Kolorowy Październik 2021 ku pamięci

Udekorowałam dom barwami pięknej Polskiej Złotej Jesieni.

Jednak tegoroczny kolorowy październik jest przepiękny przede wszystkim  ze względu na XVIII Konkurs Chopinowski

Do finału konkursu zakwalifikowało się aż 12 pianistów z 10 krajów.

Koncerty finałowe zagrają:

1. Pani Leonora Armellini, Włochy

2. Pan J J Jun Li Bui, Kanada

3. Pan Alexander Gadjiev, Włochy/Słowenia

4. Pan Martin Garcia Garcia, Hiszpania

5. Pani Eva Gevorgyan, Rosja/Armenia

6. Pani Aimi Kobayashi, Japonia

7. Pan Jakub Kuszlik, Polska

8. Pan Hyuk Lee, Korea Południowa

9. Pan Bruce (Xiaoyu) Liu, Kanada

10. Pan Kamil Pacholec, Polska

11. Pan Hao Rao, Chiny

12. Pan Kyohei Sorita, Japonia

       Na liście znakomitości nie zabrało moich ulubieńców. Jeszcze przed ogłoszeniem wyników przez jurorów, wysłałam siostrze – muzyczce  wiadomość:

–  Chciałabym w finale Torreadora, Srebrną, Chińskiego Kanadyjczyka, Plażową Włoszkę i Dwóch Polaków.

Pod tajemniczymi /chyba tylko nam zrozumiałymi/ określeniami kryją się: Martin Garcia Garcia z Hiszpanii,  Aimi Kobayashi z Japonii, Bruce (Xiaoyu) Liu z Kanady, Leonora Armellini z  Włoch oraz Polacy –  Jakub Kuszlik i  Kamil Pacholec.

       Cieszę się, że Jury pod przewodnictwem prof. Katarzyny Popowej-Zydroń spełniło moje oczekiwania. Czyżbym słyszała tak, jak najwyższej klasy specjaliści? A podobno nie mam słuchu muzycznego, co stwierdziła dawno, dawno temu nauczycielka chełmskiej szkoły muzycznej, do której nie zostałam z tego powodu przyjęta. Na prywatne lekcje w ognisku muzycznym rodziców nie było stać, więc grać na fortepianie nie potrafię. Chociaż więc z listków, jak z nutek „wariacje” układam.

      Obecnie czekam na finisz Konkursu. W nim finaliści zagrają Koncerty Fortepianowe f-moll i e-moll Fryderyka Chopina – https://chopin2020.pl/pl/calendar. Czuję, że tegoroczny październik, jako wyzłocony ze wszech miar w pamięci pozostanie.

Wspaniałym pianistom XVIII Konkursu Chopinowskiego dedykuję koszyk listkowych różyczek sercem skomponowanych.

Komentarze na blogu głównym

Konkurs Chopinowski od kuchni…

… w domowym zaciszu

fot. GraMysia

       Czapki z głów przed pianistami biorącymi udział w tegorocznym Konkursie Chopinowskim. Wszyscy uczestnicy prezentują bardzo wysoki poziom, muzykalność, rozumienie tekstu Fryderyka Chopina i doskonałą technikę.

       Konkurs jednak skończy się. Trzeba będzie wyjść z domu i czapkę założyć. Co jednak zrobić, gdy żadna nie pasuje, bo nie chce pomieścić mojego koka uwitego na czubku głowy, lub zawijaska upiętego tuż nad karkiem. Na siłę oczywiście da się wcisnąć, ale głowa wtedy pęka od uścisku niczym stalową obręczą. W oferowanych w sklepach modelach zwykle jest mocny ściągacz uciskający skronie, okulary i gumkę od maseczki. Aż mnie włosy i uszy bolą.

Zrobię więc sama czapkę taką, która mojej głowie przyjazną będzie. Fotelowej robótce sprzyja XVIII Konkurs Chopinowski, który przykuł moją uwagę na wiele dni przed telewizorem. Trzeba jednak odwracać wzrok od ekranu, ponieważ kilkanaście godzin patrzenia to dla oczu zbyt dużo. Ten czas wykorzystuję na robótki ręczne. Oczy zmieniają wtedy pole widzenia, zaś uszy i dusza pozostają w nasłuchu.

Czapka nr 1.
Czapka nr 2.

       Całe szczęście, że lodówka zapełniona i nie trzeba biegać po sklepach. Źle jednak, że jedzenie z niej wyjęte jest zimne i surowe. Mogłaby mieć chociaż jedną szufladę wydającą dania gorące. Żołądek o takie zaczyna upominać się. Podczas przepięknego poloneza A-dur moje kiszki zaczynają uderzać w nuty marszowe. Trzeba więc gotować i smażyć, by niepożądane dźwięki nie zagłuszały pięknej Muzyki Chopinowskiej. Szkoda jednak czasu! Zaraz recital konkursowy kolejnego pianisty. Ciach, mach! Do jednego garnka mięso, ziemniaki i papryka. Na wierzch trochę masła i  niech się samo piecze w piecu.

Z siostrą –  muzyczką – wymieniamy wiadomości SMS.

