Świąteczna Księga Tradycji

Ponownie wystawiam księgę
o tradycjach i zwyczajach świąteczno noworocznych 
w różnych regionach.  

 

 

Księga wciąż otwarta i czeka na nowe wpisy.

.

          Nasi przodkowie, podporządkowani rytmowi przyrody, wyznaczającej pory siewów i zbiorów, nie odczuwali potrzeby liczenia lat. Każdy miał ich tyle, na ile się czul. Nie przywiązywali też zbytniej wagi do nazw miesięcy. Upływ czasu mierzyli ważniejszymi świętami, okresami je poprzedzającymi i po nich następującymi. Najważniejsze były Gody – święta radości, święta rodziny i sąsiedztwa, święta dzieci, służby, wielkie godnie święta – rozpoczynające się Wigilią. Radosne i gwarne Gody (ta starożytna nazwa ma związek z zetknięciem się dwóch lat – godów starego i nowego) poprzedzał długi i monotonny adwent. Jeszcze w wigilie św. Andrzeja młodzież się bawiła, dziewczęta wróżyły wylewając na wodę roztopiony wosk, ale potem cichły skoczne melodie, śpiewy, śmiechy i swawole. Powiadali, że: Święta Katarzyna klucze pogubiła, święty Jędrzej znalazł, zamknął skrzypki zaraz.

.

        Następował czas ciszy, postu i nabożeństw. Ludzie zamykali się przed wichrem i słotą w swoich domostwach, ustawały sąsiedzkie wizyty, jedynie dziewczęta schodziły się, by w długie wieczory wspólnie drzeć pierze, tkać i prząść. Prace umilały sobie śpiewaniem nabożnych pieśni i opowiadaniem baśni. Im bliżej Godów, tym nastrój stawał się weselszy, a w dzień Wigilii wszystkich ogarniało radosne podniecenie. Od świtu w domach panował duży ruch. Każdy chciał być przydatny, pomagać w świątecznych przygotowaniach, by zapewnić sobie pomyślność w nadchodzącym roku. Mężczyźni szli na ryby albo starali się upolować jakąś zwierzynę. Dzieci stroiły podłażniczki i w kątach izby ustawiały snopy nie młóconego zboża, a kobiety szykowały w kuchni delicję za delicją. Potrawy na wieczerzę wigilijną musiały być postne, a ich liczba nieparzysta. Przyrządzano je ze wszystkiego, co rosło w polu, sadzie, ogrodzie, lesie i żyło w wodzie. Im więcej potraw znalazło się na stole, tym większej obfitości pokarmów i większych dostatków można było spodziewać się w nadchodzącym roku.

.

       Gdy już stół zasłano sianem, nakryto obrusem, czekały półmiski z potrawami, niecierpliwie wypatrywano pierwszej gwiazdki. Gdy ta zajaśniała, zebrani przy wigilijnym stole łamali się opłatkiem, składając sobie życzenia: bodaj byśmy na przyszły rok łamali go ze sobą. Potem zasiadano do wieczerzy, przestrzegając zasady, aby liczba biesiadników była parzysta. Głód lub dostatek w zbliżającym się roku zależały od tego, czy się na Wigilię najadło do syta. Jedno nakrycie na stole i miejsce przy nim należało zostawić wolne dla nieobecnego członka rodziny, zbłąkanego i zmarzniętego przybysza lub duszyczki z zaświatów. Uczta wigilijna wszystkich łączyła. 

 

       Podawano śledzie, czerwony barszcz z uszkami, kapustę z grzybami i karpie przyrządzane na rożne sposoby. W niektórych rodzinach kresowego kolorytu nadawała wieczerzy makowa babka z bakaliami, formowana na zimno, podobna w smaku do kutii. Na zakończenie obowiązkowo podawano kompot z suszonych owoców.

.

        Po wieczerzy kręcono ze słomy powrósła i opasywano nimi drzewka owocowe żeby lepiej rosły. Wynoszono tez resztki jedzenia zwierzętom. Gospodarze, wychodząc przed dom, zapraszali na ucztę wróble, albo wilka z lasu, a nieraz nawet mróz. Starano się nikogo nie pominąć i ze wszystkimi się godzić. Nie uprzątano tez wigilijnego stołu, żeby nocą mogły się jeszcze przy nim pożywić przybyłe z zaświatów duchy krewnych. Kiedy spełnione zostały wszystkie związane z wigilijną wieczerzą obrzędy, można było przed wyjściem na Pasterkę, zwana tez Północką, odpocząć, porozmawiać, pośpiewać kolędy. O północy spieszono na Pasterkę. Każdy starał się przyjść lub przyjechać do kościoła jak najszybciej. Ci bowiem, którzy pierwsi przestąpili próg świątyni, mieli też być pierwsi we wszystkich pracach gospodarskich i najlepsze zebrać plony. W czasie uroczystej mszy, przy dźwiękach dzwonów i śpiewie kolęd, oddawano hołd narodzonemu Zbawicielowi, a także witano nowy rok obrzędowy i wegetacyjny. Wierzono, że dla tych, którzy w piękny i niezwykły wigilijny dzień nie zaniedbali niczego z przekazanej przez ojców tradycji, będzie on dostatni i szczęśliwy. 

