Przyjaciółki dwie

 Arab do żony: ‚robię to w mojej bezgranicznej dobroci i dla Twojego szczęścia. A ty wiesz, że powinnaś się cieszyć, nie sprzeciwiać, kochać mnie i dziękować Allachowi.’

       Nie! Nie! Nie o Arabach będzie historyjka. O Europejkach. „Pierwsza” bojaźliwa, o delikatnej i wrażliwej psychice. „Druga” o silniejszej, dominującej osobowości. Obie uważają się za osoby o dobrym i otwartym sercu. Nie mają przed sobą tajemnic. Posiadają klucze do swoich domów, znają kody i hasła do kont bankowych. Wspierają się i pomagają sobie nawzajem we wszystkim, nawet w robieniu przez Internet przelewów, bo „Pierwsza” nie najlepiej radzi sobie z komputerem. Pełne obustronne zaufanie.

       „Pierwsza” wyjeżdża na wakacje. „Druga” w swej bezgranicznej dobroci, w odruchu wielkiego serca postanawia zrobić przyjaciółce niespodziankę i pod jej nieobecność, bez żadnego uzgodnienia, odświeża i przemeblowuje mieszkanie, w którym miała tylko kwiatki podlewać.

Maluje ściany na swój (nie właścicielki mieszkania) ulubiony kolor, przestawia meble według swojego (nie właścicielki mieszkania) gustu, aby sprawić przyjemność ukochanej przyjaciółce. Nawet obraz wymienia na inny, jej zdaniem ładniejszy, pasujący do nowego wystroju.

       Właścicielka powraca do domu i cóż widzi? Ściany, które jej się nie podobają, bo kolorystyka absolutnie nie w jej guście. W dodatku gryzą się z pokrowcami na fotelach i kanapie, które w pocie czoła z pomocą innych koleżanek szyła, by harmonizowały z kolorystyką wnętrza. Meble, wśród których niezręcznie się porusza, przyzwyczajona do dawnego lubianego i akceptowanego przez lata porządku.

Zważając jednak na poryw dobrego serca przyjaciółki i nie chcąc urazić jej uczuć, jakie w swe dzieło włożyła, stara się sprawiać wrażenie zadowolonej.

       Z czasem postanawia odzyskać ulubiony obraz. Kiedy już go odnajduje, pojawia się nieprzyjemne uczucie zwątpienia i rezygnacji:

– Przecież „Druga” codziennie do mnie przychodzi.  Co będzie, jak znowu urządzę się po swojemu? Niech już więc tak zostanie, jak ona zrobiła. Kocham swoją przyjaciółkę i nie uczynię jej takiej przykrości…

       Historyjka z malowaniem mieszkania jest wymyślona, ale… Czyż tak nie bywa w innych, drobniejszych sprawach? Czyż nie doświadczamy niekiedy  „arabskiej dobroci dla naszego szczęścia”? Niech Allach czuwa nad tymi, co takiej „dobroci” doświadczają, a mnie od niej uchroni. Amen.

       Historia trochę przerysowana, choć dobrze oddaje nasze skłonności. Mamy tendencje przypisywać ludziom podobne myśli, uczucia, upodobania jakie sami mamy – i trzeba sporo uważności by się z tego nawyku wyzwolić i nauczyć słuchać tego co do nas mówią i patrzeć na świat oczami innych ludzi.  

Z drugiej strony mamy idiotyczne przekonanie, że lepiej udawać zadowolenie niż powiedzieć co naprawdę myślimy jeśli przypuszczamy że moglibyśmy zrobić tym komuś przykrość. A przecież nawet przy nietrafionym prezencie można powiedzieć szczerze że doceniamy pamięć i starania związane z przygotowaniem prezentu, jednak na przyszłość większą przyjemność sprawiłoby nam pudełko czekoladek, pachnący kwiatek, ładna serweta czy inny drobiazg z którym nie będzie kłopotu.

Prawdziwy przyjaciel doceni szczerość nawet jeśli zrobi mu się przez chwilę przykro że jego prezent nie spodobał się tak jak tego oczekiwał.  A z kimś kto się obrazi raczej nie warto podtrzymywać kontaktów. Jadwiga 2011-05-16

57 uwag do wpisu “Przyjaciółki dwie

  1. To tak samo z niechcianymi prezentami. Wypada się cieszyć i dziękować, a w środku człowieka skręca z niezadowolenia. Mało, tego, trzeba te niechciane prezenty używać, ubierać się w nie…aby nie zrobić ofiarodawcy przykrości… Jak z takiej sytuacji wyjść aby nikogo nie zranić ? Może ktoś wie?

