Długi start… Miękkie lądowanie

        Nigdy nie bałam się latania, ale nocne loty przeważnie są mi nie w smak. Budzą dziwną obawę, że pilot nie trafi we właściwy korytarz powietrzny, albo nie dość dobrze będzie widział pas lotniskowy do lądowania. Sama nie wiem dlaczego? Może dlatego, że bardziej ufam ludziom, niż przyrządom naprowadzającym i żarówkom oświetlającym (a nuż ktoś wykręci?). Poza tym lubię spoglądać przez okno samolotu na Ziemię i dopasowywać chmurę do kształtu cienia przez nią rzucanego… A potem… Tam… Bardzo, bardzo wysoko delektować się błękitem nieba, jakiego z dołu nigdy nie widać.

        Gdy więc w przeddzień wylotu z Tunezji, dowiaduję się, że start przesunięto z godziny popołudniowej na nocną, czuję dziwny niepokój. Z drugiej strony cieszę się, bo nigdy nie wiem, co robić w ostatni dzień wakacji, co spakować już, a co jeszcze się przyda i zostawić na wierzchu, by potem w ostatniej chwili, często już po wykwaterowaniu z pokoju hotelowego, dopakowywać walizkę.

Transfer na lotnisko w Monastirze rozpoczyna się o godzinie dwudziestej trzeciej. Z praktycznego punktu widzenia, to dobra pora. Po kolacji jest bowiem czas na pożegnalny spacer po ulubionych miejscach, pakowanie i toaletę. Nie żałuję urwanego ostatniego dnia. I tak wiadomo, że zawsze pierwszy i ostatni dzień przeznaczony jest na podróż.

Na lotnisku odprawa biletowo – bagażowa bardzo sprawna. Tunezyjczycy jednak szybciej ruszają się w porze nocnej. Zastanawia mnie tylko, czy nie pomylą walizek, ponieważ przy każdym stanowisku odbywa się odprawa do rożnych miast w Polsce, na zupełnie inną godzinę. Nie wiem, czy taka organizacja jest dobra. Dla turystów jest na pewno lepsza, bo nie muszą zastanawiać się, w której kolejce ustawić się. Jeszcze szybsza jest  kontrola dokumentów –  tylko rzut okiem na okładkę paszportu.

Potem oczywiście stały lotniskowy „ceremoniał” – odwiedziny sklepu wolnocłowego, w którym ludzie psikają się perfumami.
– Jak myślisz kochanie, lepsze są perfumy „Chanel” czy „Dune”?
– Na „Dune” jesteś za młoda. To dla dojrzałych pań!
Usłyszawszy tak cenne informacje, psikam się „Diuną”. Najgorzej, jak w samolocie przyjdzie usiąść pannie Chanel obok pani Diuny. Zapachy pomieszają się, aż w nosie zakręci. Ale co tam! Taka okazja, by pachnieć za darmo drogo, prędko się nie trafi. 😉

Od tej chwili wszystko już jest długo. Samolot rusza z miejsca z około czterdziestominutowym opóźnieniem z powodu niezdyscyplinowanych pasażerów. Jak się po powrocie do Polski dowiedziałam od znajomych z Poznania, wylatujących godzinę później, dziesiątki razy wołano przez megafony i nazwiskami, i miastami, wskazując numer gate. Na tym lotnisku nie da się zgubić, przypuszczam więc, że przyczyna musiała być poważniejsza. Trzeba zrozumieć człowieka.

Wchodzą na pokład, przepraszają oczekujących pasażerów i ruszamy. W tym momencie zaczynam zawsze ssać landrynkę, żeby podczas wznoszenia się samolotu nie zatkało  mi ucha. Do czasu osiągnięcia przez samolot odpowiedniego dla mojego ucha pułapu, jedna zwykle wystarcza.  Tymczasem sięgam po drugą, trzecią, dziesiątą, a samolot kołuje i kołuje zamiast już wreszcie lecieć.
– Pewnie tak daleko stał od pasa startowego, myślę.