.

 ***

           Bardzo tęskniliśmy zawsze do Gwiazdki. W grudniu dnie były coraz krótsze, a rankiem noc długo nie ustępowała. W dniu wigilijnym jakby topiła się w pomarańczowych i fiołkowych mgłach, a dzień budził się uroczyście. Gdy rozwidniło się zupełnie, wyciągaliśmy z pudelek złociste i srebrzyste ozdoby choinkowe. Choinkę wnosił ojciec, a jeszcze zanim ją postawił, trzeba było umieścić na szczycie gwiazdę i anioła dmącego w puzon. Potem zawieszało się jabłka, pod którymi  leniwie gięły się gałęzie choinki. A gdy choinka była już ubrana i omotana w kolorowe łańcuchy, od ciepła w pokoju zaczynały wirować wielobarwne świecidełka, pachnieć pierniki i figi. Wszystkie dzieci chodziły z kąta w kąt, siadały przy oknach niespokojne, ciche i rozmarzone. Wiedziały, ze czar Wigilii zacznie się o zmroku. Zmrok nadchodził tak powoli. Zdawał się już być blisko i cofał się znowu. Mama wciąż wychodziła do kuchni. Ojciec przez dłuższą chwilę siedział nieruchomo i milcząco w pokoju. Zdawał się nie widzieć domu i dzieci. Myśli jego odlatywały daleko do dawnych lat, kiedy Gwiazdkę spędzał w zimnej piwnicy podczas wojny i do lat jeszcze dawniejszych, szkolnych, kiedy na Wigilię nie było nawet chleba i śledzia. Nareszcie ojciec mówił:

– Widzę już gwiazdę.

A jeśli było pochmurno, mówił:

– Muszą być już gwiazdy na niebie – i wstawał. 


Wtedy cicho i niespodziewanie zamykały się drzwi do pokoju. Teraz nadchodził Gwiazdorek, aby podłożyć prezenty pod choinkę. Jego dzieci nie mogły widzieć. Siedziały więc cicho pełne lubych oczekiwań. A kiedy drzwi otworzono, pokój z choinką jaśniał, pachniał i krążył przed naszymi oczyma. Dzieci wchodziły nieśmiało, zupełnie oszołomione. Rodzice tak samo onieśmieleni przyciągali nas za ręce i całowali. Dużo chwil cudnych upłynęło zanim dzieci wreszcie spostrzegły podarunki pod choinką dla wszystkich ułożone. Starsza siostra ujmowała skrzypce, grała na nich, a dziadek śpiewał:

 „A wczora z wieczora, a wczora z wieczora  

z niebieskiego dwora…”

.

A gdy ojciec zaintonował:  

Bóg się rodzi, moc truchleje…

dzieci wszystkie razem wybuchały śpiewem, a mama płaczem wzruszenia. Podczas wieczerzy mama zawsze drżała, aby dzieci nie udławiły się ością z ryby. Dziadek kazał jeść dużo kartofli, aby te ości popychać.

.

      W końcu zjawiały się bakalie – sen całego roku – słodycz daktyli pachnąca i ostra słodycz fig, aromatycznie skrzypiące rodzynki, zimne marmoladki, wonne korzenne pierniki, a na końcu orzechy. Po wieczerzy jeszcze raz zapalano świeczki – słodka dobrotliwość ogarniała wszystkich, jak zawsze po nasyceniu się wielkim szczęściem.

.

Półśniąc nad naszymi zabawkami od Gwiazdorka i jadanymi tylko raz w roku pomarańczami – słyszeliśmy, jak w każdym domu płynie kolęda: 

„Gdy się Chrystus rodzi i na świat przychodzi,

Ciemna noc w jasnościach promienistych brodzi…”  

alElla

       Najważniejsza w Polsce jest chyba Wigilia. Spotkanie w gronie rodzinnym, wspominania, rozmyślania i prezenty. Radość szczególna, przede wszystkim dla dzieci. Polska Wigilia, to ewenement jedyny w świecie. Nie spotkasz podobnych nigdzie. W Niemczech na przykład, Wigilia to dobre żarcie: gęś, kaczka, kiełbasa… Dzielenie się opłatkiem jest obce. Kiedyś, kiedy jeszcze dokładnie obyczajów tutejszych nie znałem, poszedłem przed Wigilią do księdza z prośbą o opłatek. Nie wiedział, o co chodzi, a był w „stanie wskazującym”, bo lubił to. Wytłumaczyłem mu, jak to w moim kraju obchodzi się Wigilię. Ja ci mogę dać te „Oblaten” /hostia/, ale przyrzeknij mi, że je po drodze nie zgubisz i zużyjecie je wszystkie – powiedział. Wziąłem więc te niemieckie „Oblaten”, które tak samo smakowały,   jak polski opłatek. Takich Wigilii się nie zapomina. A dla dzieci najważniejszym jest Święty Mikołaj, o czym wspomniałem na moim blogu: grudhen.blog.onet.pl Heny