    • Znam historyjkę, że prezent imieninowy wrócił do osoby, która 3 lata wstecz go kupiła dla innej solenizantki. Nawet tą samą wstążeczką zawiązany, którą doskonale rozpoznała, bo sama rysowała na niej serduszka. Czy to dobry sposób na niechciany prezent? Podać dalej? hi, hi…

      • Fatalny ! Chyba, że taki prezent opiszesz od kogo i kiedy „dostany” – po to aby posłać go dalej na bezpieczną odległość od ofiarodawcy. Wyobrażam sobie jak czuje się osoba obdarowana własnym prezentem….

        • A może to obdarowujący czy, jak to w notce nazwałam „arabski dobroczyńca” powinien się zastanowić i zweryfikować odruchy swojego dobrego serca, a nie obdarowywany martwić się, jak wyjść z „potrzasku”, albo w ogóle nie mieć wyjścia, bo może nie wypada?Ja osobiście takich problemów nie mam. Jeśli mi ktoś życzy wesołych świąt przy suto zastawionym stole w gronie rodzinnym, a ja np. marzę o nartach w Dolomitach bez rodziny i akurat tam się wybieram, to mówię wprost: ” o nie! za takie życzenia to ja dziękuję. Niech się nie spełnią! Ale milo, że pamiętasz o mnie”.

          • Ze słownymi życzeniami można tak zrobić, gorzej z „rzeczowymi”…. przecież nie oddasz mówiąc: ” marzę o pierścionku z brylantem…” hi,hi… a może jednak to jest jakiś sposób ?

          • Nie wiem, czy wszyscy, ale Hiszpanie, których znam mają to opanowane. Nie podarują niczego, co się nie przyda. Wszystko wyrażają jasno i zrozumiale, wiadomo o co chodzi i na co można liczyć. Nawet w tak prozaicznej sprawie, jak pójście do baru. „Chodź ze mną do baru. Ja płacę za jedno Twoje piwo”. I przy stoliku nie ma potem żadnych „niezręcznych” sytuacji. Jak prosiłam o radę w sklepie przy zakupie, to zawsze słyszałam: „tobie ma się podobać, ja tylko powiem, czy jakościowo z tej firmy jest dobre”. No ale… ładne? pytam. „A podoba Ci się?” Tak.Bardzo podoba! „No to piękne. teraz mówię o jakości, bo się znam na tym”.Jak chciałam zanieść drobne prezenty do strażaków hiszpańskich, to od razu zostałam zapytana, ile mam prezentów? Odpowiedziałam: kilka.” A wiesz ilu jest strażaków dzisiaj na służbie?” Nie! Skąd mam wiedzieć. „To zadzwoń i zapytaj. Jeśli jest 20 a prezentów masz 5, to wcale nie dawaj prezentów, bo wprawisz ludzi w zakłopotanie. Jak się podzielą?

          • A ja uważam, że to nie obyczajowość, tylko… nie wiem co? Może brak rozmów? Pytań? Słyszenia i widzenia? Dlaczego niektórzy obdarowują czymś, co ucieszy? Otrzymuję przesyłki od osób nie znanych mi osobiście, a tylko z bloga i zawsze trafione 100/100. Może po prostu trzeba mieć wyczucie i nasłuchiwać?No zupełnie rozbroiła mnie np. przesyłka wagi z hakiem, kiedy napisałam na blogu, że szłam do zieleniaka zważyć zapakowaną walizkę. Cieszyłam się jak dziecko z tej wagi. A więc jednak można utrafić z prezentem…To co to? Obyczajowość??? Co tu ma obyczajowość???

          • No i nakrzyczała na mnie… nieobyczajnie, hi,hi… Myślę, że tzw wyczucie jest tu najważniejsze ale tego nie da się nauczyć..takie coś się ma albo nie ma. Słuchanie, owszem też ważne oraz prawdziwa chęć zrobienia komuś przyjemności.

  2. Witaj Elu. Ta druga była typem o dominującej osobowości wiec z góry założyła, że po rewolucji w mieszkaniu tej pierwszej nie zostanie za to zbesztana. A więc wygrała dominacja. Pozdrawiam

    • Kolekcjonerze, założenie założeniem, ale po jakie licho „uszczęśliwiać” w taki sposób i bez prośby/wiedzy uszczęśliwianego? Ponosząc zresztą przecież trud przy tym. Trzeba być chyba bardzo pewnym siebie (jakim jeszcze???), by uważać, że to co się zrobi według własnej recepty, zwyczajów i upodobań, będzie super dobre dla drugiego człowieka.