– Chińczyk, aktualnie grający, ma rączki  pulchne i krótkie paluszki, niczym niemowlaczek. A jak nimi śmiga po klawiaturze.

–  A jakie ładne skarpetki w biało – czarną szachownicę ma ten Chińczyk.

–  A po co takie zadarte do góry czubki w butach?

–  To raczej nie ma znaczenia przy używaniu pedałów.

–  Widzisz Japonkę? Co za mimika twarzy! Przeżywa muzyczny orgazm?

– Dobry obiadek zjadłam przy muzyce Chopina. Kiszki grają w rytmie barkaroli.

– Och, jaki on piękny i estetyczny. 25 punktów za prezencję.

– Obcisła kamizelka wyciska z Hiszpana wszystkie poty. Jakby grał Preludium deszczowe, a  krople deszczu kapały na klawiaturę fortepianu.

– Rosjanin nie ma żadnej chusteczki do wycierania potu.

– On niepotliwy.

– Wstawiłam do piekarnika zapiekankę, bo nie ma czasu smażyć i gotować.

– To będzie zapiekanka z nutek Chopina dosmaczona mazurkiem.

– I z dodatkiem ziemniaków oraz papryki.

– No, to będzie muzyczna wariacja na podniebienie.

– Brakowało mi w czapce akordu kończącego. Tak zwanej „wisienki na torcie”. Zobacz, dorabiam „wisienki”.

„Wisienki” na czapce nr 2.

– „Wisienki” dojrzały z emocji koncertowych i są piękne. Będą ci na głowie  nucić barkarole Chopina.

– Biorę się za jedzenie. Przez ten konkurs kiszki mi grają i grają… Popatrz na zapiekankę. Jaka to wariacja?

– To jest wariacja na temat mięsno – warzywnych impresji pod płaczącą wierzbą w Żelazowej Woli.

– Zjadłaś już? Jak tam obiadowe wariacje? Kiszki nie grają już  „marsza żałobnego” z sonaty b-mol?

– Nie! Już walca grają!

– Tyle „podszewki” w czapce zrobiłam w sesji porannej.

Czapka nr 2. Tuszowanie węzełków i końców włóczki „podszewką” dzierganą szydełkiem.

– No to teraz relaks i poloneza czas zacząć.

– I tak po mistrzowsku drugi etap konkursu zakończył Kanadyjczyk. Wielka klasa!

– Też tak go oceniam. A jaki on zachwycający i porywający.

– I ja zakończyłam sesję wieczorną.  Oto czapka w pełnej krasie.

Lewa i prawa strona czapki nr 2.

– Wydziergałaś czapkę, jak Bruce Liu nutki, perliście i ze smakiem.

Siostra o godzinie  trzeciej w nocy:

– Sprawdziłam, kto przeszedł do trzeciego etapu konkursu. Wszyscy uczestnicy, którzy mnie nadzwyczaj zachwycili otrzymali najwyższą punktację jurorów. Ale ucztę będziemy miały!

Bet raniutko:

– Ta czapka jest przepiękna i do tego nasycona muzyką. 

Komentarze na blogu głównym

Upały, wiśnie i ogórki

       Jak korzystać z uroków letnich wakacji, gdy temperatura przekracza trzydzieści stopni i szaleją kataklizmy?  Co robić w domu, jeśli nawet książek nie da się czytać, bo głowa buzuje, a przed oczami latają mroczki? 

       Może wziąć się za robotę i trochę lata zamknąć w słoikach? Kiedyś przecież nadejdzie słotna  jesień i mroźna zima, a wtedy można będzie delektować się smakami minionych gorących dni. Co tam 29 stopni Celsjusza w domu? Podgrzewam atmosferę!

Najpierw zrzucam z siebie ostatnią, która się ostała na grzbiecie, mokrą koszulinę i przyodziana tylko w bawełniany fartuszek oraz opaskę na czole  chroniącą przed kapaniem potu do garnków, biorę się za wiśnie.

Na zimno idzie całkiem znośnie.

Na drugi dzień zaczyna się prawdziwe piekło. Temperatura w domu podnosi się do 35 stopni. Nie tylko wiśnie smażą się, szumią i słoiki gotują. Nad buchającym żarem cierpliwie zbieram białą pianę i także przez dwa dni „pasteryzuję” się. To nic, najwyżej będę dobrze zakonserwowana i… Wyszumiana.

Jeszcze chwila cierpień… Jeszcze momencik… Jeszcze tylko ostatnie słoiczki wystygną…

       Temperatura w kuchni spada poniżej 30 stopni. Można więc w „chłodzie” rozpocząć degustację wiśni w dwóch postaciach.  Udały się znakomicie, choć cukier dodany był na oko i z umiarkowanym skąpstwem.

Pora na ogórki! Także w dwóch postaciach.

       Po groźnej burzy, na dworze i w domu, pochłodniało. Co dalej? Jeśli przyjdzie kolejna dostawa wiśni, zrobię nalewkę. Nie wiem tylko, czy wichura i silne opady nie postrącały z drzewa owoców. Tymczasem – na wszelki wypadek  –  biegnę po spirytus.

Komentarze na blogu głównym