Poprzednim razem nie zauważyłam jednak, by tak wielkie to lotnisko było. Po spożyciu wszystkich landrynek, znużona warkotem silników kołującej  w tę i z powrotem maszyny, zasypiam. Z objęć Morfeusza wyrywa mnie cisza.
– Aha, znaczy lecimy. Ale co to? Skąd tyle świateł za oknem? A ruch jaki? Jak na Marszałkowskiej.  O! Autobus jedzie!

Przylepiam mocniej nos do szyby i oczom nie wierzę. Stoimy na lotnisku. Zaspana pytam sąsiadów z poprzedzających foteli, co się dzieje i dowiaduję się, że pilot po testowaniu samolotu na ziemi, odmówił startu z powodów technicznych. Czekamy na decyzję z wieży. Po jakimś czasie wysiadamy. Nikt nie narzeka. Zdajemy sobie sprawę z tego, co zawdzięczamy pilotowi.

Na lotnisku otrzymujemy talon na bezpłatne napoje i śniadanie. Można wybrać colę, sprite, wodę sodową, mineralną, kawę, herbatę. To miłe zaskoczenie. O godzinie ósmej rano podstawiają dla nas nowy samolot, z cateringiem gratis.
– Tak szybko znaleźli samolot i uzgodnili z innymi krajami korytarz? Robimy zdziwione miny. Spodziewaliśmy się koczowania co najmniej do wieczora. Niektórzy planowali nawet wykupienie lotu rejsowego na godzinę dziesiątą.

Startujemy!
Jest zupełnie widno, rzucam więc okiem na wybrzeże mojej ukochanej Afryki i zasypiam rozciągnięta, a raczej skulona na trzech  fotelach. Budzi mnie stewardessa:
– zapinamy pasy.
Bawię się w swoją zgadywankę „chmurka – cień” i miękko ląduję na polskiej ziemi.

Refleksja.

  • Kocham tunezyjskiego pana Pilota!
  • Na przyszłość będę podróżować z poduszką i kocykiem, bo na metalowych lotniskowych krzesłach twardo i zimno, jak diabli.
  • Może mój wylot z perturbacjami jest sygnałem, że czas zmienić kierunek wakacyjny? Zaś powrót w świetle dnia to… Takie ‚pożegnanie z Afryką’?

45 uwag do wpisu “Długi start… Miękkie lądowanie

  1. Słyszałem że te loty do Egiptu to loteria. A teraz kolejne potwierdzenie. Afryka to musi być Twoja wielka miłość Pozdrawiam

    • Już jakiś czas nie latałam do Egiptu, to trudno mi powiedzieć, jak ostatnimi czasy sprawują się linie egipskie. Tunezyjskie natomiast chwalę. Najbardziej nie lubię latać polskimi.

  2. No to się działo, ale grunt,że finał pomyślny i to najważniejsze. Noce na lotnisku to mała frajda, ja kiedyś miałam niespodziewaną nockę na Szeremietiewie w Moskwie.I to była zima i około 23-ciej wyłączono wszelkie ogrzewanie i zamknięto wszelkie kioski, bufety itp. Dobrze, że choć WC było czynne. Ja na polskie linie nie narzekam, na niemieckie też mnie, wbrew wrogiej propagandzie mają b. miłą obsługę.Miłego, 😉

    • Anabell, teraz to „Ameryka z Kanadą”. Na lotniskach wszystko czynne całą dobę. Pozmieniałbym tylko żelazne krzesła, bo do dziś boli mnie kość ogonowa, a łokcie mam sine – tak odgniecione.

  3. Emocje jak na Mundialu…… dobrze,że testowanie było na ziemi a nie w powietrzu…. Ja dostałam obiadek gratis na lotnisku w Polsce z powodu opóźnienia lotu…. a więc linie lotnicze dbają o nasze żołądeczki aby jeszcze dawali poduszeczki gratis, co ?????Pożegnanie z Afryką …hmmm….. mam propozycję nowego kierunku dla Ciebie ! /patrz Wędrowna Mrówka…/

  4. nigdy nie lecialam Polskim LOTem, wiec nic nie powiem, ale wiem, ze z Holandii do Polski sa drossi od linii holenderskich czy niemieckich, moze sie teraz zmienilo nie wiem,pozdrowienia,

    • Berto, kiedyś jechało się pociągiem do Frankfurtu, a potem dopiero samolotem gdziekolwiek, ponieważ cena między polskim LOTem a niemiecką Lufthansą była znacząca. Nie wiem, jak jest od czasu wprowadzenia tanich linii lotniczych.Gorące pozdrowienia!