  3. Witaj alEllu, ja tylko pozwolę sobie podpisać się pod słowami -andante-!!! Sama takich „wyrazów” hi,hi nie używam.Serducho Ty moja alEllu.ślę *:):)

    • Anafigo, ja się podpisuję tysiąc razy, bo to święte słowa i każdy powinien nauczyć się ich na pamięć. Nawet dzieciom trzeba to wpajać, o! :)))

  4. Witaj aEllu ! niezły „pasztet” wyszedł z tego uszczęśliwiania. Trudno powiedzieć jak bym się w takiej sytuacji zachowała,może również pod nieobecność przyjaciółki zrobiła małe przemeblowanie w jej mieszkaniu według własnego gustu i czekała na „zadowoloną ” minkę przyjaciółki ….hi,hi,hi !!! Podobno dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane:)))Dlatego bądzmy szczęśliwi bez uszczęśliwiania się na siłę.aEllu moc serdeczności przesyłam !!!!!

    • Alicjo, ja bym się chyba zapłakała, gdyby ktoś „przemeblował” to co lubię i mi się podoba.Dla Ciebie też serdeczności Alicjo:)

  5. Hej, mozna powiedziec, ze to afrykanskie danie : ra-ta-tuj, ale nawet to nie poasuje, ile przyjazn jest warta, jak dominancja chce gorowac ???? STRASZNE, mysle, ze to nalezy przyjaciolce glosno powiedzec, ????pozdrawiam alElu, pada, ale malutko,

  6. Co to za przyjaciółka, która nie zna gustów i upodobań swojej kumpeli? Dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Takie historie zdarzają się bardzo często wbrew pozorom.To nawet nie dominacja a kompletny brak wyczucia.Dla drugiej strony to dosyć dokuczliwe jeśli nie jest w stanie powiedzieć przyjaciółce co myśli o tej sytuacji. Pozdrawiam serdecznie

    • Hanno, ogromnie to dokuczliwe i osoba, która ma opory przed powiedzeniem, co myśli o sytuacji, szkodzi sobie i sobie samej przysparza cierpienia. „Uszczęśliwiający” przecież robiąc coś według własnego upodobania, psuje przy okazji to co mamy zrobione według swojego gustu. Jest to więc wręcz psucie/niszczenie!

  7. W 1998 r. pojechaliśmy z żoną do znajomych w Kanadzie. Ze zdjęć wynikało, że możemy samotnie zamieszkać prawie dwa miesiące w ich super domku letniskowym. Chcąc się odwdzięczyć postanowiliśmy w czasie pobytu odświeżyć ich domek. Położyliśmy nawet kafelki w jednej z mniej używanych łazienek, i boazerię w loggi (była surowa ściana). Przed powrotem znajomi przeprosili za zmianę planów i zaproponowali pożegnanie na lotnisku. Po kilku miesiącach otrzymaliśmy zdjęcia ich nowego domku letniskowego. Poprzedni ekipa budowlana … rozebrała zaraz po naszym wyjeździe. Gdybym wcześniej przeczytał ten post …

    • Ojjjj Anzai… Anzai… Ja bym się chyba zapłakała na śmierć, gdybyś coś takiego bez uzgodnienia ze mną zrobił w moim domku. A jeszcze gdyby nie było mnie stać na rozbiórkę Twojego „dzieła”…Pomoc tak, ale Ty wykonałeś karygodną samowolkę hi, hi…

      • Nam też się chciało płakać, gdy się dowiedzieliśmy, że mieszkaliśmy, i wyremontowaliśmy domek przeznaczony do rozbiórki. Ale żona przypomniała wtedy opowieść Czechowa o rozbitej wazie, i od razu nam się humor poprawił.