      Dla mnie Wigilia ma specjalne miejsce w moim sercu. W ten oto dzień przy zapalonych świecach, zapachu świeżej choinki składamy sobie życzenia. Wszystkim i przyjaciołom i wrogom życzę zdrowia i pogody ducha, a słuchanie kolęd to raj dla moich uszu. Uwielbiam je. W taki czas nikt nie powinien być sam. Zacierają się wszelkie różnice: biedni i bogaci, zdrowi i chorzy, smutni i weseli. Szukamy schronienia dla swoich smutków. Czas na radość. Święta to czas, kiedy wybaczamy innym, ale też i sobie rożne zachowania, słowa czy uczynki. Szkoda tylko ze ten stan trwa tak krótko. Jagoda

        Boże Narodzenie jest chyba najbardziej magicznym świętem i zarazem okazją do wspólnych rodzinnych spotkań, a to niesłychanie ważne w tym tak zagonionym, obecnie świecie. Wspólne biesiady, wspomnienia, podarunki i gesty przebaczenia, cóż więcej trzeba do szczęścia. Piękne święta. Kalia

          Myślę jak większość komentujących u Ciebie, że Wigilia to najważniejszy dzień w roku, to dzień pełen magii, wspomnień i łezki w oku. Lata mijają, a przy wigilijnym stole ciągły ruch. Jedni odchodzą, inni przychodzą, a my, co roku przygotowujemy takie same potrawy jak przed laty, niektóre trochę unowocześniamy, ale podstawa zawsze jest podobna. ludzie w ten dzień są milsi, nawet obcym mówimy wesołych świat i uśmiechamy się do siebie. Chyba w ten dzień jesteśmy lepsi, serdeczniejsi. Chociaż to tylko jeden taki dzień w roku, dobrze, że jest,   jest potrzebny jak powietrze… Rozyna

          W Norwegii przygotowania do świąt  zaczynają się w Adwencie. Robi się generalne porządki oraz pieczenie ciasteczek, co najmniej siedem rodzajów. Dzieci mają kalendarze adwentowe i odliczają dni do świąt. Niektóre dzieci mają 2 kalendarze. Jeden kupiony w sklepie z czekoladkami, a drugi zrobiony własnoręcznie. W Wigilię, po dokonaniu ostatnich zakupów, Norwegowie idą do kościoła na uroczystą mszę, a po powrocie zasiadają do świątecznego posiłku.  Głównym daniem są solone jagnięce żeberka. Później  tańczą  przy choince i śpiewają norweskie kolędy.  Nazajutrz, zaraz po pobudce, dzieci rozpakowują prezenty, które w nocy zostawił dla nich Julenisse, który jest mniej skomercjalizowanym krewnym amerykańskiego Mikołaja. Norweski Julenisse lubi płatać figle. Dlatego w  Wigilię należy go poczęstować dużą porcją owsianki, wtedy będzie grzeczny. Tradycją w norweskim domu jest przygotowywanie ozdób choinkowych. Zwykle łańcuchów i koszyczków, do których wkłada się słodycze i orzechy. Sosnowe lub świerkowe drzewko zadomowiło się w Norwegii dopiero od 1900 roku. Każdego roku z norweskiego lasu wycina się i wysyła drzewko  na Union Station w Waszyngtonie oraz na TrafalgarSquare w Londynie. Basia

         Do mnie /lubelskie/  na Wigilię przybywał Gwiazdorek – niewidzialny, który układał prezenty pod choinką. Mikołaj przychodził 5 grudnia wieczorem. Natomiast we wsi Wilcze, do domu położonego na skraju Puszczy Kampinoskiej Mikołaj pojawia się pod koniec wieczerzy wigilijnej. Żeby otrzymać prezent, trzeba  powiedzieć wierszyk lub zaśpiewać kolędę. Przy śpiewaniu kolędy można posłużyć się ściągawką, bo Mikołaj wymaga więcej, niż 1-2 zwrotki. Atmosfera staje się rozluźniona, jest bardzo wesoło, a wiersze, czy kolędy zapowiadające się na zbyt długie, przerywane są brawami. Każdy przecież chce jak najszybciej swój prezent otrzymać.alElla

          Myślę, ze Boże Narodzenie to taki magiczny czas, że każdy każdemu jest w stanie przebaczyć cokolwiek by nie uczynił. Jest takie ciepło w sercu, taka chęć bycia dobrym – nie potrafię tego wytłumaczyć. Myślę, że tylko człowiek głęboko wierzący czuje to i ma świadomość tego, co napisałam. U  Nas przychodził Mikołaj,  któremu trzeba było jak na spowiedzi przyznać się do grzeczności czy nie, czy się ma dobre stopnie, czy złe, no i jak piszesz, wierszyk czy piosenka obowiązkowa. Z Gwiazdorem szczerze mówiąc nie spotkałam się. Ella Jeremy

