Opowieść znad betonowanej dziury

       Wszelkie remonty mają coś z magii górskich lawin.  Wystarczy wywiercić jedną dziurę, oderwać podłogową listwę, zdjąć do renowacji stary kinkiet i zaczyna się… Zupełnie, jak ze śniegiem. Najpierw mała kula śnieżna się toczy, by po chwili zamienić się w lawinę, a lawiny to już nic i nikt nie jest w stanie powstrzymać.

       Moją remontową lawinę uruchomiło oderwanie kawałka listwy przypodłogowej, by schować pod nią kabel. Odsłoniło się całe bogactwo ukryte w czeluściach stropu. Czego tam nie było? Gruz chyba z całej przedwojennej budowy osiedla, pachnąca smołą trawa morska, a na niej wylegujące się rozkosznie 80 letnie ‘koty’ obsypane drobnym, jak mąka pyłem. To już wiem, skąd wychodzą nocą ‘koty’, które rano zbieram odkurzaczem. O nie! Nie będę codziennie odkurzać ! Za leniwa na to jestem!  Raz na zawsze z Wami skończę!

No i się zaczęło…

Odrywam wszystkie listwy i przystępuję do betonowania dziur. Betonowanie nie zdaje egzaminu, bo dziury mają ponad 30 centymetrów głębokości. Trzeba parę betoniarek. Nowoczesna pianka wypełniająca za droga. Jedna tuba – psik i nie ma! Dochodzę do wniosku, że stare budownictwo wymaga starych metod działania. Babcia powinna wspomagać się babcinymi materiałami, czyli wiórki i kity. Kiedyś w powszechnym użyciu było jeszcze wapno. Nie wiem, czy ktokolwiek wie, co to są wiórki. To takie metalowe cienkie paseczki zwinięte w motki, służące do ręcznego, albo nożnego, jak kto woli, cyklinowania parkietów.

Udaję się do sklepu i oczom własnym nie wierzę. A jakże… Są i wiórki, jest i kit.

Tak więc w większych i głębszych dziurach lądują wyrywane kępkami z motków wiórki, które swoimi kędziorkami zaczepiają się  w czeluści,  potem kit, miejscami klej do mrozoodpornej terakoty podarowany przez sąsiada i resztki farb akrylowych z poprzedniego remontu. Dla humoru i uczynienia czynności przyjemniejszą, wrzucam też paragony ze sklepu i drobne pieniądze. Na mniejsze dziury wystarczył sam kit i malowanie akrylem.

       Pozostały szpary między klepkami parkietu. Dobranie specjalnej szpachli podłogowej nie jest łatwą sprawą. Poza tym parkiet już mocno nadszarpnięty zrębem czasu. Wielokrotnie cyklinowany. Kiedyś nawet potraktowany był zwykłą farbą olejną, a podczas wojny – ropą. Poza tym dawniejsze farby i lakiery nie miały w sobie utwardzaczy, jak te nowoczesne, więc przy każdym lakierowaniu ciemniał. Porobiły się z czasem plamy. Gdzie więcej wsiąkło – plama ciemniejsza, gdzie mniej – jaśniejsza. Jeśli jeszcze do tego dojdzie szpachla, której za świata skarby nie dostanę w takim samym kolorze, będzie okropnie.

Na cyklinowanie i lakierowanie nie mam najmniejszej ochoty.

Z drugiej strony, dość mam skrobania parkietu  nożami, żyletkami, skalpelami, wiórkami, a potem pastowania. To zbyt ciężka praca. Zatem nowy? A może deski?

Jaki to jednak koszt!

Może więc panele? Tanio, szybko, bezpyłowo – bo cyklinowanie odpada, bezzapachowo – bo lakierować nie trzeba, na 15 lat gwarancja.

Dobrze, że już kabel działa. Na chwilę wpadam więc na internetowe strony panelowe, by dowiedzieć się czegoś o tym wynalazku. Zapisuję wszelkie dane, jakieś szyfry ścieralności i twardości A-3, A-4, …,  potem uczę się wszystkiego na pamięć, by za wielce obeznaną w sklepie z panelami uchodzić.

Kilka nocy muszę przespać się z panelowym tematem, bo sentyment do tego brzydkiego dębowego parkietu gdzieś w dołku ściska.  Potem decyzja, sklep, zamówienie, termin montażu uchwalony za porozumieniem stron.