          • Może to nie Czechow, ale jakiś równie dobry pisarz rosyjski opisał sytuację w środowisku carskich urzędników wyższego szczebla. Otóż na ważnym przyjęciu jeden z podwładnych niechcąco stłukł wazę gospodarza szefa. Szybko zapewnił gospodarza, że odkupi zabytkową i cenną (jak sądził) wazę. Wazę odkupił, i oddał, ale cena jaką zapłacił na zawsze zrujnowała jego i jego najbliższą rodzinę. Gdy po ponad 20 latach, już jako prawie żębrak, spotkał się ze swoim przełożonym, dowiedział się, że waza była … tanią podróbką, którą gospodarz podarował jakiemuś innemu urzędnikowi, bo i tak mu się nie podobała. Oto prawdziwa waga prezentów, tych chcianych, i nie chcianych. Prawdziwa, bo podkreśla też socjologiczne uwarunkowania decydujące o tym co cenne, a co bezwartościowe. PS A tak a propos, w Kanadzie aby postawić domek letniskowy trzeba tylko kupić piłę spalinową, wystarczy taka za niecałe 100 dol., i już. Kamienie, otoczaki, i bazalty, są za darmo w każdym potoku. Tylko ludzi brak … nadal.

          • Dziekuję Anazai na „wazową opowieść”.A Kanaada? Ja chcę do takiej Kanady. Ale bym budowała i budowała… Jak ja to lubię!

          • Dopiero teraz się zorientowałem, że mogę być źle zrozumiany. Tania podróbka wazy to ta co się potłukła. Ta odkupiona była najprawdziwsza i kosztowała ok. 20 tys. rubli (nb. za ok. 7 mln. car sprzedał całą Alaskę), i ta właśnie cenna poszła jako niechciany prezent dla innego urzędnika. No a Kanada, to Kanada, czuje się tę przestrzeń. Prezenty to jednak też tylko rzecz gustu. Picasso podarował kiedyś swojemu rzeźnikowi obraz, a ten powiesił go na na ścianie, i … na odwrocie wypisał ceny mięsa. Po śmierci Picassa o ten obraz stoczono ciężkie boje sądowe. Nie oceniajmy więc zbyt pochopnie, abyśmy sami nie byli osądzeni.

  8. Historia trochę przerysowana, choć dobrze oddaje nasze skłonności. Mamy tendencje przypisywać ludziom podobne myśli, uczucia, upodobania jakie sami mamy – i trzeba sporo uważności by się z tego nawyku wyzwolić i nauczyć słuchać tego co do nas mówią i patrzeć na świat oczami innych ludzi. Z drugiej strony mamy idiotyczne przekonanie, że lepiej udawać zadowolenie niż powiedzieć co naprawdę myślimy jeśli przypuszczamy że moglibyśmy zrobić tym komuś przykrość. A przecież nawet przy nietrafionym prezencie można powiedzieć szczerze że doceniamy pamięć i starania związane z przygotowaniem prezentu, jednak na przyszłość większą przyjemność sprawiłoby nam pudełko czekoladek, pachnący kwiatek, ładna serweta czy inny drobiazg z którym nie będzie kłopotu.Prawdziwy przyjaciel doceni szczerość nawet jeśli zrobi mu się przez chwilę przykro że jego prezent nie spodobał się tak jak tego oczekiwał. A z kimś kto się obrazi raczej nie warto podtrzymywać kontaktów.

    • Jadwigo, tak, celowo przerysowałam, ale po komentarzu Anzaia widzę, że wcale z tym remontem nie jest przerysowane.Twoje rady są bardzo mądre Jadwigo. Dziękuję!

  9. Takie „poprawianie” to uszczęśliwianie kogoś na siłę. Zastanawiam się czy uszczęśliwiający chce dobrze dla drugiej osoby, czy dla siebie aby podbudować swoje samopoczucie na zasadzie „ależ ja jestem dobry, tyle robię dla innych!”

  10. Witaj alEllu:)))))) Ja tez doswiadczałam takowych przyjemności. Wręcz drżałam – na samą myśl – czy dalej sprostam zadaniu i nie eksploduję jak pluton na księzycu. To prawda – można zamuldac kogos swymi dowodami np. wdzięczności, przypodobania sie, adoracji itd. Najlepsze – to wyjechac na dłuższy czas i wciąż nie mieć czasu na spotkania – z powodu nawału zajęć. Teraz wiem – ze lepiej „kwiatki poświęcić”, niźli dać klucze. Bo co za dużo – to okazuje się – że to bardzo niedobre, bo gardłem wychodzi..Same serdecznościalEllu:)))))

    • Zolu, ale tu może pojawić się nowy dylemat, a mianowicie „jak zabrać klucze, które się wcześniej dało na stałe” ?

