‚Rodzice, nie podkopujcie !’

Wiersz amerykańskiego poety /Ogden Nash/

Przypuszczam, że dzieci instalatorów wiedzą więcej o instalatorstwie niż sami instalatorzy, a dzieci spawaczy więcej o spawaniu niż sami spawacze,

A to dlatego, że dzieci zawsze wiedzą wszystko lepiej od starszych, ja tylko stwierdzam fakt, ja nie krzyczę.

Dziecko już się niczego nie musi uczyć jak wszyscy starzy,

Dziecko wie, że lód nie ziębi, a ogień nie parzy.

Dziecko wie, że można czytać po ciemku ile się tylko chce i oczom nic się nie stanie,

Wie, że można stanąć sobie na oparciu krzesła i krzesło się nie przewróci i ręki się nie złamie.

Wie, że pierwszego dnia od razu można leżeć sześć godzin na słońcu i nie dostanie się porażenia,

Wie, że można chodzić po rżysku bez najmniejszego wrażenia,

Wie, że nie potrzebuje płaszcza nieprzemakalnego na deszcz ani kaloszy na błoto,

Wie, jak się prowadzi łódź żaglową nie wsiadając nigdy wcześniej w to to,

Umie wskazać zwycięzcę, ale zawsze po zawodach, a nigdy przed zawodami,

I wie, że nie zepsuje sobie apetytu jedząc na kwadrans przed obiadem trzy tabliczki czekolady z orzechami.

Poza tym większość dzieci jest zdania,

Że tylko inni przeziębiają się siedząc w przeciągu w mokrych ubraniach.

A psychologom tymczasem pieniądz z nieba leci.

Za książki, w których piszą, że rodzice nie powinni za nić w świecie podkopywać pewności siebie u swych dzieci.

Przełożył Ludwik Jerzy Kern 

44 uwagi do wpisu “‚Rodzice, nie podkopujcie !’

  1. Dość oryginalny to wiersz i nieznany chyba/ja nie słyszałam/. Odbieram to jako wskazówkę wychowawczą aby pozwolić dzieciom odkrywać świat przez osobiste doświadczenie. Sporo w takiej teorii mądrości bo nic tak nie uczy jak własne doświadczenie czyli nauka na błędach…oby tylko z tym nie przesadzić…Ciekawa jestem innych interpretacji…

    • ja również tego wiersza nie znałam.Czy to dzieci czy dorośli wszyscy uczymy się na własnych błędach, przez nasze poczyniania, decyzje i tp. Próbujemy dzieciom swoim pokazać własne błeðy, ale młody człowiek dopóki się odczuje własnego błędu kiwa głową z niedowierzaniem i komentuje – zazwyczaj pod nosem. W późniejszym wieku wstydzą się nasze dzieci przyznać nam rację, bo dorośli i nie wypada. Ale to już temat na dłuższą dyskusję.

      • Jagoda, chyba razem z Tobą pisałam komentarz, bo jak odpowiadałam Bet, to Twojego wpisu jeszcze nie widziałam. Ciekawe są Wasze interpretacje Dziewuszki.Pamiętacie, jak się w szkole analizowało wiersze?Wydawały się często takie przymusowe i nudne. Zdawało mi się, że należą do szkoły i akademii ku czci, a cała ich treść i wzniosłość to tylko smętek i opisy przyrody.Właśnie ta książka, z której wiersz do notki przepisałam pokazała mi zupełnie inne wiersze.

    • Bet, no właśnie też jestem bardzo ciekawa, dlatego wiersz zamieściłam. Znalazłam go w książce pt. „Nastolatki nie lubią wierszy” wydanej w 1967 roku. Autorem zbioru wierszy jest Wiktor Woroszylski. Jest nawet dedykacja: Eli na Gwiazdkę, grudzień 1969. Książka jest fajnie wydana, z ilustracjami, miejscem na własne rysunki i pustymi kartkami w kratkę na własne wiersze. Te kartki zapisane są przeze mnie moimi wierszykami. Jeden nawet miłosny do jakiegoś Marka, jakże naiwny i śmieszny się teraz wydaje, ale sympatyczny…Wiesz, moja interpretacja tego wiersza jest zupełnie inna. Ale to trzeba by było znać sytuację amerykańskich sposobów wychowywania dzieci w latach sześćdziesiątych, czy może wcześniej. Mnie się wydaje, że autor sprzeciwia się tym wierszem czemuś/komuś. Metodom wychowawczym? Psychologom? Politykom może za jakiś przepis zabraniający zwrócić dziecku uwagę, jak nieroztropnie postępuje? Nie wiem…Przychodzi do nas w odwiedziny Polonistka Anna, może zna ówczesną poezję amerykańską i coś podpowie.

