Pokazywały na twarz dzieci i na pośladki .Nie mogłam załapać o co chodzi Ale jeden gość co z nami był już znał te gesty bo nie raz już jechał tą trasą . Chodziło im o krem Nivea dla dzieci . Ja nie miałam ale on miał 20 pudełeczek .::)) Wiedział że tu zarobi na tym kremie ::))Poszły jak bułeczki świeże . A oni za to dali nam całą michę pięknych czereśni .Były takie smaczne i słodkie że do dzisiaj pamiętam ich smak.Przez cały czas byliśmy obserwowani .Potem zaprosili nas na zabawę .Pod wieczór rozpalili ognisko i przyszedł grajek z akordeonem jak zaczął pięknie grać a Rumunki w śpiew i tany ……Zrobili sobie święto z naszego powodu.Rzadko kiedy mają gości z innego kraju.Bo nie każdy zatrzyma się właśnie u nich w takim odludnym miejscu . Więc bawiliśmy się z nimi do 22 .00.Ugościli nas serem kozim i mlekiem ,chleb mieli smaczny i czereśnie ::)) To było nie zapomniane urocze miejsce. I ludzie którzy przywitali nas jak swoich . Kiedy wracaliśmy z powrotem za tydzień.Zrobiliśmy też w tym miejscu przerwę .Oni wiedzieli że będziemy .Stali od rana i już na nas czekali.Ale tylko na godzinkę i dali nam do picia zakwas chlebowy .Był bardzo smaczny i orzeźwiający .Dużo czosnku i przypraw. Takie miałam i ja wspomnienie.Mogło by się powtórzyć .Chociaż ciśnienie mi nie pozwala w góry iść .To i tak bym poszła:::)))Ale się rozpisałam wybacz ,nie mogłam się powstrzymać od wspomnień Pa słoneczko miłego dnia

  13. Wspaniałe, Rewelacyjne, Cudowne, Kapitalne, Fantastyczne 🙂 Uwielbiam słuchać (czytać) takich historii. Moich Rodziców do dziś zamęczam by mi coś opowiedzieli, bo jednak wtedy było inaczej. Sama jestem żywym dowodem na to, że nie potrzeba luksusu, basenów i 5-cio gwiazdkowych hoteli by przeżyć cudowną przygodę :-)Pozdrawiam Cieplutko ;-)PS. Czy mogłabym wykorzystać Twoją notkę do moich zajęć. W maju przygotowuję prezentację o czasach PRL-u i Twoja dzisiejsza historia byłaby rewelacyjnym wstępem do szerszej dyskusji i wspomnień na ten temat (a prezentację będę chciała przedstawić pensjonariuszom Dziennego Domu Opieki) Bardzo lubię tego typu zajęcia, bo zazwyczaj kończą się one niesamowitymi opowieściami, wspaniałą dyskusją i koniec końców okazuje się, że to ja, jako prowadząca, wyniosłam więcej niż mogłabym się kiedykolwiek spodziewać.

    • Anniko, oczywiście – wykorzystaj – proszę bardzo. Ogromnie ciekawi mnie Twoja prezentacja i już wyobrażam sobie, jakie wywoła wspomnienia, bo jak rozumiem – pensjonariusze są starszymi ludźmi i mają wiele wspomnień. Podobno nawet Ci, co maja obecnie kłopoty z pamięcią, doskonale pamiętają przeszłość, niekiedy w najdrobniejszych szczegółach, barwach i dźwiękach…Życzę udanej prezentacji!

  14. Oj pamiętam te wędrowki po dzikich bieszczadach…dolina Wołosaty, Ustrzyki i Tarnina, Połonina Caryńska, Wetlina, Jabłonna, Cisna, Komańcza i zalew Soliński. Te cudne widoki i piękno natury. To prawda, że można było wejść do domu, otwartego, napić się mleka z bańki wyciągniętej ze studni, zjeść chleba z masłem i dalej iść w stronę słońca. Pamiętam obóz wędrowny, kiedy nocowaliśmy u koniarzy. Bez światła, na sianie, rano myliśmy się w strumyku. A jaka była frajda wsiąść na rumaka i poczuć wiatr we włosach. Kiedyś tam niedaleko mieszkałam i powiem Ci, że ludzie z tamtych stron jakoś są cieplejsi i bardziej gościnni. Dzięki za wspomnienia.Pozdrawiamy gorąco

    • Pola i Janka, bardzo dziękuję za ten opis. Nad zalewem solińskim byłam kiedyś na wczasach. Także na wycieczce rozklekotanym ‚Osinobusem’. Po drodze zostaliśmy zaproszeni na wesele w jakiejś wsi. Ależ było cudnie!

    • Ależ nie ma za co Anniko. Tak, jak Ci powiedziałam, to dla mnie wyróżnienie i zaszczyt, że moje wspomnienie nadaje się do wykorzystania w prezentacji.

  15. Otóż to – droga Grycello. Nie ma to jak kartka papieru i dobry długopis, oraz lampka na stole. Można się bardziej skupić nad tekstem.Pozdrawiam!

    • Tak jest jest Pleciugo. Zupełnie nie umiem pisać na komputerze. Kartka i pióro – to jest TO! Zresztą i czytać nie umiem z monitora. A to kolorystyka strony nieodpowiednia dla moich oczek, a to nie taka czcionka, jak lubię…. i wiele innych powodów…Książka dla mnie musi być papierowa.

  16. Bardzo tu przytulnie i miło przy tym Twoim kominku, Elu.I fajnie poczytać o dawnych dobrych czasach.(Czy dlatego dobrych, że byliśmy młodzi?:) )

    • Logos Amicus, pewnie, że młodość jest piękna i dobra, choć i teraz nie narzekam za bardzo. Staram się nie spijać, jak pająki – tylko jadów, żółci i goryczy…Z tymi ‚dobrymi czasami’ nie przesadzam, a wspominać, co dobre było, zawsze lubiłam. Od najmłodszych lat. W szkole najbardziej lubiłam wypracowania na temat wspomnień z wakacji.

  17. Witaj Elu! Ważne to znalezienia sposobu na życie by było ciekawym! Zachwycony jest jak rzadko. Dobrze, że udało mi się Tutaj trafić.Pozdrawiam!

  18. Wypisz, wymaluj, jakbym był na tej samej wyprawie. 🙂 Pamiętam kluzę Szybeny, identyczną gościnność, marsze w kosówce i po gołoborzu. Tylko tych koników nie pamiętam (ale to może wina przysmaku w płynie o zawartości „dobroci” do 70%?). 😉

  19. Pingback: Ukraina. Spojrzenie retrospektywne | alE blogowanie

  20. Pingback: Krym. Droga nad przepaścią w Czufut-Kale | alE blogowanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s