Świąteczna Księga Tradycji cz. II

Część I :

 https://aleblogowanie.wordpress.com/2010/12/04/swiateczna-ksiega-tradycji/

  Świąteczna Księga Tradycji

Księga tradycji i zwyczajów świąteczno – noworocznych

w różnych regionach

wciąż otwarta i czeka na nowe wpisy.

gwiazdeczka  Kiedyś spędzałam Boże Narodzenie w zwyczajnej niemieckiej rodzinie. Tu najważniejsza była choinka. Stała bogato ubrana już kilka dni przed Wigilią… Piękny srebrny świerk /wart kilkadziesiąt euro/ zajmował znaczną część salonu. W dzień Wigilii od rana zajmowano się ozdobnym pakowaniem prezentów, które wkrótce szczelnie wypełniły przestrzeń wokół choinki. Obowiązuje zasada: każdy dostaje prezent od każdego uczestnika Świąt. Około południa Pani Domu poczuła się zmęczona i ułożyła się na kilkugodzinną drzemkę. Na kolację, podaną codziennym zwyczajem, w kuchni – zaserwowano gulasz wołowy z ziemniakami. Moja propozycja zapoznania się ze zwyczajem „opłatkowym” została przyjęta uprzejmie, lecz bez specjalnego zainteresowania. Za to, ze względu na moją obecność, po kolacji, Rodzina wybrała się do Kościoła. Ewangelickiego. Tam rozdawano świąteczne drobne upomineczki. Pastor, osobiście, z podaniem ręki, witał wszystkich przybyłych na nabożeństwo.
Potem, wieczór upłynął na rozdawaniu i rozpakowywaniu prezentów. Każdy otrzymał indywidualny tzw. „talerz świąteczny” – pełen słodyczy /cukierki, ciasteczka, czekoladki/. Konsumpcja tych słodkości miała być główną atrakcją kulinarną Świąt.

Pierwszy Dzień Świąt to dzień Urodzin naszej Pani Domu. Dla gości przygotowano poczęstunek: połówki bułeczek ozdobione plasterkiem kiełbasy typu mortadela oraz wyjęty z zamrażarki tort typu „Czarny Las” rodem z supermarketu Aldi. Drugi Dzień Świąt spędziliśmy siedząc na kanapie i oglądając TV.

Kilka dni po Nowym Roku choinka musi być zlikwidowana zgodnie z harmonogramem specjalnego serwisu uprzątającego choinki. Nie można ich wyrzucać po prostu na śmietnik. Ordnung muss sein! Bet


gwiazdeczkaWigilię uwielbiam, nie mogę się doczekać… U nas dominuje kulinarnie i obyczajowo tradycja kujawska, bo Mama i Babcia stamtąd. Tato z tradycją kaszubską się jakoś nie przebił w domu pełnym kobiet!  Jutro lepimy pierogi! Zgaga
 

gwiazdeczkaO Gwiazdorze opowiadała mi mama (pochodzi z Wielkopolski). Z kolei tato z pewną tęsknotą w głosie wspomina Dziadka Mroza. Żadnego z tych dwóch panów nie spotkałam. Gdy się urodziłam prawie cała Polska została już „zmikołajizowana”. Muszę przyznać, że niektóre próby utwierdzenia dzieci w wierze w istnienie św. Mikołaja były raczej żałosne. Do dziś nie mogę zapomnieć, jak to za tego świętego przebrała się… moja babcia! Taki równouprawniony płciowo Mikołaj to wrażenie wprost niezapomniane! Maera Fey 

gwiazdeczkaBył Dziadek Mróz na tzw. Choinkach dla dzieci organizowanych przez zakłady pracy dla maluchów. Bardzo dawno temu, ale był Dziadek Mróz! Ana-fi

gwiazdeczkaPrzeszywa mnie ciepłem i tęsknotą do lat dziecinnych w Polsce, czy to nie piękne? W tym wspomnieniu i tęsknocie czuję zapachy polskich potraw, cóż, wspomnienia. Wigilie urządzam w domu moim w Holandii; to jedyne święto, polsko-rodzinna tradycja, której Holendrzy – nawet katolicy nie znają. Świętują tutaj Boże Narodzenie, ale to takie jak wszystkie inne a nawet dla niektórych to zwykła niedziela. Ja urządzam Wigilie, opowiadam jak zawsze dużo o Polsce i domu rodzinnym. Wszyscy wiedzą tutaj, ze my świętujemy i wszyscy wiedzą o talerzu i miejscu dla nieoczekiwanego, obcego lub znajomego gościa.