      • Bardzo podobnie to odebrałam – jako wskazówkę wychowawczą wbrew powszechnej „nadopiekuńczości” / która nawiasem mówiąc jest żródłem agresji u dzieci/ – i protest wobec „wyłudzaniu pieniędzy przez psychologów w tak oczywistych kwestiach.Ale jeśli to wiersz pochodzący z lat 60-tych to czyni to jeszcze ciekawszym. Wszak to nasze czasy PRL i kompletnie inne zapatrywania na wychowanie niż współcześnie.A wiersz „do Marka”… chętnie byśmy przeczytali….jeśli to nie zbyt intymne?

  2. Kiedyś dawno temu czytałam ten wiersz w Przekroju.A jeśli chodzi o dzieci to przypomniałam sobie, ze doktor Benjamin Spock przepraszał Amerykę za lansowanie bezstresowego chowania dzieci. Miało to miejsce po tym jak jego syn powiesił się.

    • BaciuBarbie, o właśnie, dobrze, że przypomniałaś o tym doktorze, nazywanym doktorem wszech czasów. W USA nazywało się go „przyzwalającym ojcem”, który w rezultacie pobłażliwego podejścia do dzieci Ameryki miał się jakoby przyczynić do narkomanii młodych pokoleń.

  3. Hej Elu, coś jest w tym przekornym wierszyku. Człowiek najlepiej uczy się przez doświadczenie, więc pomijając sytuacje zagrażające zdrowiu rodzice powinni pozwalać dzieciom na eksperymentowanie i poznawanie świata, wydaje mi się. Trzymanie dziecka pod kloszem skutkuje jego nieporadnością w sytuacjach nowych. Pozdrawiam:)

    • Masz racje Roztrzepaniec. Widziałam mamę, która nawet przysuwała dziecku bliżej kredkę, jeśli leżała odrobinkę dalej na stole, jakby w obawie, że dziecko się za bardzo rozciągnie, sięgając dalej rączką.

  4. A jeśli nawet dziecko ci uwierzy i nie przekonuje się na własnej skórze,że nie wszystko wychodzi mu na dobre, to i tak, gdy dorośnie powie ci,że byłaś nadopiekunćza matka i trzymalaś je pod kloszem.A gdy juz zejdziesz z tego łez padołu zacznie cię wychwalać, tylko co ci z tego przyjdzie?Miłego,:)

  5. Oj, nie tylko dzieci uczą się poprzez własne działanie, także my dorośli. Jest to metoda poznawania otoczenia, ale i najskuteczniejszy sposób na zdobywanie nowych umiejętności. Dlatego wiersz jest moim zdaniem bardzo uniwersalny. A co do wypowiedzi Anabell, to myślę, że wszyscy rodzice jakies błędy popełniają, albo dzieci po latach tak nasze działanie odbierają. A to jesteśmy za mało opiekuńczy, a to za dużo, nie ma co tak mocno się przejmować. Dzieci po to są by się spierać z nami, a dzięki tym sporom stają się mądre i dorosłe.

  6. Witaj Elu! Wiesz jaka radość czytać coś takiego! LJK, ostatnia strona „dawnego” Przekroju. Tam gdzie prof. Filutek z Fafikiem Lengrena, tam gdzie „Myśli nieuczesane”. Żyję na tyle długo, że nawet uzbierałem kilkanaście roczników tego krakowskiego tygodnika i nikomu ich nie oddam – zakusy na nie już były. „:Nowego „Przekroju” nie czytam.Pozdrawiam! Dzięki za przypomnienie!

    • JKK, no widzisz, a ja w ramach likwidacji biblioteki domowej, prawie wszystkie książki i wszystkie stare czasopisma, w tym „Przekroje” wyrzuciłam. Niestety… nikt nie chciał zabrać za darmo. Byli owszem chętni, ale żeby im przywieźć na mój koszt. Prawie rok szukałam chętnego.

  7. Witaj alEllo, no tak, dzieci nam się wydają takie nieostrożne, niefrasobliwe, ale faktycznie to one z nowinkami radzą sobie o wiele lepiej niż my. My sięmusimy czegośmozolnie uczyć, a im to przychodzi niemal bezwiednie.

  8. Jest powiedzenie, że jajko jest mądrzejsze od kury i chyba to się sprawdza w przypadku tego wiersza. Lepiej jednak wychowywać swoje dzieci, nie bacząc na to, że od urodzenia są już takie mądre.Cieplutko pozdrawiam.