          Gwiazdor to postać rozdająca prezenty w Wigilię Bożego Narodzenia występująca na terenach Wielkopolski  na tej części, która była pod zaborem pruskim. Także Kaszubi go znają.  Gwiazdor przynosił prezenty i rózgę, odpytywał dzieci z pacierza,  znał dobre i złe uczynki dzieci. Współcześnie na skutek migracji oraz wpływu mediów i  centrów handlowych, część mieszkańców Wielkopolski i Kaszub porzuciła tradycję Gwiazdora na rzecz Mikołaja. Skąd się wziął na Lubelszczyźnie, trudno powiedzieć, pewnie ktoś z rodziny „przyniósł” ten zwyczaj. Poza tym Polska, to zróżnicowany etnicznie kraj i rożne tradycje poprzenikały. Jasiu

 

50 uwag do wpisu “Świąteczna Księga Tradycji

  1. Elu, cudownie wprowadziłaś mnie w świąteczny nastrój. Zaczęłam planować wigilię, bo w tym roku będzie nas wiele przy stole. A Mikołaj przygotowuje prezenty już od października, łatwiej mu rozłożyć wtedy koszty. Czas też wyciągać ozdoby choinkowe, a mam jeszcze własnoręcznie zrobione w dzieciństwie zabawki. Oby tylko mróz i śnieg nie utrudniał przygotowań i podróży moich dzieci do domu na święta.

    • Nolu, to cudowne będziesz miała święta. Życzę, by nic nie stanęło na przeszkodzie w przyjeździe Twoich dzieci. Ja tak przeważnie już od Barbórki wprowadzam się w nastrój świąteczny, bo zaczynam robić prezenty samodzielnie, a to troszkę czasochłonne.

  2. Kiedyś spędzałam Boże Narodzenie w zwyczajnej niemieckiej rodzinie. Tu najważniejsza była choinka. Stała bogato ubrana już kilka dni przed Wigilią…Piękny srebrny świerk /wart kilkadziesiąt euro/ zajmował znaczną część salonu. W dzień Wigilii od rana zajmowano się ozdobnym pakowaniem prezentów , które wkrótce szczelnie wypełniły przestrzeń wokół choinki. Obowiązuje zasada : każdy dostaje prezent od każdego uczestnika Świąt. Około południa Pani Domu poczuła się zmęczona i ułożyła się na kilkugodzinną drzemkę. Na kolację , podaną codziennym zwyczajem, w kuchni – zaserwowano gulasz wołowy z ziemniakami.Moja propozycja zapoznania się ze zwyczajem „opłatkowym” została przyjęta uprzejmie lecz bez specjalnego zainteresowania. Za to, ze względu na moją obecność, po kolacji, Rodzina wybrała się do Kościoła. Ewangelickiego. Tam rozdawano świąteczne drobne upomineczki, Pastor, osobiście , z podaniem ręki, witał wszystkich przybyłych na nabożeństwo.Potem, wieczór upłynął na rozdawaniu i rozpakowywaniu prezentów. Każdy otrzymał indywidualny tzw „talerz świąteczny” – pełen słodyczy / cukierki, ciasteczka, czekoladki/. Konsumpcja tych słodkości miała być główną atrakcją kulinarną Świąt.Pierwszy Dzień Świąt to dzień Urodzin naszej Pani Domu. Dla gości przygotowano poczęstunek : połówki bułeczek ozdobione plasterkiem kiełbasy typu mortadela oraz wyjęty z zamrażarki tort typu „Czarny Las” rodem z supermarketu sieci ALDI.Drugi Dzień Świąt spędziliśmy siedząc na kanapie i oglądając TV.Kilka dni po Nowym Roku choinka musi być zlikwidowana zgodnie z harmonogramem Specjalnego Serwisu Uprzątającego choinki. Nie można ich wyrzucać po prostu na śmietnik. Ordnung muss sein !

    • Bet, ślicznie dziękuję za ten opis. Znajdzie miejsce w księdze zwyczajów.Z tym porządkiem „choinkowym” to nawet mi się podoba. U nas nawet wersalki stoją przy śmietnikach całymi miesiącami. Zdarzają się też pralki i lodówki, ale prędko znikają. Złomiarze je zagospodarowują.

  3. Oj, alEllu, ten opis Wigilli to jakby z mojego domu! Pamiętam jak Tata, bo to była Jego praca, ubierając choinkę zaczął płonąć, a konkretnie Jego krawat!! Zapalał świeczki od dołu do góry!! Męższczyźni tak mają!! Pamiętam też, że moja najstarsza siostra zawsze uciekała przed Mikołajem, podobno bała się go. Po latach wiem, że to Ona się przebierała. W którymś roku bardzo byłam zdziwiona, że moja lalka ma fartuszek taki sam jak moja sukienka.Przez rok rozprawiałam na podwórku o tym jaki ten Mikołaj mądry.Swięta to wspaniały czas i dokładajmy starań, żeby dla wnuków też był magiczny.!! To napisała agnostyczka!! MAGIA ŚWIĄT NIECH TRWA!!Pozdrawiam serdecznie.anafiga

    • Ana, a u mnie Mikołaj kiedyś zostawił buty, w których dziadek zaczął chodzić. Długo miałam pretensję do dziadka, że nie oddał ich Mikołajowi. Bardzo żałowałam Mikołaja, że bez butów po śniegu chodzi.

