Świąteczna Księga Tradycji cz.III

 Świąteczna Księga Tradycji

część I – https://aleblogowanie.wordpress.com/2010/12/04/swiateczna-ksiega-tradycji/
część II – https://aleblogowanie.wordpress.com/2010/12/06/swiateczna-ksiega-tradycji-cz-ii/
A nadzieja znów wstąpi w nas
Nieobecnych pojawią się cienie
Uwierzymy kolejny raz
W jeszcze jedno Boże Narodzenie
I choć przygasł świąteczny gwar
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj
Wbrew tak zwanej ironii losu  (…) /Kolęda dla nieobcych/

gwiazdeczkaO pustym miejscu przy stole śpiewają jakże pięknie artyści z „Piwnicy pod Baranami”. Jeśli chodzi o choinkę to w moim domu była kiedyś maleńka, później wraz z wzrostem dzieci też rosła. Teraz jest znów maleńka. Bardzo maleńka ale jakże piękna. A dzieci mają już swoje choinki we własnych domach… Andante

gwiazdeczkaPachnąca choinka mieni się złotkami,
stoi strojna w kącie i tęskni za nami.
Na niej jest lameta, bombki kolorowe
i sople z cukierków, aż odbiera mowę.
Na stole obrusik a pod nim jest sianko,
talerze odświętne, nie w głowie spanko.
Barszcz i zupa rybna, uszka i kapusta,
są też makówki, aż śmieją się usta.
Ten jeden raz w roku zapomniane błędy,
uśmiechy radosne, śpiewanie kolędy.
Opłatek w ręku, składamy życzenia,
zdrowia i radości co życie odmienia.
Nie mamy Gwiazdora a Dzieciątko mamy,
ono niesie prezent na który czekamy.
Czasy się zmieniają, Tradycja została,
być razem w Wigilię to radość nie mała. Hanna

gwiazdeczkaMimo że nawet święta bożenarodzeniowe się skomercjalizowały, to jednak wiele tradycyjnych potraw i obrzędów pozostało w naszym narodzie. Aż smutno się robi, że może kiedyś to przeminie i pozostanie tylko plastikowa choinka z plastikowymi bombkami prosto z Chin oraz uszka kupione w markecie razem z barszczem z torebki. Dobrze, że na swoim blogu umieszczasz wspomnienia różnych osób, może małolaty sobie uświadomią, że kiedyś inaczej bywało. Anna

gwiazdeczkaO ile się nie mylę opłatek to nasza polska specjalność i piękny zwyczaj. W tym roku pewnie pojadę do wujka- brata mamy- i mojego chrzestnego. Cała rodzina siądzie przy dużym stole, aż uginającym się od pysznych dań. Ciocia oraz jej siostra gotują cudownie. Ilekroć tam przyjeżdżam zachwalam pod niebiosa ich kulinarne dzieła sztuki. Wszyscy są bardzo rodzinni toteż z prawdziwą przyjemnością siedzimy razem przy stole i rozmawiamy. Erinti

gwiazdeczkaU mnie ze świętami różnie – raz są, raz ich nie ma. A tak naprawdę to były tak długo, dopóki nie odkryłam, że Mikołaj to śliczna fikcja. Strona kulinarna świąt nigdy mnie nie interesowała – jedyne co lubiłam to zupę grzybową z leśnych grzybów z cieniutkim, lanym makaronem i pierogi z grzybami. Reszta była dla mnie „niejadalna”, łącznie z ciastem drożdżowym i makowcem, bo miały dużo skórki pomarańczowej. Kompotu z suszu też nie tolerowałam. Gdy poszłam  „na własne”, tradycją stały się wyjazdy w góry, 30 minut przy stole a potem spacer lub kulig. Gdy już wreszcie doczekałam się własnego mieszkania zaczęłam interesować się co jedzą inne nacje z okazji  tych świąt i wprowadzałam coraz to inne potrawy. Tym sposobem płynę spokojnie pod prąd tradycji. (…) Wigilia wcale nie jest postnym dniem, już nawet nasi księża wreszcie o tym mówią. Wyznaję zasadę, że przed świętami nie należy szaleć z  zakupami i gotowaniem, a w święta starać się być z rodziną i robić to, co się lubi i nie wysiadywać godzinami za stołem. Malo tradycyjna ze mnie osoba. Anabell