       Powracam do swoich dziur, zadowolona, że śmielej na tej podłodze działać mogę, że uważać nie muszę na zachlapania, wyścielać gazetami, czy folią do każdej czynności. Zaklejam też, czym się da, większe szczeliny między klepkami. A małe zamalowuję akrylem, żeby pył z nich nie wychodził. Na koniec całą podłogę myję i smaruję pastą połyskową, tworzącą na niej powłoczkę, jakby z lakieru. Na bujanym fotelu odpoczywam i śmieję się, bo podłoga wygląda, jak połatana kolorowymi gałgankami.

Opowieść znad betonowanej dziury1

Remont jest przecież, jak śnieżna lawina…

Zanim to ostateczne malowanie i pastowanie podłogowych dziur pod panele nastąpiło, tak sobie myślę… Trzeba odświeżyć ściany i sufit.

Zaplanowane na wiosnę malowanie zrobię teraz, jeszcze na starej podłodze. To ogromna wygoda móc przesuwać bezceremonialnie drabinę, czy meble. Przy okazji zmienię kolorystykę na weselszą, wyzwalającą słoneczną energię. Znudziły mi się beże. Kupuję farby –  w kolorze żółtym słonecznym i drugi kolor – nazwany energią. Zbyt śmiałe kolory, jak do babcinej kuchni? To nic! Najważniejsze, że pomieszczenie, w którym najczęściej przebywam, dostanie tak zwanego kopa. Przecież to niezwykła kuchnia! Zasługuje na odmianę. Zimą nawet śpię w kuchni, bo tu jest cieplej, niż w sypialni. Tu także przenoszę na zimę komputer i telewizor.

       Teraz potrzebna pomoc. Ze ścianami sobie poradzę – bo to tylko lekkie przemalowanie tapety, sufitu sama nie pomaluję. Jednak w tym kraju pełnym ponoć bezrobotnych, nie znajduję chętnego do ochlapania  dwudziestu paru metrów sufitu.

– Pani, to się nie opłaci nawet brudzić. Jakby całe mieszkanie, to… może.

Meble wyniesione, bałagan w domu. Farby przy drabinie równym rządkiem, jak żołnierze stoją, lada dzień mają przybyć montażyści podłogi, co robić? Sąsiad zgadza się pomalować i jeszcze parę innych czynności wykonać, stwierdzając, że są konieczne.

– Trzeba rozebrać tę ‘fruwającą’ boazerię, przekonuje opukując ścianę w przedpokoju. O proszę, wkręt palcami można wyjąć. A to ciekawostka! Jest owinięty kawałkiem gazety – ze śmiechem wykrzykuje. Zalepiasz  dziury w podłodze, żeby kotów nie było, a ile lat ta boazeria jest?

– Może trzydzieści.

– No to i trzydziestoletnie ‘koty’ za nią buszują. A poza tym podłogę trzeba robić do ściany, a nie do źle przymocowanej boazerii.

– Mam zamiar się jej pozbyć, ale nie teraz.

– Jak to nie teraz? To kiedy? Jak nowa podłoga będzie z nowymi listwami?  Listwy mają być do ściany przykręcone, a nie do dekoracji na niej się znajdujących.

– No tak! Słusznie!  Remont jest, jak lawina śnieżna…

– Co?

– Nic, nic, demontujemy tę sklejkową boazerię.

Sklejka i listewki maszerują do piwnicy, a przedpokój wygląda, jak obraz nędzy i rozpaczy. Jeszcze więcej dziur do załatania, niż w kuchni. Czy babcinych gałganków wystarczy? Na dodatek wychodzi spod podłogi sadza w okolicy pieca. O ‘kotach’ już nie wspomnę.

– A może piec rozebrać? Po co zajmuje miejsce, skoro inne ogrzewanie jest w domu? I jaka tu wielka szczelina przy piecu się odsłoniła po zdjęciu boazerii…

Opowieść znad betonowanej dziury2 

 – O nie!  Piec zostaje! Przyda się na kryzys energetyczny – żartuję, a dziury się załata.

50 uwag do wpisu “Opowieść znad betonowanej dziury

  1. Znam, znam, Elu! Sam wielokrotnie poznałem te smaki, kiedy planowe zakończenie się przedłuża 2, 3 razy, jak koszty rosną jak głupie i nie można zdecydować się na zakończenie bo lepsza połowa coś w nocy wyśniła. Ale po zakończeniu będzie już super.Pozdrawiam!

  2. Jednym słowem poszłaś za ciosem i dobrze. Ja przez trzy lata w lecie miałam remont całkowity, tylko że zatrudniłam fachowców, bo już miałam dosyć naszego partactwa. Wiórki znam aż za dobrze, bo same musiałyśmy wiórkami cyklinować parkiet we wrocławskim akademiku. Trzeba było uważać, aby nie poranić sobie rąk.Serdecznie pozdrawiam.