Chociaż nie mam suszonych prawdziwków na tradycyjne pierogi, to jednak barszczyk czerwony i uszka są na stole. Czasem kupuję w sklepie włoskich produktów suszone grzybki, ale tak cienko – cieniutko są pokrojone, że są w sumie niesmaczne w potrawie. (…) Oby tylko święta były białe. 

(…) Tradycje rodzinne to najbogatsze źródło kształtowania rodziny w świecie współczesnym.   Berta z Holandii

gwiazdeczkaPamiętam święta w Polsce, czekanie na pierwszą gwiazdkę, pachnące siano pod obrusem, zapach ciasta w całym domu, uwielbiałam próbować ciasto drożdżowe, które „rosło” w oczach, za co dostawało się „po łapach” od Mamy, wybierać rodzynki namoczone w rumie, oczekiwanie na skończenie kolacji wigilijnej, aby poszukać pod choinką swojego prezentu, nawet długopis z wizerunkiem Myszki Miki za 5 zł sprawiał ogromną radochę; kup dziś dziecku długopis za 5 zł?! Śpiewanie kolęd po kolacji… Oczekiwanie na jedzenie wędlin po pasterce, jak i wyprawę ponad kilometr na pieszo po skrzypiącym śniegu do kościoła na pasterkę…

Do dziś, kiedy jestem w kościele i ludzie śpiewają kolędy, zawsze mam łzy w oczach… (tak samo jestem wzruszona, kiedy pierwszy raz po wygnaniu na azyl, mogłam pojechać do Polski w 1990 r. Kiedy zobaczyłam na granicy godło Polski i nazwę POLSKA, ryczałam aż do Poznania…). Uwielbiałam chłodne poranki, kiedy wstając z łóżka, upajałam się zapachem świerku w pokoju poprzeplatanym zapachem czerwonych jabłek i pierniczków. Wstawałam w momencie, kiedy Mama rozpalała piec, zanim się pokój nagrzał, im było chłodniej tym piękniej choinka pachniała…

Po 30 latach na emigracji, przyznam, że nie znam prawie tutejszych obyczajów. Mężowi tak przypadła wigilia po polsku, że tylko taką świętujemy. Dzieci i wnuki przy stole, nieraz jakiś sąsiad, czasami jest to Wigilia na 15 osób. Ponieważ msze z północy przenieśli na 22.00 nie chodzimy na Pasterkę, oglądamy o północy z Rzymu. Kolację wigilijną kończymy ok.3.00 nad ranem.

W Boże Narodzenie odwiedza się krewnych i przyjaciół, aby złożyć życzenia. Drugiego dnia świąt nie ma. W noc sylwestrową koniecznie przed północą stawia się na zewnątrz talerz i pośrodku zapaloną świeczkę a na talerzu drobne pieniążki zawinięte w sreberko. Im więcej świeczki się wypali tym więcej szczęścia Nowy Rok przyniesie i w dzień Nowego Roku odwiedza się najbliższą rodzinę, przyjaciół i każdemu na szczęście daje się pieniążek w sreberku, który ma pozostać w portmonetce przez cały rok. Na obiad koniecznie kapusta kiszona po bawarsku w białym winie z puree, golonką, kiełbasą i boczkiem wędzonym gotowanym w kapuście jako danie, które przyniesie powodzenie na cały rok. Takie regionalne tradycje.

Uwielbiam święta Bożego Narodzenia. Dekoruję drzwi wejściowe, okno w salonie na zewnątrz (zdjęcia w albumie Noel 2009 na blogu), okno dekoruję po bretońsku, gałęzie świerku, udekorowane czerwonymi jabłkami, to znak szczęścia w Bretanii, udekorowane sztucznym śniegiem i czerwonymi kwiatami gwiazdy betlejemskiej. Czas tak szybko leci, że szkoda mi zdejmować dekoracji po nowym roku, trzymam często do ostatków, jest na dworze zimno, świerk trzyma więc świeżość. Pochwalę się, moi sąsiedzi 2-3 lata temu zgłosili moją dekorację do konkursu, który gmina urządza co roku, i zostałam nagrodzona. Coraz więcej osób dekoruje na zewnątrz, 10 -15 lat temu tego prawie się nie widziało.