 gwiazdeczkaTradycja to także wspomnienia. Chyba najmocniej utkwiła mi w pamięci wigilia w naddunajeckiej wsi Tylmanowa. Byłam tam na święta w połowie lat 70. Wieczerza wigilijna była bardzo skromna. Moi gospodarze mogli na wigilijny stół podać tylko… jajecznicę. Była to najsmaczniejsza jajecznica jaką jadłam w życiu. Potem była góralska pasterka i to dopiero było piękne. Tylmanowa ma opinię najpiękniej śpiewającej wsi na Podhalu. Pleciugapleciugowska

gwiazdeczkaKiedy byłam mała najbardziej podobały mi się same przygotowania do świąt. Mieszkaliśmy 5-osobową rodziną w jednej izbie, która była jednocześnie pokojem i kuchnią, tak ciasnej, że choinka była stawiana na oparciu łóżka, bo gdzie indziej nie było na nią miejsca. Jak się budziłam wystarczyło wyciągnąć rękę żeby zdobyć jakiś smakołyk – jabłuszko, orzeszka czy cukierka. A w dzień dom napełniał się zapachami przygotowywanych potraw – wszyscy byli w jakiś sposób zaangażowani w te przygotowania: mielenie maku, ucieranie sera w makutrze – zazwyczaj jedna osoba trzymała miskę a druga ucierała puszystą masę z żółtek cukru, masła i sera – lubiłam podjadać te pyszności, a że byłam najmłodsza uchodziło mi to na sucho.

Pamiętam że kiedy przeprowadziliśmy się potem do dużego mieszkania w blokach i kupiliśmy mikser autentycznie żal mi było tego ucieranego ręcznie sera i tej choinki pachnącej nad łóżkiem (w blokach mieliśmy już sztuczną).

Kiedy zaczęłam przygotowywać święta w swoim domu, także włączałam w te przygotowania dzieci – to do nich należało wiązanie nitek do cukierków które wieszały na choince czy pomoc w przygotowywaniu świątecznych ciast (też lubią podjadać sernikowe słodkości). W ubiegłym roku moje studiujące dzieci z zapałem lepiły razem ze mną wigilijne pierogi z kapustą i grzybami. I właśnie takie chwile wspólnej pracy żeby w domu było pięknie i by na stole znalazły się własnoręcznie przygotowane pyszności tworzą dla mnie magię świąt – magię którą wydaje mi się że udało mi się przekazać własnym dzieciom. Jadwiga Borkiet

gwiazdeczkaRodzinę miałem dość liczną i różnorodną religijnie i światopoglądowo (opisałem to tutaj:

http://anzai.blog.onet.pl/2009/12/24/ten-jeden-magiczny-dzien/
https://bezkomentarza.wordpress.com/2009/12/24/ten-jeden-magiczny-dzien/#respond,)

ale problem zawsze był ten sam. Jak miałem kilka lat, to nie mogłem się doliczyć i zapamiętać tych starszych ode mnie. Teraz nie mogę zapamiętać tych młodszych… Na wigilię każda rodzina przynosiła swoje specjały, i tego nie dawało się zapomnieć. Można było nie pamiętać ciotki, ale jej makiełki, albo śledzik wujka, czy uszka z barszczem kogoś innego zawsze były rozpoznawane… Anzai

gwiazdeczka Ale piękna nam wyszła wspólna Księga Wspomnień! Unikat – jak sądzę! Bet

 Dziękuję wszystkim za wpisy.

Wspominanie… wspominaniem… Ale czas  już zalewać.

https://aleblogowanie.wordpress.com/2009/12/07/wielkie-przedswiateczne-zalewanie/

34 uwagi do wpisu “Świąteczna Księga Tradycji cz.III

  1. Dobry wieczór alEllu, te wspomnienia zebrane razem to wspaniały pomysł!! Wyszło tak uroczyście, a swojsko. Dla mnie bomba choinkowa i czub razem wzięte.Całusy :):)

    • Nawet nie przypuszczałam Ana, że aż trzy części wyjdą, tak kochani Goście kominkowi we wspomnieniach dopisali. Jednak w komentarzach te wszystkie tak ciekawe wpisy nie są tak widoczne w sieci, to postarałam się, by wyeksponować w notkach.