      • alEllu, znając naszą dziecięcą ostrość widzenia, żal do Dziadka trwał długo! Ja też siostre długo przekonywałam, że Mikołaj tylko straszy rózgą, a Ona nie dawała się przekonać i znikała. hahhaaa!!

        • A wiesz Anafigo, ja tam do dzisiaj wierzę w św. Mikołaja, bo te najważniejsze rzeczy, które w nas najczulsze struny pobudzają, najczęściej są tajemnicze, niewidoczne, nieodgadnione…

  4. Oj, jak wspaniale wspomnienie, przeszywa mnie cieplem i tesknota do lat dziecinnych w Polsce, czy to nie piekne, w tym wspomnieniu i tesknocie czuje zapachy polskich potraw, coz, wspomnienia.Wigilje urzadzam w domu moim,w Holandii, to jedyne swieto, polsko-rodzinnej tradycji,a ktorego holendrzy nawet katolicy nie znaja.Swietuja tutaj Boze Narodzenie, ale to takie jak wszystkie inne a nawet dla niektorych to zwykla niedziela.Ja urzadzam Wigilje,opowiadam jak zawsze duzo o Polsce i domu rodzinnym.Wszyscy wiedza tutaj, ze my swietujemy i wszyscy wiedza o talerzu i miejcu dla nieoczekiwanego , obcego lub znajomego goscia.Elus jak zawsze rozgrzewasz serca, dziekuje i tym razem, choinke i czapeczke poznaje, jak co roku.Buziaki i wspanialej niedzieli Ci rzycze, mam nadzieje, ze na strychu Twoim jest sucho.

    • Berto, znakiem tego pielęgnujesz tradycje wynioesione z domu. To pięknie! To także lekcja patriotyzmu dla nowego pokolenia. Żyć trzeba z postępem, ale też warto szanować tradycje i pielęgnować mowę ojców… Na strychu sucho. Śnieg nie pada. Dzisiaj rano było minus 20 stopni. Pięknie świeci słoneczko.Uściski i pozdrowienia!

      • -20, oooo, to pozazdroscic, bo u nas cos +3, snieg znika i ja juz zaluje, oby tylko swieta byly biale..tak, ja nie wyobrazam sobie jak mozna sie wstydzic za pochodzenie, a tradycje rodzinne to najbogatsze zrodlo ksztaltowania rodziny w swiecie wspolczesnym, Chociaz nie mam suszonych prawdziwkow na tradycyjne pierogi, to jednak barszczyk czerwony i uszka sa na stole.Wiesz czasem kupuje w sklepie wloskich produktow suszone grzybki, ale tak cienko-cieniutko sa pokrojone, ze sa w sumie niesmaczne w potrawie,PRZYJEMNEGO WIECZORU.bay,bay

  5. Tu bym referat musiała spory zamieścić. Wigilię uwielbiam, nie mogę się doczekać… U nas dominuje kulinarnie i obyczajowo tradycja kujawska, bo Mama i Babcia stamtąd. Tato z tradycją kaszubską się jakoś nie przebił w domu pełnym kobiet!PS. Jutro lepimy pierogi!

  6. alEllu, dzień dobry. Zapomniałać o Dziadku Mrozie. Był taki, był na tzw Choinkach dla dzieci organizowanych przez zakłady pracy dla maluchów. Bardzo dawno temu,ale był DZIADEK MRÓZ.!!Miłego dnia.

    • Ana, pamiętam Dziadka Mroza, a jakże. Przychodził na „Choinki”. Jakoś jednak nie wyparł św.Mikołaja, który z pacierza odpytywał i bardziej na świętego wyglądał niż ten dzisiejszy zgrywający jakiegoś „pajaco – krasnala”.Dziękuję za przypomnienie. Trzeba Bet o tym przypomnieć, bo to robota na „pogadajmy o peerelu”.

  7. Przepiękna księga.Ale urok Świat mi minął jakoś wraz z dzieciństwem i młodością. Magi Świąt absolutnie nie czuje teraz.Kolędy reklamują towary, prezenty są wymuszone, w centrach handlowych kolejki.Dobrze, tylko dlaczego to się nazywa Boże Narodzenie? Gdzie tu jest o narodzinach Boga?Przepraszam za krótki wykład, ale napisałem jak czuję.A tu filmik z rajdu Barbórki. Dzisiaj go zmontowałem: http://www.youtube.com/watch?v=IDg26GNM0U8Pozdrawiam Ciebie i Twoją Księgę Tradycji:)Vojtekwww.warsawman.bloog.pl