Święta są coraz bardziej rodzinne, nie wiem czy to kryzys jest przyczyną czy nie, ale to tylko benefis dla atmosfery rodzinnej. Kiedyś wszyscy spędzali święta w restauracjach, teraz coraz częściej w Wigilię restauracje zamykają podwoje. Powiem Ci Elu, żeby nie wiem jaką piękną dekorację czy danie świąteczne wymyślić, nic nie zastąpi świąt w rodzinnym domu, z Mamą i Tatą, nigdy przez cały rok nie odczuwam nieobecności Rodziców jak w święta BN, brakuje mi Ich bardzo, pomimo obecności moich dzieci wokół stołu, zawsze w Wigilię płaczę dyskretnie i to jest silniejsze ode mnie.

Ta magia tych świąt jest w nas i pozostanie na zawsze. I wtedy zadaję sobie pytanie – czemu nie możemy być tak mili i serdeczni dla siebie przez cały rok, jak to ma miejsce w Boże Narodzenie? Eliza

gwiazdeczkaWigilie, które zapamiętałam z rodzinnego domu były bardzo skromne i spędzane tylko w czwórkę, tzn. rodzice i ja z bratem, bo dziadkowie wcześniej poumierali. Mieszkaliśmy na skraju wsi pod lasem. Wigilia była magiczna. Były takie prawdziwe zimy z siarczystym mrozem. Z niecierpliwością czekaliśmy na pierwszą gwiazdkę, żeby móc rozpocząć wieczerzę. Pamiętam ubieranie choinki, którą zawieszaliśmy u sufitu. Były na niej orzechy, czerwone małe jabłuszka, włosy anielskie, ozdoby własnoręcznie zrobione z bibuły i prawdziwe świeczki. No i cukierki, takie długie karmelki w kolorowych złotkach. Za oknem była cisza i mrok przetykany blaskiem gwiazd, urozmaicony nikłym światełkiem wymykającym się z naszej izby przez pomalowane mrozem małe szybki w oknie. Ogień wesoło buzował w piecu, a my śpiewaliśmy kolędy. Prezentów nie dostawaliśmy na gwiazdkę tylko wcześniej od Mikołaja. Nigdy nie zapomnę tamtych skromnych, ale bardzo drogich mi Wigilii, kiedy wszystko było takie proste i piękne. Patmar  

gwiazdeczkaW mojej rodzinie staramy się zachować tradycje, które wynieśliśmy z rodzinnych domów. Zwyczaje moje z kresów różnią się od tych z krakowskiego, więc połączyliśmy je ze sobą i wyszedł niezły pasztet, szczególnie, jeżeli chodzi o potrawy wigilijne. Na stole spotykają się więc dwa barszcze, czerwony i grzybowy, wszelkie uszka i pierożki, a także kutia i drobniutkie bułeczki drożdżowe z wodą makową. Całowanie pod jemiołą mieszają się z podkradaniem cukierków na choince i szukaniem na niej ciasteczka z napisami. Piękne są nasze rodzinne Wigilie. Pamiętam jednak moje dzieciństwo i Wigilię bez ojca, który przebywał na Syberii. W domu było bardzo biednie i bardzo zimno. Był to jedyny dzień w roku, kiedy najadaliśmy się do syta.

Pamiętam gorzki kisiel owsiany ze słodką wodą makową. Najbardziej zapamiętałam kartkę od ojca, na której napisał…”Wesołych Świąt wam życzyć nie mogę”. Podczas naszych Wigilii na stole stoi pusta zastawa dla tych, których już nie ma. Lotka

25 uwag do wpisu “Świąteczna Księga Tradycji cz. II

  1. O ile się nie mylę opłatek to nasza polska specjalność i piękny zwyczaj. W tym roku pewnie pojadę do wujka- brata mamy- i mojego chrzestnego. Cała rodzina siądzie przy dużym stole, aż uginającym się od pysznych dań. Ciocia oraz jej siostra gotują cudownie. Ilekroć tam przyjeżdżam zachwalam pod niebiosa ich kulinarne dzieła sztuki. Wszyscy są bardzo rodzinni toteż z prawdziwą przyjemnością siedzimy razem przy stole i rozmawiamy.