  5. A ja leciałem kilka razy i zawsze sobie mówię,że to już ostatni raz.Ale skąd.A tak właściwie,to chciałem Ci życzyć,Elu przepięknej,polskiej niedzieli.Jakub

    • Dziękuję Jakubie, wzajemnie.Jak widzisz, pomimo niedzieli zasiadłam przed komputerem. Z powodu upału mam zamiar czas spędzić w chłodnym domu.

  6. Elu, dlaczego zaczynasz opowieść od końca. Ja jestem ciekawa co zwiedziłaś, jak porównanie z poprzednim pobytem. Uwielbiam latać ale kiedyś z powodów technicznych w Monatyrze siedzieliśmy w samolocie na samolotowym parkingu, z właczonym silnikiem. Trzęsło, warczało ale widzocznie samolot był sprawny bo po godzinnym opóźnieniu odcieciał szczęśliwie do Polski. Zawsze proszę o bilet przy oknie bez względu na porę lotu. Bardzo lubię te widoczki z „lotu ptaka” oczywiście na dojrzenie ich z odpowiedniej wysokości.

    • Jagódko, wiesz, że ja raczej nie piszę relacji w sposób pamiętnikowy – chronologiczny. Często nawet na jeden temat piszę na podstawie 2-3 wyjazdów i obserwacji podczas nich poczynionych. A poza tym, wszystko będzie na blogu „Afryka moja”. Dwie notki już zamieściłam. Choć krótkie, to zawierają pewne przydatne informacje.

  7. Witaj. Podróż z problemami ale ważne, że wróciłas. Tunezyjski pilot to mądry człowiek. Zapewne w chwili gdy odmówił startu wielu Twoim sąsiadom przypomniała się katastrofa smoleńska, takie szybkie skojarzenie. Pozdrawiam

    • Tak Kolekcjonerze, to bardzo mądry człowiek. W tym zawodzie szczególnie rozważnym trzeba być. Nonszalancja – to cecha nie dla pilotów!

  8. Najważniejsze, że wszystko skończyło się dobrze, bo faktycznie ma się teraz powody do strachu. Przypomniałam sobie, jak z koleżankami testowałyśmy perfumy w jakimś wielkim paryskim markecie, najśmieszniejsze, że były to męskie perfumy, bo chciałyśmy kupić je w prezencie dla mężów. Po pół godzinie nie było na nas żadnego kawałeczka ciała, które by nie pachniało. Wyobrażasz sobie, jak się czułyśmy? Na szczęście jeszcze nie wracałyśmy do Polski i koledzy nie musieli wyganiać nas z autokaru.P.S. Piekielnie boję się latać.Chłodniutko pozdrawiam.

    • Dawno, dawno temu właśnie w Paryżu w zdumienie wprawiło mnie to, że można w sklepie do woli testować perfumy. Gdy już się z tym oswoiłam, to czasami specjalnie szłam, by się naperfumować, zupełnie bez zamiaru dokonania zakupu.Nie pachniałam jednak tak ładnie, jak po naszych ‚Fiołkach’ czy ‚Zielonym wietrze’.Anno, chłodniutkie pozdrowienia jakże orzeźwiają w upał, zatem odwzajemniam 🙂

      • Pamiętam, że wreszcie kupiłam mężowi jakąś wodę toaletową „Sułtan”, choć nie mogę sobie przypomnieć jej zapachu. Choć był to 1998 rok, to też nie byłyśmy przyzwyczajone do testowania próbek pachnideł. W Paryżu też testowałam perfumy w Muzeum Perfum naprzeciwko opery, ale niczego nie kupiłam, bo straciłam węch i wydawało mi się, że wszystkie jednakowo pachną.Życzę deszczowych chmurek, bo u mnie chyba same bezdeszczowe cumulusy.