  11. Nie wiem czy robie dobrze opisując zdarzenie w tym temacie tymbardziej iz nie wiem jakie i czy w ogóle miało to zdarzenie jakis koniec.Przed paru laty /chyba juz 8/ poznaliśmy poprzez polchat rodzinkę. On, Ona emeryciarze jak my i córka z mężem /ok. 40/. Byliśmy w ich miejscowości w sanatorium a ponieważ któreś znich miało urodziny kupilismy juz w Opolu w prezencie stację pogodową /fajna, inkrustowana, kilka przyrządów duża i do powieszenia na ścianie/. Mineło 6 lat i znów dostalismy u nich sanatorium. W którymś tam dniu zostalismy zaproszeni do ich znajomych na obiad. U tych znajomych na ścianie, na honorowym miejscu wisiała nasza stacja pogodowa. Przyglądałem się jej z zaciekawieniem a kątem oka widziałem że naszych przyjaciół zmroziło. Gospodyni zauważyła moje zaciekawienie tym obiektem i nie omieszkała się pochwalić że to prezent od naszych znajomych. Mojej Żonie nagle zachciało się wyjść w potrzebie a ja brutalnie wypytywałem o szczegóły a gospodynii perrorowała bez umiaru. Widziec miny naszych przyjaciół – bezcenne. Wielkim wysiłkiem udawałem że nie poznaję a wieczorem ze śmiechu rechotałem jak żaba w ciązy……………….Do dzis nie wiemy czy oni wiedzą że my wiemy ???Pozdrawiam

    • Piotrze, bardzo dobrze, że opisałeś to zdarzenie. Jak najbardziej wiąże się z tematem o naszych skłonnościach, a o tym właśnie m.in. jest notka.A co do stacji meteo? Trzeba się tylko cieszyć, że wisi na ścianie i to na honorowym miejscu. U mnie pewnie wylądowałaby na śmietniku, albo w piwnicy hi, hi, bo ja nie podaję dalej prezentów, tym bardziej tak kłopotliwych, a stacji na ścianie w domu nie chciałabym mieć, ot co!.Nie wiem tylko, dlaczego przyjaciół „zmroziło”, przecież dobrze zrobili, nie wyrzucając na śmietnik rzeczy im niepotrzebnej i niechcianej. Dzięki temu cieszy innych ludzi i chwała, że cieszy.

  12. Elu, obie przedstawione panie nie są asertywne, jedna bardzo zaborczo aktywna chce na siłę uszczęśliwiać, druga nieśmiała i bierna nie potrafi o swoich uczuciach głośno i jasno powiedzieć. Ile takich typów jest wśród nas. Każdej z nas chyba się podobne sytuacje zdarzyły, zarówno te nietrafione czynności wynikające z dobrych intencji, jak i niemoc w przeciwstawianiu się działaniom wynikającym z serca. Nic innego nie zostaje jak uczyć się asertywności, zawsze można przecież.P.S. Spóźnione, ale bardzo serdeczne życzenia dla Kochanej Strażaczki z okazji Jej Święta. Tak jakoś bywałam z dala od komputera, internetu i bloga.

    • Nolu, tak właśnie. Dość często zdarzają się podobne sytuacje. Uczmy się więc asertywności, o! Dziękuję za podpowiedź.Miło mi bardzo z powodu życzeń. Kolejne dziękuję!

  13. Jadwigo ! Przemądra osobo ! Wspaniale skomentowałaś sytuację i tak argumentujesz, że nie można się z tym nie zgodzić. Od dziś będę tak postępować. Postanowiłam.Dziękuję…….!

  14. Ostatnio coraz częściej zauważam, że ktoś z kim rozmawiam nie słucha tego o czym mówię mimo, że najpierw pytał, coraz częściej z tego wynika narzucanie swojego ja i swojej prawdy. Przestajemy słuchać innych i nasze ja jest najważniejsze. Powiedzenie zaś komuś prawdy nawet jak wcale nie jest zbyt drastyczna jest juz w ogóle poza zasięgiem naszych możliwości. Jakieś takie czasy fałszu nawet tego nieinwazyjnego nastały i pewnie dlatego jakoś słabo czuje się w tym świecie. Pozdrawiam

    • Czarny ptaku – coraz więcej ludzi nie tylko nie umie słuchać innych, ale także nie słyszy samych siebie, nie wiedzą co jest dla nich ważne, czego chcą od życia, co dobrego mają do zaoferowania innym.

    • Czarny Ptaku, nie mamy innego wyjścia, jak znaleźć (zbudować?) wysepkę na tym oceanie fałszu, bo utopić się przyjdzie, a przecież i dla nas musi być jakieś do życia miejsce.

  15. Według mnie to jest po prostu niedźwiedzia przysługa. Choć z drugiej strony dobrze mieć taką przyjaciółkę.Serdecznie pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s