    • Vojtku, mnie tam nikt nie zmusza do chodzenia po centrach handlowych i słuchania już od połowy listopada kolęd przy pólce z domestosem. Prezentów też nie wymusza żadna reklama. Nie mam obowiązku ulegania reklamie. Wiem, że dzieci ulegają, ale to wina rodziców, nie reklam.Magia Świąt , po mojemu, jest w tradycji, w sercu i w rodzinie… nie w supermarkecie…

  8. Wiesz, Elu, nie wiadomo od czego zacząc…Pamiętam święta w Polsce, czekanie na pierwszą gwiazdkę,pachnące siano pod obrusem, zapach ciasta w całym domu, uwielbiałam próbowac ciasto drożdżowe które „rosło” w oczach, za co dostawało sie „po łapach” od Mamy, wybierac rodzynki namoczone w rumie, oczekiwanie na skończenie kolacji wigilijnej, aby poszukac pod choinką swojego prezentu, nawet dlugopis z wizerunkiem Myszki Miki za 5 zł, sprawiał ogromną radochę, kup dzis dziecku dlugopis za 5 zl?!, śpiewanie kolend po kolacji….oczekiwanie na jedzenie wędlin po pasterce, jak i wyprawę ponad kilometr na pieszo po skrzypiącym sniegu do kościola na pasterkę… Do dziś, kiedy jestem w kościele i ludzie śpiewają kolędy, zawsze mam łzy w oczach… (tak samo jestem wzruszona, kiedy pierwszy raz po wygnaniu na azyl, mogłam pojechac do Polski w 1990 r. kiedy zobaczyłam na granicy godło Polski i nazwę POLSKA, ryczałam aż do Poznania…). Uwielbiałam chłodne poranki ,kiedy wstając z łóżka, upajałam się zapachem świerku w pokoju poprzetlatanym zapachem czerwonych jabłek i pierniczków. Wstawalam w momencie kiedy Mama rozpalała piec, zanim sie pokój nagrzał, im było chłodniej tym piękniej choinka pachniala…Po 30 latach na emigracji, przyznam, ze nie znam prawie tutejszych obyczajow. Mężowi tak przypadła wigilia po polsku, że tylko taką świętujemy. Dzieci i wnuki przy stole, nieraz jakiś sąsiad, czasami jest to Wigilia na +-15 osób, ponieważ msze z północy przenieśli na 22.00 nie chodzimy na Pasterke, oglądamy o północy z Rzymu, kolację wigilijną kończymy ok.3.00 nad ranem. W Boże Narodzenie, odwiedza się krewnych i przyjaciół aby złożyc zyczenia. Drugiego dnia świąt nie ma. W noc sylwestrową koniecznie przed północą stawia się na zewnątrz talerz i pośrodku zapaloną świeczkę a na talerzu drobne pieniążki zawinięte w sreberko. Im więcej świeczki sie wypali tym więcej szczęścia nowy rok przyniesie i w dzień Nowego Roku, odwiedza się najbliższą rodzinę, przyjaciół i każdemu na szczęście daje sie pieniążek w sreberku, ktory ma pozostac w portmonetce przez caly rok. Na obiad koniecznie kapusta kiszona po bawarsku w bialym winie z puree,golonką, kielbasą i boczkiem wędzonym gotowanym w kapuście jako danie, które przyniesie powodzenie na cały rok. Takie regionalne tradycje. Uwielbiam święta BN. Dekoruję drzwi wejściowe, okno w salonie na zewnątrz (zdjęcia w albumie Noel 2009 na blogu), okno dekoruję po bretońsku, gałęzie świerku, udekorowane czerwonymi jabłkami, to znak szczęścia w Bretanii, udekorowane sztucznym śniegiem i czerwonymi kwiatami gwiazdy betlejemskiej. Czas tak szybko leci, że szkoda mizdejmowac dekoracji po nowym roku, trzymam często do ostatków, jest na dworze zimno, świerk trzyma więc swieżośc. Pochwalę Ci sie, moi sąsiedzi 2-3 lata temu zgłosili moją dekorację do konkursu, który gmina urządza co roku, i zostałam nagrodzona. Coraz więcej osob dekoruje na zewnątrz, 10-15 lat temu tego prawie się nie widziało. Święta są coraz bardziej rodzinne, nie wiem czy to kryzys jest przyczyną czy nie, ale to tylko benefis dla atmosfery rodzinnej. Kiedyś wszyscy spędzali święta w restauracjach, teraz coraz częściej w Wigilię resto zamykają podwoje. Powiem Ci Elu, żeby nie wiem jaką piękną dekorację czy danie świąteczne wymyślec, nic nie zastapi świąt w rodzinnym domu, z Mamą i Tatą, nigdy przez cały rok nie odczuwam nieobecności Rodziców jak w święta BN, brakuje mi Ich bardzo, pomimo obecności moich dzieci wokół stolu, zawsze w Wigilię płaczę dyskretnie i to jest silniejsze odemnie. Ta magia tych świąt jest w nas i pozostanie na zawsze. I wtedy zadaję sobie pytanie – czemu nie możemy byc tak mili i serdeczni dla siebie przez caly rok, jak to ma miejsce w Boże Narodzenie?Dziekuję za Twój dzisiejszy temat, wprowadzilaś niejednego w nostalgiczny świąteczny nastroj, a tobardzo dobry relaks psychologiczny, zdjęcie jest top:), ciepło tu u Ciebie na blogu, musisz byc dobrym człowiekiem, bo grzejąc się przy twoim kominku odrazu czujemy się na luzie, jak u siebie.