  2. U mnie ze świętami różnie -raz są, raz ich nie ma.A tak naprawdę to były tak długo, dopóki nie odkryłam, że Mikołaj to śliczna fikcja. Strona kulinarna świąt nigdy mnie nie interesowała- jedyne co lubiłam to zupę grzybową z leśnych grzybów z cieniutkim , lanym makaronem i pierogi z grzybami.Reszta była dla mnie „niejadalna”, łącznie z ciastem drożdżowym i makowcem, bo miały duuużo skórki pomarańczowej.Kompotu z suszu tez nie tolerowałam. Gdy poszłam „na własne”, tradycją stały się wyjazdy w góry, 30 minut przy stole a potem spacer lub kulig. Gdy już wreszcie doczekałam się własnego mieszkania zaczęłam interesować się co jedzą inne nacje z okazji tych świąt i wprowadzałam coraz to inne potrawy. Tym sposobem płynę spokojnie pod prąd tradycji. O tym co podaję do stołu napisałam dziś notkę. Wigilia wcale nie jest postnym dniem, już nawet nasi księża wreszcie o tym mówią. Wyznaje zasadę, że przed świętami nie należy szaleć z zakupami i gotowaniem, a w święta starać się być z rodzina i robić to, co się lubi i nie wysiadywać godzinami za stołem. Malo tradycyjna ze mnie osoba.Miłego Eluniu, 😉

    • Kiedy byłam mała najbardziej podobały mi się same przygotowania do świąt. Mieszkaliśmy 5-osobową rodziną w jednej izbie która była jednocześnie pokojem i kuchnią, tak ciasnej, że choinka była stawiana na oparciu łóżka, bo gdzie indziej nie było na nią miejsca. Jak się budziłam wystarczyło wyciągnąć rękę żeby zdobyć jakiś smakołyk – jabłuszko, orzeszka czy cukierka. A w dzień dom napełniał się zapachami przygotowywanych potraw – wszyscy byli w jakiś sposób zaangażowani w te przygotowania: mielenie maku, ucieranie sera w makutrze – zazwyczaj jedna osoba trzymała miskę a druga ucierała puszystą masę z żółtek cukru, masła i sera – lubiłam podjadać te pyszności, a że byłam najmłodsza uchodziło mi to na sucho.Pamiętam że kiedy przeprowadziliśmy się potem do dużego mieszkania w blokach i kupiliśmy mikser autentycznie żal mi było tego ucieranego ręcznie sera i tej choinki pachnącej nad łóżkiem (w blokach mieliśmy już sztuczną).Kiedy zaczęłam przygotowywać święta w swoim domu, także włączałam w te przygotowania dzieci – to do nich należało wiązanie nitek do cukierków które wieszały na choince czy pomoc w przygotowywaniu świątecznych ciast (też lubią podjadać sernikowe słodkości :-). W ubiegłym roku moje studiujące dzieci z zapałem lepiły razem ze mną wigilijne pierogi z kapustą i grzybami.I właśnie takie chwile wspólnej pracy żeby w domu było pięknie i by na stole znalazły się własnoręcznie przygotowane pyszności tworzą dla mnie magię świąt – magię którą wydaje mi się że udało mi się przekazać własnym dzieciom.

    • Anabell, i ta „mało tradycyjna” osoba, za jaką się przedstawiasz, robi tak piękne ozdoby choinkowe, że aż dech zapiera… Samo jedzenie to nie wszystko. Jeśli ktoś czegoś nie lubi, to się nie przekona. A jednak o grzybowej mówisz, a nie ogórkowej czy krupniku. Czyli coś tam z tych tradycji także kulinarnych serwujesz…Ja w górach byłam tylko raz na święta i to był też ostatni raz…

  3. O pustym miejscu przy stole śpiewają jakże pięknie artyści z „Piwnicy pod Baranami”. Jeśli chodzi o choinkę to w moim domu była kiedyś maleńka, później wraz z wzrostem dzieci też rosła. Teraz jest znów maleńka. Bardzo maleńka ale jakże piękna. A dzieci mają już swoje choinki we własnych domach… Pozdrawiam.