  2. Elżunia ubrała sobie czapeczkę mikołajkową i uśmiecha się..A tuż z tyłu płoną góry,płoną lasy! Elżuniu,larum grają! Czas hełm nakładać i gasić!

  3. Witam serdecznie Elu Droga i Wspaniali Goscie , jak tu pieknie i cieplo , milutko sie czyta, kazda wypowiedz swojska nasuwa nowe wspomnienia, Pamietam moja pierwsza Wigilje w Holandii, ojjjjjjjjjjjj, kiedy to bylo, wiem, ze plakalam i tesknilam za Domem Rodzinnym i Polska.Moja nowa rodzina robila wszysko , by sie pokazac jak z najlepszej strony, ” he, Zachod – wowczas myslalam, to cos nowego a moze lepszego”oj, jakze sie zawiodlam. Oni wszyscy tu zyli bardziej skromnie i oszczedniej jakby sobie czlowiek mogl pomyslec.Kiedy wreszcie otrzymalam klucze od mojego pierwszego domu i urzadzilam moja piersza POLSKA WIGILJE, byl to Raj dla Holendrow, czego oni nie rozumieli i nie znali.Erintri wspomniala, ze oplatek to tylko i wylacznie polska tradycja i zgadza sie calkowicie, bo kiedy moi goscie holenderscy podziwiali moj stol swiateczny , wowczas wedlug tradyjnych wspanialosci ,12 polskich potraw, na oplatek popatrzyli i kazdy pytal z osobna tym samym zdaniem,,,,,, – ” co to za papierek ” ” do czego sluzy „, czy musze wiecej tu sie wywodzic, wszystko bylo proste, Pozatym wieczor wigilijny byl piekny. Tesciowa moja powiedziala, ze byl to wieczor „krolewski”, ktorego nigdy nie zapomniala.Rok nastepny bylam w domu rodzinnym, jakze cieplo sie robi na sama mysl, coz nie wszystko trwa wiecznie, w wypadku emigracji.Dzisiaj synowie moi decydyja, ktora z potraw Babci stanie na naszym stole wigilijnym.Pozdrawiam Ciebie Elu i Gosci przedswiatecznym nastrojem i cieplem serc wszystkich.

    • Berto, jak Ty potrafisz się cieszyć rzeczami, które w tym pędzącym jak oszalały skomercjalizowanym świecie gdzieś się często gubią. Ta wielka umiejętność nie każdemu dana, a szkoda…Serdeczności Berto!

      • witaj alEllu, nie mialam czasu wczesniej by sie wpisac, chociaz zagladalam.Dzieki Elu, ze zauwazylas , ze w tej pogoni ludzie sie traca i traca wartosci .Ale to dluga dyskusja i roznorodne czynniki.Moj punkt widzenia to moje pochodzenie nastepnie moja emigracja. Chociaz Holandja to nie tak odlegle.Uksztaltowana w dwoch systemach ,poprzez kontak z ludzmi i roznych narodowosci ,na podstawie wlasnego doswiadczenia, powodzen i niepowodzen w zyciu moim, z kontaktu z ludzmi o roznych problematykach (zawodowo), mozna wiele powiedziec.Zalezy od czlowieka indywidualnie w jaki sposob zmiany w tym pedzacym swiecie przystosuje, ktore wartosci przekaze mlodemu pokoleniu.”Tak, tak nie nalezy pedzic zachlannie”Dlatego na stole swiatecznym na zachodzie wsrod smakow i wystaw , ale nie typu Aldi tylko kuchni swiatowych wsrod roznorodnosci i przepysznosci owocow i warzyw Dalekich Krajow, u mnie zawsze bedzie dominowac polska potrawa.Na stole wigilijnym zawsze uszka z barszczykiem czerwonym, z ciast makowiec, Reszta to juz roznorodnosc wszystkiego duzo, ale , jest zawsze ale, u mnie musi byc naprawde zdrowo.Ktos powie lub pomysli, po co ona to pisze?, To co wychwalaja Polacy na zach, tzw: Stolbrood, ciasto drozdzowe z duzym rodzajem rodzynek i nadzieniem z migdalow, na okres przepracowany w swiateczne opakowanie nazywa sie Keerststol, podawany zawsze w 1-szy dzien swiat przy sniadaniu.Co tu jest tak wychwalac, no smaczy jest, rowniez ciezkostrawny. mamy to na codzien , dlatego moj polski makowiec jest czyms czego tu nie znaja i dominuje, „smaczna nowosc”jeszcze smaczniejsza dla mnie bo uczucie polskosci i wspomnienie domu rodzinnego.To moja radosc Jezeli ktos pomysli no takiej to dobrze, pieniedzy nie brakuje i moze sobie ryby wod cieplych po indonezyjsku serwowac czy suhi lub bifsztyk z kanguru lub strus na grilu stolowymMysle zawsze o tych, ktorzy maja pieniadze, a nie maja zdrowia i walcza o zycie, Wlasnie od tej grupy tu w Holandii, nauczylam sie patrzec i cenic zycie z innej perspektywy.Zycie jest krotkie i nalezy je cenic tradycje sa bardzo wazne i wazny jest czlowiek, bez wzgledu na kolor skory czy pochodzenie i religje, nalezy sie szacunek dla kazdego i kazdej tradycji.pozdrowienia serdeczne, zimno i szaro, ciagle mam nadzieje, ze swieta beda biale.