    • Elizo, dziękuję za Twoje wspomnienia… Tak ciepłe… Jakże one wzbogacają Księgę Tradycji. Wzruszyłam się ogromnie, że tak obszernie i pięknie zechciałaś się wpisać do księgi.Uściski najmocniejsze!

  9. Wigilie, które zapamiętałam z rodzinnego domu były bardzo skromne i spędzane tylko w czwórkę, tzn. rodzice i ja z bratem, bo dziadkowie wcześniej poumierali. Mieszkaliśmy na skraju wsi pod lasem. Wigilia była magiczna. Były takie prawdziwe zimy z siarczystym mrozem.Z niecierpliwością czekaliśmy na pierwsza gwiazdkę, żeby moc rozpocząć wieczerzę. Pamiętam ubieranie choinki, którą zawieszaliśmy u sufitu. Były na niej orzechy, czerwone małe jabłuszka , włosy anielskie, ozdoby własnoręcznie zrobione z bibuły i prawdziwe świeczki. No i cukierki, takie długie karmelki w kolorowych złotkach. Za oknem była cisza i mrok przetykany blaskiem gwiazd, urozmaicony nikłym światełkiem wymykającym się z naszej izby przez pomalowane mrozem małe szybki w oknie. Ogień wesoło buzował w piecu, a my śpiewaliśmy kolędy. Prezentów nie dostawaliśmy na gwiazdkę tylko wcześniej od Mikołaja. Nigdy nie zapomnę tamtych skromnych, ale bardzo drogich mi Wigilii, kiedy wszystko było takie proste i piękne.

    • Miła Patmar…..proszę o objaśnienie dlaczego choinka wieszana była u sufitu ? To jakiś lokalny obyczaj ? Wiem,że u sufitu podwieszano jemiołę, stroiki ze słomy ale o choince wiszącej /w tradycyjnym znaczeniu/ nie słyszałam…. czy wieszano ją „głową w dół” ????? Pozdrawiam,Patmar!

    • Też mam takie wrażenie, Patmar, że kiedyś wszystko było takie proste i piękne.Dziękuję za Twoje wspomnienie. Wzbogaca Księgę Tradycji i Zwyczajów. Podobnie, jak Bet, nie znam zwyczaju wieszania choinki u sufitu.

  10. Pięknie tu, poczytam sobie, ale nie będę pisać… Bo jest coraz więcej… wspomnień. I coraz więcej by trzeba stawiać pustych nakryć… A od paru lat i dla mojego Taty… Nie chcę tu psuć nastroju… Idę po chusteczki…

    • Magdaleno, jesteśmy wszyscy obarczeni bagażem różnych wspomnień… Nie wstyd i łzę uronić…Przytulam i serdeczności posyłam.

  11. O Gwiazdorze opowiadała mi mama (pochodzi z Wielkopolski). Z kolei tato z pewną tęsknotą w głosie wspomina Dziadka Mroza. Żadnego z tych dwóch panów nie spotkałam. Gdy się urodziłam prawie cała Polska została już „zmikołajizowana”. Muszę przyznać, że niektóre próby utwierdzenia dzieci w wierze w istnienie św. Mikołaja były raczej żałosne. Do dziś nie mogę zapomnieć, jak to za tego świętego przeprała się… moja babcia! Taki równouprawniony płciowo Mikołaj to wrażenie wprost niezapomniane!

    • Maera, a ja tam do dziś wierzę w Mikołaja, a kiedyś nawet, jak widziałam, że za brodą i wąsami kryje się babcia, nie było to dla mnie w żadnej mierze żałosne. Po prostu babcia na codzień była kochaną babcią, a na Mikłaja kochanym Mikołajem.

  12. W mojej rodzinie staramy się zachować tradycje , które wynieśliśmy z rodzinnych domów. Zwyczaje moje z kresów różnią się od tych z krakowskiego, więc połączyliśmy je ze sobą i wyszedł niezły pasztet, szczególnie jeżeli chodzi o potrawy wigilijne. Na stole spotykają się więc dwa barszcze, czerwony i grzybowy, wszelkie uszka i pierożki, a także kutia i drobniutkie bułeczki drożdżowe z wodą makową. Całowanie pod jemiołą mieszają się z podkradaniem cukierków na choince i szukaniem na niej ciasteczka z napisami. Piękne są nasze rodzinne Wigilie. Pamiętam jednak moje dzieciństwo i Wigilię bez ojca, który przebywał na Syberii. W domu było bardzo biednie i bardzo zimno. Był to jedyny dzień w roku kiedy najadaliśmy się do syta. Pamiętam gorzki kisiel owsiany ze słodką wodą makową. Najbardziej zapamiętałam kartkę od ojca, na której napisał…” Wesołych Świąt wam życzyć nie mogę”. Podczas naszych Wigilii na stole stoi pusta zastawa dla tych, których już nie ma. Oj, rozmarzyłam się. dziękuję Ci Słonko za tę notkę, która poruszyła moje najczulsze struny wspomnień.