    • Andante, u nas zawsze była choinka do samego sufitu. Przeważnie jodła prosto z Bieszczad. Potem, kiedy zabroniono wycinać jodły, pojawiał się świerk. Też ogromny.

        • Ja ostatnimi laty przeważnie wyjeżdżam na długo przed świętami i wracam dopiero po Nowym Roku, więc nie ma sensu ubierać tak wcześnie żywej choinki. Muszę się więc zadowolić sztucznościami… Ale ubieram na zewnątrz choinkę dla ptaków.

  4. Pachnąca choinka mieni się złotkami,stoi strojna w kącie i tęskni za nami.Na niej jest lameta, bombki kolorowei sople z cukierków, aż odbiera mowę.Na stole obrusik a pod nim jest sianko,talerze odświętne, nie w głowie spanko.Barszcz i zupa rybna, uszka i kapusta,są też makówki, aż śmieją się usta.Ten jeden raz w roku zapomniane błędy,uśmiechy radosne, śpiewanie kolędy.Opłatek w ręku, składamy życzenia,zdrowia i radości co życie odmienia.Nie mamy Gwiazdora a Dzieciątko mamy, ono niesie prezent na który czekamy.Czasy się zmieniają, Tradycja została,być razem w Wigilię to radość nie mała.

  5. Ale piękna nam wyszła wspólna Księga Wspomnień ! Unikat – jak sądzę !!!!!!!Brawo dla wszystkich ! Dla Gospodyni – podziękowanie za ciepłe miejsce przy Kominie , w sam raz na wspominanie.

    • No i tak, że piękna. A jaka barwna – ileż tu różnorodności… A wszystko to dzięki wspaniałym Gościom Kominkowym.Zanosi się na 3 część…

  6. Świetny pomysł z tą księgą – Ellu. Tradycja to także wspomnienia. Chyba najmocniej utkwiła mi w pamięci wigilia w naddunajeckiej wsi Tylmanowa. Byłam tam na święta w połowie lat 70. Wieczerza wigilijna była bardzo skromna. Moi gospodarze mogli na wigilijny stół podać tylko… jajecznicę Była to najsmaczniejsza jajecznica jaką jadłam w życiu. Potem była góralska pasterka i to dopiero było piękne. Tylmanowa ma opinię najpiękniej śpiewającej wsi na Podhalu.Pozdrawiam Ci, moja droga i korzystając z okazji WESOŁYCH ŚWIĄT! życzę.

  7. Witaj alElluJestem ostatnio strasznie zabiegany już od prawie ół roku. Dziekuję za odwiedziny. Widzę, że u Ciebie już święta, a ja mam rozpoczęty remont w kuchni i jeszcze mamę w szpitalu. Teraz zdradzę, dlaczego na miniauto-43 reklamuję serial Do Dzwonka (odcinki mozna znaleźć bez problemu na Youtube). Otóż moja córka wzieła udział w kilkuetapowym castingu i w końcu zagrała rolę Domi. Na stronie serialu jest nawet z nią wywiad. (link jest na moim blogu) pozdrawiam serdecznie

  8. Rodzinę miałem dość liczną i różnorodną religijnie i światopoglądowo (opisałem to na: http://anzai.blog.onet.pl/Ten-jeden-magiczny-dzien,2,ID396795906,n), ale problem zawsze był ten sam. Jak miałem kilka lat, to nie mogłem się doliczyć i zapamiętać tych starszych ode mnie. Teraz nie mogę zapamiętać tych młodszych … Na wigilię każda rodzina przynosiła swoje specjały, i tego nie dawało się zapomnieć. Można było nie pamiętać ciotki, ale jej makiełki, albo śledzik wujka, czy uszka z barszczem kogoś innego zawsze były rozpoznawane …

  9. Pingback: Świąteczna Księga Tradycji cz.III | alE blogowanie

  10. Pingback: Ku pamięci dla potomności „smartfonowej” | alE blogowanie

  11. Pingback: Świąteczna Księga Tradycji napisana przez Posiaduszkowiczów | alE blogowanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s