  9. Ja samolotem latać nie lubię. Czuje jakiś niepokój wewnętrzny. Mimo że w porównaniu z autami wypadków jest dużo mniej. Do auta ani na skuter nie boje się wsiadać.Pozdrawiam Ciebie z fotala przed komputerem.Vojtek

  10. Witaj alEllo, to zaliczylaś mnóstwo przygód. Dobrze, że pilot wykazał się profesjonalizmem. Czy to możliwe, że nasi polscy piloci byli samobójcami? Nie wydaje mi się.

    • Mario Dora, też nie wydaje mi się.Ale wujek – pilot opowiadał (był oblatywaczem nowych samolotów), że niektórzy wykazywali nonszalancję.

  11. Ale miałaś przygody Elu ! Ktoś przesądny, miałby o Twoich przygodach dużo do powiedzenia. Przede wszystkim, że nie powinnaś jechać, skoro choroba Cię ostrzegła przed wyjazdem. A te komplikacje z powrotem, to kara za to, że pojechałaś. Ale ja nie jestem przesądna i Ty na pewno też nie ? To był zwyczajny zbieg okoliczności, ale najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło, a Ty długo będziesz to wszystko wspominała. Niesamowite wakacje miałaś Elu. :)))

    • Nie, nie jestem Rozynko przesądna. Tym bardziej, że takich „ukaranych” było więcej.Czasami jednak jakieś wydarzenia budzą chęć do dokonania zmian, na które miało się pewnie wcześniej ochotę, ale brak było silniejszego bodźca.

  12. Po ostatnich samolotowych perturbacjach doskonale , że tak sie w Twoim przypadku skończyło. Cale szczęście , że ten pilot po prostu myślał. Pozdrawiam upalnieee

  13. Zauważyłem że jak jest pilot który myśli o pasażerach to nie potrzebne są landrynki do ssania. Kwestia powolnego obniżania lub zwiększania pułapu. Lecąc na Kretę mieliśmy pilota „kretyna”. Bardzo późno rozpoczął schodzenie z pułapu a co za tym idzie musiało przebiegać szybciej. Niebo czyściutkie więc nie było to spowodowane warunkami pogodowymi. Efekt: po wylądowaniu znaczna część pasażerów miała drobne problemy z uszami. Mnie ucho bolało przez kilka dni. Sporo latałem i nigdy nie miałem takiego przypadku z uszami i nie spotkałem się żeby pilot tak szybko schodził do lądowania. Pilot był raczej doświadczony bo bardzo „miękko posadził” samolot na płycie lotniska. Nie życzę nikomu takich lądowań.

    • Często bardzo płaczą dzieci podczas wznoszenia i lądowania samolotu. Właśnie przypuszczam, że to z powodu silnego bólu ucha. Jest na sposób, ale nie wszystkie stewardesy go znają i proponują bezradnym mamom.

  14. Powrót z dreszczykiem emocji. Mieliście dużo szczęścia, że usterka została zdiagnozowana przed startem. Aż strach pomyśleć, co się mogło stać. tak niewiele brakowało.Pozdrawiam 🙂

  15. Witaj Elu! Ale mi się nawspominało przez Ciebie tej Tunezji! Wprawdzie jako bazę miałem (z Marią) Sussę, ale stamtąd wszędzie blisko ich wspaniałymi drogami. I wszystkie drogi prowadzą przez Monastir Pozdrawiam!

    • Wspomniałeś Jerzy o ich drogach. Zastanawiałam się, jak to jest, że tam asfalt się nie topi w słońcu i nie ma żadnych kolein, a u nas nawet moje obcasiki się zapadają, a ważę 55 kg.

  16. Tunezyjskie samoloty są pewne, bo nie są jeszcze stare, o wypadkach wcale się nie słyszy. Ale przed piętnastu laty, kiedy leciałem pierwszy raz do tego kraju, samlot był 25 – letni. Jakoś wystartował, skrzypiał w powietrzu, ale wylądował szczęśliwie. Potem dowiedziałem się, że był to ostatni lot tego samolotu z pasażerami. Piloci są też dobrzy, ale chyba żaden z nich 10 kwietnia w Smoleńsku by też nie wylądował.

  17. Pingback: Tytuły publikacji – lista alfabetyczna | alE blogowanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s