  13. Nasz kochany Gwiazdor. Cale Pyrkowo wraz z Pyrlandią na niego czeka. Nie wiedziałam , że pojawia się też na Kaszubach. Ciesze sie bardzo…

  14. Mimo że nawet święta bożenarodzeniowe są skomercjalizowały, to jednak wiele tradycyjnych potraw i obrzędów pozostało w naszym narodzie. Aż smutno się robi, że może kiedyś to przeminie i pozostanie tylko plastikowa choinka z plastikowymi bombkami prosto z Chin oraz uszka kupione w markecie razem z barszczem z torebki.Dobrze, że na swoim blogu umieszczasz wspomnienia różnych osób, może małolaty sobie uświadomią, że kiedyś inaczej bywało.Pozdrawiam przedświątecznie.

    • Anno, zmiany są nieuniknione. Trzeba więc tradycje i stare zwyczaje pielęgnować…Chińszczyzna tak zalała świat, że pewnie i uszka do barszczu już lepią z plastikowym farszem o zapachu grzybowym.

  15. Ja także jestem nosicielem świątecznych tradycji rodzinnych z których jedna niestety przeniosła się do współczesności czyli do dnia dzisiejszego. Moja Babcia przed świetami /lata 50-60/ jeździła w tylko sobie znane tajemne miejsca i przywoziła na święta spirytus. Z tego spirytusu wytwarzane były 3 rodzaje alkoholu; ajerkoniak, likier mietowy i przepalanka. Oczywiście Babci pomagali wujkowie w liczbie 2 + Dziadek bo oni oczywiście mieli odpowiednie kubki smakowe w odpowiednich miejscach i co jakis czas kosztowali czy juz się „przegryzło”. Czasami proces „przegryzania” był na tyle skomplikowany że Babcia biegła tuż przed świętami jeszcze uzupełnić co się autentycznie przegryzło.Obyczaj ten i tradycja w pewnej części przetrwała u mnie do dziś. Nie pamiętam juz kto poradził zalać kukułki spirytusem ale przyznaję, że pomysł nie nowy ale udało sie do tego przekonac „Moje Szczęście”. Rzeczywiście, dobre i sie dobrze „przegryza”. Wczoraj było o niebo lepsze niz przedwczoraj czy 3 dni temu. Jak wystarczy to do połowy przyszłego tygodnia sie „przegryzie” do końca i trzeba będzie będzie wdrozyć plan „B” czyli zaopatrzyć się w jakiegos gotowca.Najważniejsze jednak to przenosic tradycje rodzinne.Pozdrawiam

    • Piotrze, też robiłam ajerkoniak, ale zniechęciłam się, bo ostatni mi się zważył. Z czasem zresztą było pod dostatkiem w sklepach. Przepalankę pamiętam, jak przez mgłę. Chyba dziadek sypał na skórkę chleba cukier, podpalał i z tej skórki krople brązowego karmelu skapywały do butelki z „czymś”.

      • Mam sposób na ajerkoniak;1. Żółtka w temp. pokojowej,2. Ucieram w makutrze żółtka z cukrem i cukrem waniliowym,3. Przelać do miksera i wlewac spirutus – nic stac sie nie może.Przepalanka: po prostu cukier na patelnie i stopić na brąz, zalac zimna wodą, wymieszać az sie wszystko rozpuści. /Ja dodaję kilka kropel cytryny i trochę cukru waniliowego/.Likieru mietowego nie robie bo niewiem jak a Babcia robiła z ogródkowych roslin miety i to było cos wyjątkowego. W przepisach kuchennych tez nie znalazłem a zalac cukierki miętowe spirytusem to każdy potrafi ale to nie ten smak.Pozdrawiam

        • Piotrze, nie rozumiem tego punktu: „3. Przelać do miksera i wlewac spirutus – nic stac sie nie może.”Jak wlewać w ruchu? Nie da się :(((

          • ………no to ja mam taki mikserek w którym na pokrywie jest dzieureczka przez która mozna cos wlewac czy płyny a ogolnie przyprawy.Trudno – zostaniesz na nalewce z kukułek :-)))

  16. Pingback: Świąteczna Księga Tradycji cz.III | alE blogowanie

  17. Pingback: Świąteczna Księga Tradycji cz. II | alE blogowanie

  18. Pingback: Ku pamięci dla potomności „smartfonowej” | alE blogowanie

  19. Pingback: Świąteczna Księga Tradycji napisana przez Posiaduszkowiczów | alE blogowanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s