        • U mnie Berto dalej śnieg, choć teraz już nie jest śnieżno biały. Robi się pośniegowe błoto. A może lepiej niech nie zasypuje nas na święta? Sama nie wiem, co lepsze. Jak pomyślę o zawianych i zamarzniętych pociągach w polu, o odwołanych autobusach… a dużo ludzi będzie przed świętami przemieszczać się.

          • witaj serdecznie Elu, spokojnie u Ciebie, pewnie wszyscy zagonieni.A co do zimy masz racje, tylko ze nie zawsze sa problemy z komunikacja.fajnego dnia zycze.

          • wlasnie doszlo do mnie, ze sypie i to strasznie w Polsce, moze nie w kazdym regionie, siostra moja jest rzeczywiscie zasypana, Fajnie jest jak sie ma czas lub umie sie go wygospodarowac i siedziec spokojnie.U mnie tez spokojnie, jutro przywioze zamowiony mak w sklepie u Chinczyka , tutaj nikt maku nie uzywa i nie ma go w sprzedazy, nie wiedza co z tym zrobic.Wiesz taka ciekawostka, w Holandii czosnku nie znali, przyszlo to z migracja robocza Turkow i Marokanow, w latach 60-tych. Koperek widza w sklepie, ale nie wiedza jak i do czego sluzy, dopiero teraz holenderki zaczynaja sie interesowac kuchnia domowa i prubuja robic obiady domowe, inaczej zawsze bylo wszystko gotowe,nigdy nie poswiecily wiecej czasu na gotowanie jak 30 min.Sa tez wyjatki pan ale malo, przy tej technice i modernizacji nawet zrobienie pierogow nie jest ciezkie i dlugie, a jak pomysle sobie ile to bylo za czasow Babci i Mamy mojej gotowanie i pieczenie, jeszcze pamietam, ze chodzilismy z ciastem do piekarni miejskiej.szynki sie marnowalo i do wedzenia zawozilo, ooooooo, kiedy to bylo. Skonczylo sie na zakupieniu nowej kuchni z piekarnikiem i niedalej potem prodziza elektrycznego, a ja nawet nie zmywam bo robi to maszyna. Czy to mozna by bylo porownac z pierwsza pralka z korbka, ha, to sa cieple wspomnienia ,Elu, czy bylas kiedys w jednym z panst zachodnich Niemcy czy Francja np. wiem , ze lubisz podrozowanie, czy wybralabys sie do Holandii, gdybys miala okazje, poprostu jestem ciekawa i wiem, ze Ciebie interesuje wszystko na temat zycia krajow i spoleczenstw, wiesz to ciekawe zobaczyc jak tu zyje taka ogromna ilosc narodowosci w jednym malym panstwie.