      • Tak właśnie zrobiła kiedyś moja sąsiadka. Sprzedała wszystkie stare meble, wynajęła robotników, którzy całkowicie zmienili mieszkanie, sama pojechała do córki na Wyspy Kanaryjskie. Wróciła, gdy remont był skończony. Kupiła nowe meble i na nowo urządziła mieszkanie.Patrząc na Twój piec, przypomniałam sobie wiersz Mirona Białoszewskiego „Ach, gdyby, gdyby nawet piec zabrali- moja niewyczerpana oda do radości”.Serdecznie pozdrawiam.

  3. Lawina owszem,owszem…ale nijak nie rozumiem po co pastowałaś starą podłogę która i tak ma skryć się pod panelami ?????Pomysł panelowy jest OK – też tak zrobiłam ukrywszy 50 letni dębowy parkiet. Polecam panele !Błędem było moim zdaniem pakowanie w dziury sklepowych paragonów. Co odkryją przyszli archeologowie ? Paragony zamiast tekstów blogowych …….i co sobie o nas, jako społeczeństwie pomyślą ?? Że konsumpcja tylko była …a nic dla „ducha”.

    • Bet, naprawię ten błąd przy następnym remoncie i w jakiejś dziurze zabetonuję PenDrive’a z naszymi blogami:)Pastowanie dla konserwacji i żeby pod panelami było ładnie;) Te płynne pasty do nabłyszczania świetnie zalepiają wszelkie szpary i uniemożliwiają działalność roztoczom. To nie reklama pasty, nie! nie! Nie jestem ani jej producentką, ani sprzedawczynią.

  4. Ale wymyśliłaś z tym uszczelnianiem szpar – bardzo dobrze. To prawda, że wszystko można kupić, różne silikony, szpachtle i inne cuda, ale nie jest to tanie, a własnym sposobem można wiele rzeczy zrobić za przysłowiowy grosik. Wiesz, że lubię chodzić do tych wszystkich sklepów budowlanych i narzędziowych, tyle tam wszystkiego, tyle sprzętu, narzędzi, takie udogodnienia, że wydaje się, że wszystko samo się zrobi. A jednak trzeba swoją rączką nieźle pomachać, żeby np.kolor ścian zmienić.Wytrwałości Ci życzę. :)))

    • Rozyna, też lubię sklepy budowlane. Zwykle jednak pooglądam i udaję się do małych sklepików z różnościami, gdzie można kupić glinę, kity, wapno i inne wiekowe wynalazki. Nowoczesne materiały są świetne, namachać się tyle nie trzeba, ale… cóż… drogie!

      • To dowodzi Elu, że leniuchy jak nie robią to nie robią i basta!Ale jak już się wezmą do dzieła, to żaden pracuś im nie dorówna w dokładności i precyzji :)Pozdrawiam i trzyma kciuki za jednego z najbardziej zaktywizowanych leniuchów 😉

  5. Witam serdecznie Elu. widzę, ze u Ciebie robota na całego. Jesteś bardzo, bardzo dzielna. Trzymam kciuki za szybkie zakończenie i upragniony efekt końcowy. Dziękuje za odwiedziny. Stęskniłam się za naszą poranną kawą. Wakacje – wyjazdy, spacery, korzystanie z uroków lata i kompletny brak czasu. Staram się, żeby nadrabiać moje blogowe braki bo mam tyle do opisania, że nie wiem kiedy to zrobię. Piękny wrzesień zachęca do aktywności a październik mam zaplanowany w Nałęczowie. Jeździłam tam wiosną, latem a teraz będę podziwiała jesienne uroki Nałęczowa. Dziękuję za wszystkie odwiedziny, pozostawione ciepłe słowa a szczególnie za troskę w czasie mojej choroby. Ale jak widzisz nie daję się, bo nie mogę zostawić jeszcze mojego blogowego towarzystwa. Jesteś wspaniała i wyjątkowa. Dziękuję. Halna

  6. Eluniu kochana, o jakiej Ty babci wciąż piszesz? Jak dojdziesz do 80-ki to sie tak nazywaj, póki co, to jesteś Ela, a nie babcia. Przeżyłam te tasiemcowe remonty, gdy 2 lata temu zachciało mi sie malować mieszkanie. Oczywiście sami to robiliśmy, bo fachowcy to chcieliby,żeby mieszkanie było puściutkie, a nie żeby wciąż musieli na coś uważać. I ciągle coś nam przybywało do zrobienia, chwilami dostawalam szału. I gdy juz skonczylismy malować, sąsiedzi z góry zalali mi WC. Maskra. Następne malowanie będzie po położeniu przez ADM nowej sieci elektrycznej, co ma być zrobione w przyszłym roku. W tym roku własnie skończyli wymianę rur gazowych i ich wyprowadzenię na klatkę schodową, poprzez 2 pomieszczenia. A kurzu i gruzu to było tyle, jakby Jerozolimę zburzyli.Miłego, 🙂