    • Anno, jestem podobnego zdania. Wiele trzeba tłumaczyć i rozmawiać! rozmawiać! rozmawiać! Choć na „eksperymenty” czasami też warto pozwolić, bo jak się nie sparzy w obecności rodziców wkładając palec do herbaty, to pod ich nieobecność cały gar zupy na siebie wyleje.

      • Doświadczenie jest cenną sprawą, są ludzie, którzy muszą o wszystkim przekonać się na własnej skórze, bo inaczej nie uwierzą.Pozdrawiam.

        • Anno,jest chyba sporo ludzi, którzy nie sprawdzają wszystkiego na własnej skórze, tylko polegają na radach i doświadczeniu innych. Ja sama chętnie z takich rad korzystam od mądrzejszych od siebie..

          • Jako dziecko pokornie słuchałam rad rodziców i nie wyszło mi to na złe. Buntowniczką zostałam dopiero w siódmej klasie. Do dziś pamiętam moje wypracowanie, jak to rodzice mnie nie rozumieją;)))Pozdrawiam w ostatni dzień kwietnia.

  9. Droga Grycello! Na ostatnich nogach przywlokłam się do Ciebie, by błagać o wyrozumiałe potraktowanie mojego występku, a mianowicie dostarczenie sera oraz masła mojej rodzinie. To się już nigdy nie powtórzy. Proszę więc abyś nie zawiadamiała stosownego urzędu o moim wykroczeniu, bo pewnie ukarali by mnie srogo.Pozdrawiam!

      • Stokrotne dzięki – Droga Grycello. Nie mogę jednak złożyć Ci zapewnienia, że dźwigać ciężarów już nigdy nie będę, bo nie ma takiej możliwości. Czasem trzeba być wielbłądem, osłem i słoniem jednocześnie – o czym dobrze wiesz sama.Pa, pa nockowe załączam!

  10. Witaj Moja DrogaTrafiłaś z kawą, bo właśnie od dzisiaj kawiarenka wznawia działalność. Cieszę się, że tak piękny, słoneczny dzień zaczynamy razem. Od dzisiaj również ja budzę się na nowo do życia. Ruszam szukać wiosny. Trasę wiosenną zaczynam od Ogrodu Botanicznego w Powsinie. Pozdrawiam gorąco życząc wspaniałego dnia. Do miłego zobaczenia Halna

    • Halna, cieszę się ogromnie z tego, że ‚kawiarenka” wznowiła działalność:)W Powsinie byłam, ale nie wiedziałam, że jest tam ogród botaniczny, z przyjemnością więc obejrzę zdjęcia na Twoim blogu.

    • Beataotylia, jak w każdym zawodzie chyba, są wybitni, dobrzy i mniej dobrzy. Myślę, że do pracy z dziećmi trzeba mieć specjalne predyspozycje. Zarówno nauczyciel, jak i psycholog powinien je mieć.

  11. Witaj Elu .Wiersz mi nie znany. Ale ciekawe w nim słowa.Jednak myślę że książki tylko mogą pomóc.Ale człowiek zanim się zestarzeje ::)) musi jednak na własnej skórze wszystkiego doświadczyć .Dlatego mówię teoria i praktyka od siebie się różni ..A dzieci rodzą już się chyba od jakiegoś czasu mądrzejsze od radia ::)))Pozdrawiam ::)))

  12. Witaj Droga Grycello! Świetnie to ujęłaś (chodzi o „piętę”). Nieboraczka, czyli fizykoterapeutka dojeżdża codziennie do pracy z Bełchatowa i widocznie nie ma już siły na przyzwoite wykonywanie swoich obowiązków służbowych. Pewnie jak tak dalej pójdzie – wyleci z roboty z kretesem, bo, jak przypuszczam, nie tylko mnie sprawa dotyczy. „Nasmarowałam” nową notkę. Zapraszam Cię w chwili wolnej, jeśli taką posiadasz. Całuski ogromniaste i pozdrowienia świąteczne!

    • Droga Grycelko! Dzięki za odwiedziny. W tak zwanym międzyczasie miałam wizytę nieproszonego gościa, czyli szerszenia w mojej rezydencji. Piszę o tym na Kocim.Brrrr…..Całuski!

      • No to masz tę swoją letnią rezydencję chyba na bagnach. czyli można powiedzieć, że Jesteś Grycelka z Bazin. Pędzę teraz na działkę by sprawdzić, czy tam szerszeni przypadkiem nie ma. Pa!

    • Pleciugo, no i niech wylatuje, skoro lepsze od niej pracują gdzieś w świecie na zmywakach. Będą miały, jak znalazł, miejsce godne swojego wykształcenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s