          • > wlasnie doszlo do mnie, ze sypie i to strasznie w Polsce,> moze nie w kazdym regionie, siostra moja jest rzeczywiscie> zasypana,Tak Berto, niektóre regiony są tak zasypane, że problem jest z dojazdem do szkól i zakładów pracy. Niektóre szkoły zamknięto, a do pracy ludzie się spóźniają. U mnie jest tak w normie. W sumie ładnie.> Fajnie jest jak sie ma czas lub umie sie go wygospodarowac> i siedziec spokojnie.U mnie tez spokojnie, jutro przywioze> zamowiony mak w sklepie u Chinczyka , tutaj nikt maku nie> uzywa i nie ma go w sprzedazy, nie wiedza co z tym zrobic.Ja w zasadzie mak używam tylko na święta. Na co dzień nie chce się go ukręcać, a gotowa masa makowa z puszki nie smakuje mi. Ma konsystencję zanadto wodnistej mazi.> Wiesz taka ciekawostka, w Holandii czosnku nie znali,> przyszlo to z migracja robocza Turkow i Marokanow, w> latach 60-tych. Koperek widza w sklepie, ale nie wiedza> jak i do czego sluzy, dopiero teraz holenderki zaczynaja> sie interesowac kuchnia domowa i prubuja robic obiady> domowe, inaczej zawsze bylo wszystko gotowe,nigdy nie> poswiecily wiecej czasu na gotowanie jak 30 min.Mamy w rodzinie Holendra. Ostatnio był na 1 urodzinach synka mojej bratanicy. Ogromnie mu wszystko smakowało. Powiedział, że takiego dobrego obiadu nigdy nie jadł. A na weselu po prostu wymiękł, jak zobaczył stół. Tyle jadła w życiu na jednym stole nie widział.> Sa tez wyjatki pan ale malo, przy tej technice i> modernizacji nawet zrobienie pierogow nie jest ciezkie i> dlugie, a jak pomysle sobie ile to bylo za czasow Babci i> Mamy mojej gotowanie i pieczenie, jeszcze pamietam, ze> chodzilismy z ciastem do piekarni miejskiej.> szynki sie marnowalo i do wedzenia zawozilo, ooooooo,> kiedy to bylo. Skonczylo sie na zakupieniu nowej kuchni z> piekarnikiem i niedalej potem prodziza elektrycznego, a ja> nawet nie zmywam bo robi to maszyna. Czy to mozna by bylo> porownac z pierwsza pralka z korbka,> ha, to sa cieple wspomnienia ,Tak, dzisiaj znacznie szybciej się gotuje. Nawet własne wyroby szybciej się robi. Jak sobie przypomnę szlamowanie kiszek na kiełbasę, czy kręcenie mięsa na pasztet (babcia wymagała 6 krotne przekręcanie) w maszynce na korbę, to ręce mi opadają na samą myśl.Co do maszyny zmywającej, to u mnie przeważnie stoi „odłogiem”. Mało mam naczyń do mycia i musiałabym tydzień zbierać brudne, żeby zapełnić. Mycie 2 filiżanek i 2 talerzy w zmywarce nie opłaca się.> Elu, czy bylas kiedys w jednym z panst zachodnich Niemcy> czy Francja np. wiem , ze lubisz podrozowanie, czy> wybralabys sie do Holandii, gdybys miala okazje, poprostu> jestem ciekawa i wiem, ze Ciebie interesuje wszystko na> temat zycia krajow i spoleczenstw, wiesz to ciekawe> zobaczyc jak tu zyje taka ogromna ilosc narodowosci w> jednym malym panstwie.>Poza Belgią i Holandią to wszędzie byłam na zachodzie i południu Europy. Od strony społeczeństwa najlepiej znam Francję (tam mieszkałam, pracowałam i uczyłam się jakiś czas) oraz Hiszpanię z racji pobytów oraz zaprzyjaźnionych rodzin hiszpańsko-polskich. Obecnie, choć świat stoi dla nas otworem, a na Europę nawet paszport niepotrzebny, podróżuje mniej niż kiedy. Trochę fatygi kosztowało załatwienie paszportu, ale stać było na jeżdżenie po Europie. Dzisiaj niepotrzebny paszport, ale nie stać. Strefa ero jest po prostu zbyt droga dla mnie.Najbardziej nie spodobało mi się u Niemców, bo zabraniali mi się myć codziennie. Tylko ręce, stopy i zęby hi, hi, a ja byłam przyzwyczajona do codziennego prysznica i wanny przynajmniej 2 razy w tygodniu. To było dla mnie nie do pojęcia. Ciort z waszym dobrobytem, pomyślałam, jak nawet na higienie oszczędzacie. A jak u jednej rodziny zobaczyłam skarbonkę przy klozecie, za użycie którego trzeba było zapłacić wrzucając pieniądze do skarbonki, to w głowie mi się to po prostu nie zmieściło… Berto droga, życzę, żeby i w Twoim otoczeniu zrobiło się biało. Będzie bardziej nastrojowo na święta. Niech jednak za mocno nie zasypuje, by ludzie mogli bez kłopotów przemieszczać się w gościnę.