  7. Wszyscy dokoła remontują .Chociaż bardzo mi się nie chce wygląda na to, że zwykła przyzwoitość nakaże mi jednak zacząć mieszać farbę. Pozdrowienia

  8. Podziwiam alEllo twoją energię. Doskonale opisalaś ten remont, tak że niby o zwyczajnych sprawach czyta się z prawdziwym zainteresowaniem.

  9. Moja droga ! Widzę , że tym sposobem zdobyłaś remontowe doświadczenie i jak nic, sama cały ten remont możesz „odwalić” ! Mało tego , możesz nawet tutaj przyleciec i firmę budowlaną założyć ! Nie myślę byś miała z tym jakiekolwiek problemy skoro ludzie różnych zawodów takowe otwierają !!!! Z powodzeniem !!!!A teraz druga sprawa . Dziecino moja słodka i kochana , ja nigdzie sobie nie poszłam i dalej piszę na onecie . Zamieściłam na blogu nowy adres ale jakoś umknął Twojej uwagi więc teraz powiększyłam litery .Miło bedzie Cię widzieć w nowych progach !! Byziasy pierwszej klasy przesyłam !!! *************Nowy adres : http://schwytane-zwierzenia2.blog.onet.pl/

    • Piklito, ja w Twoje strony nie polecę, bo nie zamierzam drugi raz przeżywać takiego upokorzenia, jakie przeżywałam kilka lat temu podczas zadawania pytań przez urzędasa ambasady przy ubieganiu się o wizę.Dziękuję bardzo za nowy adres, odwiedzę niebawem, jak tylko uporam się z odpowiedzią na komentarze na swoich blogach. Buziaki:)

  10. Współczuję i gratuluję ! Ty stajesz się fachowcem. Jeszcze jedna akcja i albo się wykończysz, albo pojmiesz wszelkie tajniki budowlano remontowe. A wtedy pomyśl o założeniu własnej firmy. Ale ci nie radzę. Lepiej skończ te budowlane fanaberie i zajmij się więcej tym, co lubisz. Chyba, że odkryłaś swoje nowe hobby ? W każdym przypadku życzę ci dużo przyjemności.

  11. Witaj… przejrzawszy kalendarz remontu zauważyłam (ależ ja spostrzegawcza jestem), że mimo kolejnych wyłażących z dziur w podłodze problemów, to jednak remont prze do przodu, czyli w tzw. jedynie słusznym kierunku. Wiem, remont jest jak rewolucja albo inne trzęsienie ziemi, ale za to… satysfakcja gwarantowana!!! A poklejony parkiecik jawi mi się zabawnie i swojsko :):):) Pozdrawiam serdecznie, GosiaPS. Jak dobrze, ze piec pozostawiaś na swoim miejscu… skoro są cztery kąty musi być i piec piący 🙂

  12. Witaj ChełmiankoPrzeczytałem o Twoich >dramatycznych< zmaganiach remontowych. Choć nie ukrywam że z większym zainteresowanem śledzę Twoje posty związane z Chełmem. Tak się miło złożyło, że zacny gród nad Uherką odwiedziłem w sierpniu tego roku i przebywałem ok. tygodnia. Nie po raz pierwszy, robiłem to wielokrotnie na przestrzeni kilkunastu lat i o dziwo za każdym razem z niesłabnącym podziwem. Pozdrawiam serdecznie z Łodzi.http://boguslav.blog.onet.pl/http://obiektywnie.blog.onet.pl/

  13. Witaj Moja DrogaCieszę się z każdej Twojej wizyty i z każdej wypitej z Tobą kawy. Mimo, że korzystałam intensywnie z uroków lata a teraz jesieni to staram się znaleźć czas na komputer i kontakt z moimi przyjaciółmi. Widzę jednak, ze Ty nadal remontujesz. Ale jak później będzie pięknie!!!. trzymam kciuki za upragniony efekt końcowy. Przesyłam serdeczności i uściski – Halna

    • Dziękuję Anno za troskę. Nie martw się, proszę, wszystko jest ok. To tylko nieustanny brak czasu na komputer. Stale jednak myślę o moich blogowych znajomych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s