          • przyjemnie jest wiadomosci wymieniac i rozmawiac na temat z kims kto to dobrze zna i nie tylko od strony finansowej, w jaki sposob to osiagneliOt cala prawde napisalas, ja w latacha 80 tych nie zachwytalam sie tym swiatem, jedynie co mnie intrygowalo to technika i zabezpieczenie zycia sosjalnego dla tych ktorzy nie maja.Panstwo daje wiele ludziom ale spoleczenstwo to w chwili obecnej jest nauczone dostac za darmo i po co pracowac.Najbardziej dla mnie jest bolesne ze w Polsce ludzie nie maja prawa do socjalnych warunkow i leczenia. Dla mnie to jest jedyne, co jest naszszemu spoleczenstwu potrzebne.Jezeli zna sie glebiej problemy i rozwoj co i jak w jakich latach sie wydarzylo i lepiej rozwinelo, to mozna w sposob latwiejszy zrozumiec przyczyny swiatowych problemow.dzisiejszego kryzysu.Ciesze sie bardzo, ze Ciebie poznalam, tez zycze Ci dnia dobrego, spokojnego tygodnia przedswiatecznego.p.s: ja tez robie to tylko na swieta, ale przyjemnosc jest w tym duzo, wlasnie swieta to tradycja i spotkania sie rodzin pod jednym dachem oraz innych ludzi. Przeszlosc jest tradycja i pieknym wspomnieniem, przyszlosc niesie wiele znakow zapytania, oczekiwanie na lepsze.Nie dobrze jest ze wartosci sie zatracaja

          • Bardzo ciekawe jest to wszystko, co piszesz Berto. Wzbogaca wiedzę i poszerza spjrzenie na różne zgadnienia.

          • Dziekuje alEllu, wlasnie dlatego jestem dla Polakow tutaj inna i z innej strony patrze na wszystko.tak to jest kazdy ma swoje .Wiesz tutaj , w mojej dzielnicy mieszka duzo Polakow.Sa to emigranci tak jaka ja, rozne malzenstwa, pomieszane i polskie, sa rowniez w ostatnich latach naplywowi pracownicy czasowi, rowniez przejezdni z roznych transportow.My sie bardzo od siebie roznimy, mamy inne spojrzenia i wartosci Coz matrialisci zawsze maja tylko jedno na oku a ludzie kochajacy zycie , pracuja po to by zyc a nie ciulac, tka to roznica.Szkoda, ze niewiele osob pokazuje wlasnie ta prawde, .Mnie np: bardzo interesuje i chcialabym z kims szczerze o tym porozmawiac, roznice pomiedzy komunizmem i wartosci spoleczenstwa a kapitalizmem .Bardzo obszerny temat, Mam nadzieje, ze kiedys sie spotkamy, napewno u mnie w Holandii.Pozdrawiam serdecznie,ps; pada i pada na zmiane, deszcz ze sniegiem i snieg , nie wymarzona to pogoda.Zauwazylam Elu ze robie bledy wybacz, wiem ze mi sie to zdarza, poprpstu nie wiem dlaczego.

          • Berto droga, a nie pomyślałaś o założeniu dla siebie bloga? Masz tyle ciekawych tematów do zaoferowania i przedyskutowania. Błędami się nie przejmuj, zdarzają się, gdy się szybko pisze, szczególnie komentarze. Kliknie się „w „publikuj” i już nie masz odwrotu. Co innego w notce, którą można edytować i poprawić pomyłki.A o blogu pomyśl. Szczerze zachęcam i jeśli się zdecydujesz, służę pomocą.Śnieg z deszczem, to paskudna pogoda. Lepiej sam śnieg. U mnie świeci słońce i jest duży mróz. Właśnie wybieram się na pocztę wysłać tradycyjne kartki świąteczne.Uściski i buziaki!

          • dziekuje Elus, nigdy sie nie zastanawialam, ewentualnie czy to cos dla mnie, moze kiedys, zobacze, narazie nie mam czasu, ale napewno kiedys na emeryturze? Wiesz narazie ciesze sie odwiedzinami Ciebie i zachwycam sie Twoim piorem ale nie tylko, bo rowniez wprawiam sie w pisaniu, czyli juz jestem na lekcji u Ciebie, o reszcie dam znac, wiem napewno jak sama zauwazylas, ze moje inne spojrzenie i porownywanie moze wiele pomoc lub w gleboka dyskusje wprowadzic. A jest tego duzo. Prawdopodobnie stanie sie to moja druga pasja po malowaniu, Obecnie zawodowo i prywatnie zajmuja mnie problemy ludzi chorych i potrzebujacych pomocy ale jest wiele innych , malo czasu.dziekuje raz jeszcze za zachete, narazie z przyjemnoscia czytam Ciebie , bay, bay, Zycze Ci przyjemnego wieczoru, mam nadzieje, ze u Ciebie na strychu jest okei.

          • Berto, na strychu na razie ok. Trzeba mieć jednak stały nadzór, więc do wiosny nie ma mowy o jakimkolwiek wyjeździe.

          • bede trzymac ” kciuki” za niezasypywanie na strychu Twoim.. Buziaki, chyba sie rozminelysmy, bay,

  4. Czytając umieszczone na Twoim blogu rozważania na temat świąt, a w szczególności Wigilii, wydaje mi się, że najważniejsze było przygotowanie. Przede wszystkim zapach pasty do podłogi, zapach drzewka świeżo przyniesionego z lasu oraz zapach gotowanego bigosu.Samo przygotowanie i oczekiwanie było chyba najważniejsze nawet dla dzieci.

    • Anno, zawsze lubiłam ten czas oczekiwania i dzisiaj też lubię. Nie lubię pośpiechu i takiego dzisiejszego „zwariowania”, ale u nas w domu nigdy tego nie było. To był zawsze i jest czas spowolniony i przyjemny.

  5. „Kolęda dla nieobecnych”- wzruszając jakże piękna , wyciskająca łzy i przywołująca wspomnienia. Znów sobie jej posłucham , a także tej góralskiej „to jjuz pora na Wigilię… Pozdrawiam

    • Kolędy Zbigniewa Preisnera mają brzmienie takie inne od tych słuchanych przez dziesiątki lat. A ta ze słowami Wandy Chotomskiej „To już pora na Wigilię” jest wyjątkowa.

  6. Tradycje zwyczaje takie to piękne. I ten czekający talerz Ile z nas przyjęłoby do tego pustego talerza zabłąkanego wędrowca? Pozdrawiam

    • Zbłąkanych wędrowców raczej nie widać obecnie w Wigilię, ale nie wątpię, że gdyby się taki znalazł, byłby przyjęty.Najczęściej puste miejsce przy stole wypełniamy ciepłym wspomnieniem.

  7. Pamiętam przystrajanie choinki..,wycinanie z kolorowych kartonów pasków,klejenie z nich łańcuchów i wieszanie na choince…I kradzież z choinki tych cukierków czekoladowych..Bida była i takie cukierki tylko od święta były..W czas Wigilii to wszystkie prawie cukierki z choinki były już pożarte. To ja z siostrą..Pamiętam też zawzięte kręcenie korbą maszynki do mielenia maku do makowca..I ten zapach smażonego przez Matulę karpia..Ech..łza się w oku kręci..

    • Cichy, tez pamiętam te kolorowe łańcuchy z pasków z „zeszytu do wycinanek” – o ile pamiętam, tak się nazywał zeszyt z kolorowym papierem. Robiliśmy tez łańcuchy z papierków po cukierkach. trzeba było jednak pamiętać, żeby na długo przed świętami zacząć zbierać papierki.A mak wolałam ucierać w makutrze. Jakoś lepiej mi to szło, niż przekręcanie przez maszynkę do maku.

  8. Pingback: Ku pamięci dla potomności „smartfonowej” | alE blogowanie

  9. Pingback: Świąteczna Księga Tradycji napisana przez Posiaduszkowiczów | alE blogowanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s